Podhale przyciąga termami, Beskid Sądecki i Niski uzdrowiskami i źródłami mineralnymi, a małopolskie pogórza winnicami i wizją odpoczynku w wersji slow. Do tego rodzinne atrakcje, hotele ze SPA i miejsca stworzone bardziej do odpoczynku niż odhaczania kolejnych punktów na mapie. W tej odsłonie kampanii Poznaj Polskę, realizowanej pod patronatem Małopolskiej Organizacji Turystycznej, wspólnie z MOT wybraliśmy pomysły na wyjazdy, które pokazują właśnie tę mniej oczywistą stronę regionu. Poznajcie z nami MałoPOLSKĘ i wypocznijcie!
TOP atrakcje w Małopolsce dla rodzin i spragnionych wypoczynku – podsumowanie
- Małopolska na weekend – atrakcje i pomysły na krótki wyjazd – jak zaplanować 2–3 dni bez spędzania połowy wyjazdu w samochodzie.
- Termy w Małopolsce – wypoczynek i atrakcje na weekend w górach – Białka, Bukowina, Chochołów i Szaflary oraz różnice między najpopularniejszymi kompleksami.
- Uzdrowiska w Małopolsce – Krynica-Zdrój, Szczawnica i Beskid Sądecki – kurorty, źródła mineralne i spokojniejsze miejsca w Beskidzie Niskim.
- Małopolska z dziećmi – atrakcje dla dzieci i pomysły na rodzinny weekend – parki rozrywki, termy, Tatry, Kraków i podziemne trasy oraz spływ Dunajcem.
- Romantyczny weekend w Małopolsce – gdzie pojechać we dwoje? – Podhale, uzdrowiska, Pieniny i spokojniejsze miejsca na krótki wyjazd.
- Małopolski Szlak Winny – nieoczywisty pomysł na weekend – winnice, degustacje i enoturystyka na małopolskich pogórzach.
- Gdzie na weekend w Małopolsce? 9 gotowych pomysłów na 2–3 dni – konkretne kierunki i programy krótkiego pobytu w różnych częściach regionu.
- Gdzie nocować w Małopolsce? – jak wybrać bazę na termy, góry, rodzinny wyjazd albo spokojny pobyt; rekomendacje hoteli.
- Najczęściej zadawane pytania o weekend w Małopolsce – szybkie odpowiedzi dotyczące term, uzdrowisk, wyjazdów z dziećmi i we dwoje.
Małopolska na weekend – atrakcje i pomysły na krótki wyjazd
Przy dwóch lub trzech dniach urlopu największym błędem jest… próba zobaczenia wszystkiego. Odległości na mapie nie wyglądają groźnie, ale przejazd z Zatora pod Tatry, a później do Krynicy szybko zamienia weekend w Małopolsce w serię godzin spędzonych za kierownicą.
Dlatego, wspólnie z Małopolską Organizacją Turystyczną, wybraliśmy miejsca, które najlepiej łączyć w obrębie mniejszych regionów. Podhale pozwala zestawić termy z Zakopanem i Tatrami. W Pieninach można zatrzymać się w Szczawnicy, a jeden dzień przeznaczyć na wypoczynek, drugi na aktywność. Krynica-Zdrój i Muszyna leżą na tyle blisko siebie, że podczas jednego pobytu da się poznać dwa bardzo różne uzdrowiska. Rodziny z dziećmi mogą postawić na Zator lub Rabkę, a osoby szukające spokojniejszego wyjazdu – na Dolinę Popradu, Beskid Niski albo pogórza.
Taki podział pozwala również lepiej reagować na pogodę. Gdy Tatry znikną w chmurach, zostają termy. Deszcz w Krynicy nie przekreśla planu wizyty w pijalni, SPA czy muzeach. Na rodzinnym wyjeździe park rozrywki można przełożyć na inny dzień, a spokojny pobyt w uzdrowisku nie wymaga codziennego układania programu od rana do wieczora.
Termy w Małopolsce – wypoczynek i atrakcje na weekend w górach
Podhalańskie termy to nie tylko gorący basen z Tatrami w tle. Za ich popularnością stoi konkretna geologia. Pod powierzchnią Podhala znajdują się zasoby wód termalnych, zasilanych m.in. przez wody opadowe infiltrujące w rejonie Tatr. Krążąc głęboko w górotworze, woda ogrzewa się, a następnie gromadzi w przepuszczalnych warstwach skalnych niecki podhalańskiej. W jej północnej części temperatura wody na wypływie z odwiertów może dochodzić nawet… do 86°C.
Zanim jednak na Podhalu pojawiły się duże kompleksy basenowe, geotermię zaczęto wykorzystywać do ogrzewania. Badania i wiercenia prowadzono już wcześniej, a w 1994 roku w Bańskiej Niżnej uruchomiono pilotażową instalację dostarczającą ciepło do budynków. Było to pierwsze działające przedsięwzięcie tego typu w Polsce. Dziś w obrębie niecki podhalańskiej funkcjonuje kilkanaście otworów ujmujących wodę termalną, a ten sam zasób służy zarówno ciepłownictwu, jak i rekreacji.
Na pierwszy rzut oka podhalańskie termy mogą wydawać się podobne. W praktyce różnią się całkiem mocno. Białka mocno stawia na rodziny i dobrze łączy się z narciarskim pobytem na Kotelnicy. Bukowina posiada rozbudowaną część basenową i saunową, a po ostatnich zmianach także znacznie bogatszą ofertę dla dzieci i młodzieży. Chochołów jest największy i daje najwięcej możliwości, ale wymaga też trochę więcej orientacji w terenie. W Szaflarach można natomiast wybierać między zwartymi Termami Szaflary a Gorącym Potokiem, gdzie większość kąpieli odbywa się na zewnątrz.
Poza Podhalem działa też niewielki kompleks Termy Gorce w Porębie Wielkiej. Główny basen ma 91 m² i jest wypełniony solanką termalną o temperaturze około 37°C. Są też jacuzzi, sauny i grota solna. Nie jest to konkurent dla Białki czy Chochołowa pod względem skali, raczej propozycja dla osób, którym zależy na spokojnej kąpieli bez całodziennego pobytu w aquaparku.
Siłę małopolskiej oferty dobrze ilustruje Ranking Ulubionych Term Polaków Travelist. Pierwsze miejsce zajęły Chochołowskie Termy, drugie Terma Bania, trzecie Termy BUKOVINA, czwarte Gorący Potok, a piąte Termy Szaflary. Sama kolejność nie powinna jednak przesądzać o wyborze. Rodzina z kilkulatkiem będzie patrzyła na inne rzeczy niż para planująca kilka godzin w saunach, a po dniu na nartach liczy się także odległość od stoku i hotelu.
Białka Tatrzańska – termy i rodzinny wypoczynek
Terma Bania ma 15 niecek o łącznej powierzchni około 2400 m², ale ważniejszy od samej liczby basenów jest sposób podziału kompleksu na trzy główne części: Strefa Zabawy, Strefa Relaksu i Saunarium. Dzięki temu Bania nie jest wyłącznie rodzinnym aquaparkiem, choć właśnie rodziny znajdą tutaj najwięcej dedykowanych atrakcji.
W Strefie Zabawy są zjeżdżalnie o łącznej długości przekraczającej 300 m, sztuczna fala, gejzery, armatki wodne i brodziki. Pod koniec 2025 roku otwarto również nowy basen zewnętrzny z rwącą rzeką, wodnymi leżankami, huśtawkami i barem dostępnym bez wychodzenia z wody. Latem część atrakcji przenosi się na zewnątrz, więc charakter całego kompleksu zmienia się razem z sezonem.
Strefa Relaksu jest wyraźnie spokojniejsza. Baseny wewnętrzne łączą się tu z zewnętrznymi, są stanowiska hydromasażu, jacuzzi i miejsca, z których można patrzeć na Tatry bez stania w kolejce do kolejnej zjeżdżalni. Osobno działa Saunarium o powierzchni ponad 1000 m², z regularnie prowadzonymi seansami saunowymi.
Ciekawa jest też sama woda. W Białce wydobywa się ją z głębokości około 2500 m. Na powierzchnię dociera z temperaturą około 78°C i dopiero później, po wykorzystaniu części jej energii cieplnej, trafia do basenów schłodzona do temperatur odpowiednich do kąpieli. Zawiera m.in. wapń, magnez, siarkę, żelazo i krzem.
Największy praktyczny atut Bani? Lokalizacja. Kompleks znajduje się tuż obok Kotelnicy Białczańskiej, więc zimą można spędzić pierwszą część dnia na nartach, a drugą w wodzie bez dodatkowego transferu przez pół Podhala. Przy krótkim weekendzie ma to znaczenie.
Latem podobny układ działa z rowerami i spacerami. Nie trzeba też przyjeżdżać tu z dziećmi, żeby sensownie wykorzystać kilka godzin. Para nastawiona na spokojniejszy pobyt może praktycznie ominąć najbardziej gwarne części i zostać przy Strefie Relaksu oraz saunach.
Bukowina Tatrzańska – termy, wellness i górski klimat
Termy BUKOVINA przez lata kojarzyły się przede wszystkim z wypoczynkiem i saunami. To wciąż prawda, ale już nie cała. Po modernizacji części rodzinnej obiekt znacznie mocniej wszedł także w segment wodnej rozrywki.
Kompleks ma 20 basenów wewnętrznych i zewnętrznych, w których temperatura wody wynosi mniej więcej 30-38°C. Woda wypływa z odwiertu sięgającego około 2400 m. Poszczególne niecki noszą regionalne nazwy, takie jak Bulgotnik czy Bonior Basisty. Góralskie słownictwo pojawia się tu celowo i wiąże obiekt z miejscowością, która również poza termami mocno podkreśla podhalańską tożsamość.
Najważniejszą zmianą ostatniego czasu są nowe zjeżdżalnie. Całorocznie działają trzy: rodzinna pontonowa Tatrzański Ślizg, multimedialna Bukowiańsko Ruła oraz szybszy Tunel Świstaka. Latem dochodzą kolejne zewnętrzne konstrukcje. Rodzina ze starszym dzieckiem ma więc dziś w Bukowinie znacznie więcej do zrobienia niż jeszcze kilka lat temu.
Mocnym argumentem wciąż jest część wypoczynkowa. W kompleksie działa osiem saun i łaźni, są strefy schładzania, hydromasaże oraz zaplecze Wellness BUKOVINA. Zewnętrzne baseny są czynne także zimą, kiedy różnica między temperaturą powietrza a gorącą wodą staje się jedną z głównych atrakcji.
Bukowina ma też przewagę, której nie widać na planie samego kompleksu. Kilka godzin w termach łatwo połączyć z czymś, co rzeczywiście jest związane z miejscem. W Bukowiańskim Centrum Kultury Dom Ludowy działają zespoły regionalne i szkoła ginących zawodów, a latem odbywają się Sabałowe Bajania, jeden z najważniejszych festiwali folklorystycznych Podhala. Zimą można dołożyć narty, m.in. na Rusiń-Ski. Więcej miejsc opisaliśmy w przewodniku po atrakcjach Bukowiny Tatrzańskiej.
Prosty podział na rodzinną Białkę i spokojniejszą Bukowinę coraz słabiej odpowiada rzeczywistości. BUKOVINA nadal ma bardzo mocną część wellness, ale po rozbudowie strefy zjeżdżalni stała się znacznie bardziej uniwersalna.
Chochołów – termy blisko Tatr
Największy kompleks termalny na Podhalu. Szczycą się prawie 4500 m² lustra wody i 52 nieckami. Do tego dochodzą zjeżdżalnie, część sportowa, baseny zewnętrzne, rozbudowane saunarium, SPA, strefy dla dzieci i przestrzenie przeznaczone do spokojniejszej kąpieli.
Przy tych rozmiarach przydaje się plan. Wizyta na trzy godziny nie wystarczy na sensowne poznanie wszystkich części obiektu, ale… właściwie nie ma takiej potrzeby. Rodzina z dziećmi większość czasu spędzi w zupełnie innym miejscu niż ktoś, kto przyjechał na sauny i spokojną kąpiel. Lepiej wcześniej zdecydować, co ma być głównym punktem pobytu.
Z odwiertu Chochołów PIG-1 wypływa z temperaturą przekraczającą 82°C. W kompleksie, oprócz klasycznych basenów termalnych, można znaleźć również niecki i beczki wykorzystujące wodę solankową oraz siarczkową.
W ostatnim czasie rozbudowano część przeznaczoną dla najmłodszych. Strefa Dziecka ma prawie 500 m² lustra wody, wodny zamek ze zjeżdżalniami, karuzele i armatki. Osobny basen przygotowano dla niemowląt i dzieci do trzeciego roku życia. Starsze mogą korzystać m.in. ze zjeżdżalni pontonowych oraz konstrukcji z zapadnią.
Zmienia się też sposób korzystania z całego kompleksu. Przy termach działa już Termalne Spanie, czyli apartamenty i domki pozwalające zostać na miejscu.Położenie Chochołowa jest szczególnie wygodne przy noclegu w Kościelisku, Witowie lub zachodniej części Zakopanego. Dobrze łączy się też z wycieczkami w Tatry Zachodnie. Po zejściu z Doliny Chochołowskiej czy Kościeliskiej znacznie łatwiej zostać po tej stronie Podhala niż jechać jeszcze do Białki lub Bukowiny.
Przed wejściem do term warto przejść się także po samej wsi. Stara część Chochołowa zachowała charakterystyczną drewnianą zabudowę, w dużej części z XIX wieku. Domy stoją blisko drogi, ustawione szczytami do ulicy, a część z nich nadal regularnie się myje, dzięki czemu drewno pozostaje wyjątkowo jasne. W ciągu kilkunastu minut można więc przejść od tradycyjnych podhalańskich chałup do jednego z największych kompleksów termalnych w Polsce.
Szaflary – baseny termalne i spokojniejsza alternatywa na Podhalu
Szaflary mają rzadko spotykany układ. W niewielkiej odległości od siebie działają dwa kompleksy korzystające z wody termalnej, ale atmosfera w każdym z nich jest zupełnie inna.
Termy Szaflary mają cztery główne baseny, dwa wewnętrzne i dwa zewnętrzne, o łącznej powierzchni około 970 m². Temperatura wody wynosi mniej więcej 30–38°C. Są hydromasaże, bicze wodne, gejzery, brodzik dla dzieci oraz zjeżdżalnie, w tym rodzinna zjeżdżalnia trzytorowa.
I właśnie ta zwarta forma może być największą zaletą tego miejsca. Przy małym dziecku nie trzeba przez kilka godzin przemieszczać się między rozległymi strefami. Łatwiej wrócić do szafki, restauracji czy brodzika, a osoby nastawione głównie na gorącą kąpiel i hydromasaż nie muszą korzystać z infrastruktury wielkiego aquaparku.

Kilkaset metrów dalej znajduje się Gorący Potok. Różnicę widać od razu, bo większość kąpieli odbywa się tutaj na zewnątrz. Kompleks ma 21 niecek z naturalną wodą siarkową o temperaturze od około 34 do 40°C. Są spokojniejsze baseny, gejzery, fontanny, zjeżdżalnie, atrakcje dla dzieci oraz dłuższy Wartki Potok przeznaczony także do pływania.
Zimą Gorący Potok pokazuje swoje najbardziej spektakularne oblicze. Para unosi się nad wodą, wokół leży śnieg, a między basenami trzeba przez chwilę przejść chłodnym powietrzem. Drewno, kamień i otaczające kompleks drzewa sprawiają, że miejsce mniej przypomina klasyczny aquapark, a bardziej duże kąpielisko termalne urządzone pod gołym niebem.
Dla dorosłych jest jeszcze strefa SPA Grzysno Przyjemność z saunami, jacuzzi, tężnią i kąpielami borowinowymi. Przy obiekcie działa również camping z parcelami dla kamperów i przyczep, co może mieć znaczenie przy dłuższej podróży po Podhalu.
Uzdrowiska w Małopolsce – Krynica-Zdrój, Szczawnica i Beskid Sądecki
Małopolska ma dziewięć miejscowości i obszarów o statusie uzdrowiska: Krynicę-Zdrój, Muszynę, Piwniczną-Zdrój, Żegiestów-Zdrój, Rabkę-Zdrój, Szczawnicę, Wysową-Zdrój, Wapienne oraz krakowskie Swoszowice. Na mapie widać wyraźne skupienie na południu województwa, szczególnie w Karpatach i Dolinie Popradu. Nie jest ono przypadkowe. Właśnie tutaj występują liczne naturalne wody mineralne wykorzystywane od pokoleń w lecznictwie uzdrowiskowym.
Same wody potrafią się bardzo różnić. Krynica, Muszyna, Piwniczna, Żegiestów, Szczawnica i Wysowa kojarzą się przede wszystkim ze szczawami, czyli wodami zawierającymi naturalny dwutlenek węgla. Rabka zbudowała swoją pozycję na silnie zmineralizowanych solankach jodowo-bromowych, natomiast niewielkie Wapienne wykorzystuje wody siarczkowo-siarkowodorowe. Różnice dotyczą także charakteru samych miejscowości. Krynica jest dużym kurortem z rozbudowaną ofertą turystyczną, Muszyna konsekwentnie zamienia kolejne części miasta w ogrody i parki, Szczawnica łączy uzdrowisko z Pieninami, a w Wysowej czy Wapiennem znacznie łatwiej uciec od miejskiego zgiełku.
Sądecczyzna mocno zaznaczyła swoją obecność w Rankingu Polskich Uzdrowisk Travelist z 2025 roku. Muszyna zajęła drugie miejsce z wynikiem 10,92 proc. głosów, Krynica-Zdrój była trzecia z wynikiem 8,83 proc., a Szczawnica znalazła się na ósmym miejscu. Zestawienie pokazuje popularność miejscowości, ale nie rozstrzyga, która z nich będzie najlepsza na konkretny weekend. Każda proponuje nieco inny scenariusz na pobyt.
Krynica-Zdrój – klasyka małopolskich uzdrowisk
Historia uzdrowiskowej Krynicy ma znacznie skromniejszy charakter niż sugerują dzisiejszy deptak i reprezentacyjny Stary Dom Zdrojowy. W 1794 roku stanął tutaj niewielki Mały Domek, a od 1804 roku działały pierwsze zakłady kąpielowe. W połowie XIX wieku rozwój miejscowości dostał mocny impuls dzięki Józefowi Dietlowi, profesorowi Uniwersytetu Jagiellońskiego i jednemu z najważniejszych pionierów polskiej balneologii.
W drugiej połowie stulecia przybywały łazienki, pijalnie, wille i pensjonaty. W 1911 roku kolej dotarła bezpośrednio do Krynicy, znacznie ułatwiając przyjazd kuracjuszom. W okresie międzywojennym uzdrowisko należało już do najmodniejszych kurortów w kraju. Ślady tej epoki nadal widać przy Bulwarach Dietla, na deptaku i na Górze Parkowej.
Wody nie są tu jednak tylko historycznym dodatkiem. Uzdrowisko Krynica-Żegiestów dysponuje kilkudziesięcioma ujęciami, a siedem z nich wykorzystuje do kuracji pitnej: Zdrój Główny, Słotwinkę, Jana, Józefa, Mieczysława, Tadeusza i Zubera. Każda różni się mineralizacją i składem. Najłatwiej zapamiętać Zubera. Niestety. Jego intensywny zapach i smak są skutkiem wysokiej mineralizacji, dlatego trudno pomylić go z którąkolwiek z pozostałych krynickich wód.
Wystarczy kilka minut spaceru, żeby odkryć kolejne warstwy historii miasta. W niebieskiej willi Romanówka mieści się Muzeum Nikifora. Przy deptaku stoją kolejne budynki uzdrowiskowe z różnych epok. Z Krynicą bardzo mocno związał się Jan Kiepura. W latach 30. wybudował tu Patrię, modernistyczny pensjonat należący wówczas do najnowocześniejszych obiektów tego typu w Polsce. Jego nazwisko nadal pojawia się co roku podczas Festiwalu im. Jana Kiepury.
Krynica nie zatrzymała się jednak na przedwojennym wizerunku eleganckiego kurortu. W styczniu 2026 roku na Górze Parkowej otwarto nową wieżę widokową z panoramą 360 stopni, a kilka miesięcy później interaktywną przestrzeń „Szalone lata 30.”, nawiązującą do okresu największej popularności uzdrowiska. Równolegle trwa szeroka rewitalizacja zabytkowego Parku Zdrojowego na Górze Parkowej.
Do tego dochodzą Jaworzyna Krynicka, całoroczne atrakcje Słotwin oraz pierwsza w Polsce drewniana wieża połączona ze ścieżką w koronach drzew. Krynica może więc być klasycznym wyjazdem uzdrowiskowym, ale równie dobrze weekendem pełnym atrakcji: kolejką, górami, muzeami i SPA. Więcej pomysłów zebraliśmy w naszym przewodniku po atrakcjach Krynicy-Zdroju.
Muszyna – urokliwy wypoczynek w Beskidzie Sądeckim
Muszyna długo pozostawała w cieniu sąsiedniej Krynicy. Dziś ten podział jest znacznie mniej oczywisty. W Rankingu Polskich Uzdrowisk Travelist z 2025 roku zajęła drugie miejsce, wyprzedzając słynniejszą sąsiadkę. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, jak bardzo zmieniło się samo miasto.
Uzdrowiskowa historia Muszyny jest stosunkowo młoda. O miejscowych źródłach wspominano znacznie wcześniej, ale pierwszy odwiert wody mineralnej wykonano dopiero w 1929 roku. Wkrótce powstały łazienki i pijalnia, a w 1930 roku Muszyna przystąpiła do Związku Uzdrowisk Polskich. Współczesny rozwój poszedł jednak w kierunku, którego przedwojenni kuracjusze raczej by nie przewidzieli. Znakiem rozpoznawczym miasta stały się… ogrody.
Najbardziej znane są Ogrody Sensoryczne na Zapopradziu, zaprojektowane tak, aby angażować wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Ścieżki przystosowano także do wózków dziecięcych i osób z ograniczoną mobilnością, a tablice zawierają informacje zapisane alfabetem Braille’a. Wiosną dodatkową atrakcją są krokusy. Na terenie muszyńskich ogrodów wyrastają ich miliony.
Na Ogrodach Sensorycznych lista się nie kończy. Są Ogrody Biblijne, rozbudowane Ogrody Tematyczne, strefy z elementami sztuki i miejscami do odpoczynku. W 2025 roku zakończono budowę kolejnej części inspirowanej ogrodem greckim. Miasto pracuje nad dalszą rozbudową Zapopradzia, między innymi o ogród chiński, a w kolejnych planach znalazł się również ogród wiklinowy. Muszyna wyraźnie traktuje więc tereny zielone jako jedną z głównych atrakcji uzdrowiska, a nie ozdobę wokół sanatoriów.
Historię miasta najlepiej badać po drugiej stronie Popradu. Na wzgórzu Baszta odbudowano zamek związany z dawnym Państwem Muszyńskim. Przez kilka stuleci istniał tu rozległy klucz dóbr należących do biskupów krakowskich, a sama Muszyna leżała przy ważnej drodze handlowej prowadzącej na południe.
Ślad tej historii znajduje się nawet pod rynkiem. Podczas badań archeologicznych odkryto dawne piwnice służące m.in. do przechowywania wina i towarów przywożonych szlakiem węgierskim oraz pozostałości miejskiego więzienia. Dzisiejszy ratusz wzniesiono nad zachowanymi reliktami, a piwnice można zwiedzać bezpłatnie.
Muszyna ma jeszcze jedną osobliwość, położoną już poza centrum. W Złockiem, przy granicy z Jastrzębikiem, znajduje się mofeta, czyli miejsce naturalnej emisji dwutlenku węgla z wnętrza ziemi. Gaz wydobywa się tutaj zarówno przez wodę, tworząc charakterystyczne bulgotanie, jak i bezpośrednio z gruntu. Zjawisko jest związane z budową geologiczną całego regionu.
Dużym plusem są niewielkie odległości między atrakcjami. Ogrody, pijalnie, park, rynek i zamek można rozłożyć na krótsze spacery zamiast planować jeden całodniowy marsz. Więcej propozycji znajduje się w naszym przewodniku po najciekawszych atrakcjach Muszyny.
Szczawnica – uzdrowisko u stóp Pienin
Sama nazwa Szczawnicy prowadzi w stronę jej największego naturalnego bogactwa. „Szczawami” nazywa się wody mineralne zawierające naturalny dwutlenek węgla. Tutejsze źródła wykorzystywano od dawna, ale XIX-wieczny rozwój uzdrowiska jest nierozerwalnie związany z Józefem Szalayem.
Szalay przejął dobra szczawnickie w pierwszej połowie XIX wieku i przez kolejne dekady rozbudowywał zakład zdrojowy. Powstawały wille, pensjonaty, łazienki, pawilony nad źródłami i parki. Dbał także o promocję miejscowości i zabiegał o obecność lekarzy oraz znanych gości. Do Szczawnicy przyjeżdżali później m.in. Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Jan Matejko i Maria Konopnicka.
Najlepszym miejscem, żeby poznać tę historię bez konieczności ślęczenia nad muzealną gablotą, jest Plac Dietla, który zachował układ i charakter XIX-wiecznego centrum uzdrowiska. Przy placu stoi Dom nad Zdrojami, w którym można spróbować wód Józefina i Stefan. W pobliżu znajdują się dawne wille i Park Górny, którego rozwój również wiązał się z działalnością Szalaya.
Szczawnica nie jest jednak miejscem zastygłym w XIX wieku. W ostatnich latach przebudowywano i odnawiano kolejne fragmenty części zdrojowej. W Parku Dolnym powstała tężnia solankowa nawiązująca formą do historycznej architektury parku, odnawiane były też zabytkowe altany. W 2026 roku ruszył kolejny duży projekt dotyczący odnowy Parku Górnego.
Kilka minut spaceru w dół od Placu Dietla wystarczy, żeby znaleźć się nad Grajcarkiem. Promenada prowadzi dalej w kierunku Drogi Pienińskiej, którą można dotrzeć pieszo lub rowerem aż w stronę słowackiego Czerwonego Klasztoru. Dolna stacja kolei na Palenicę również znajduje się praktycznie w centrum.
Dzięki temu uzdrowisko i góry naturalnie się tu łączą. Rano można ruszyć w Pieniny albo Małe Pieniny, po południu wrócić na deptak, a wieczorem zostać w hotelu ze SPA bez kolejnego przejazdu samochodem. Pełniejszy zestaw miejsc znajdziecie w naszym przewodniku po atrakcjach Szczawnicy.
Piwniczna-Zdrój i Żegiestów-Zdrój – relaks w Dolinie Popradu
Piwniczna ma znacznie dłuższą historię niż tradycje uzdrowiskowe miasta. Miasto lokowano w XIV wieku przy ważnym szlaku handlowym prowadzącym Doliną Popradu w stronę Węgier. Źródła mineralne znano później przez długi czas, ale przełom nastąpił dopiero w XIX i XX wieku.
W 1885 roku walorami miejscowych wód zainteresował się lekarz Juliusz Korwin Gąsiorowski. Pierwszy odwiert wykonano jednak dopiero w 1932 roku. Powstały wtedy łazienki mineralne i borowinowe, a część zdrojowa zaczęła rozwijać się po drugiej stronie Popradu niż historyczne centrum miasta.
Ten układ zachował się do dziś. Od rynku do części zdrojowej idzie się przez rzekę, a po drugiej stronie znajdują się park i Pijalnia Artystyczna. Nazwa nie jest przypadkowa. Budynek służy nie tylko kuracji pitnej, ale również koncertom, wystawom i wydarzeniom kulturalnym. Piwniczna pozostaje dzięki temu małym miastem z dwiema dość różnymi częściami: historycznym centrum i spokojniejszym Zawodziem po drugiej stronie Popradu.
W 2026 roku miejscowość dostała jeszcze jeden argument, tym razem zupełnie niezwiązany z historią lecznictwa. Piwniczna-Zdrój zajęła pierwsze miejsce w COOLCITY Index obejmującym 11 041 miast Unii Europejskiej. Zestawienie analizuje m.in. stan zieleni, przepuszczalność powierzchni, bioróżnorodność, warunki wodne i termiczne. Piwniczna dostała 10/10 za przepuszczalność terenu i osiągnęła najwyższy wynik całego indeksu. Więcej o tym wyróżnieniu pisaliśmy w materiale o Piwnicznej-Zdroju jako jednym z najlepszych miejsc na relaks blisko natury.
Kilka przystanków kolejowych dalej leży Żegiestów-Zdrój, którego historia potoczyła się zupełnie inaczej. Kurort rozwijał się od XIX wieku, a jednym z symboli jego najlepszych czasów został Dom Zdrojowy zaprojektowany przez Adolfa Szyszko-Bohusza. Modernistyczny budynek wzniesiono w latach 1925–1929. Przez ponad dwie dekady Dom Zdrojowy pozostawał zamknięty i niszczał. Po gruntownej renowacji 1 maja 2025 roku ponownie przyjął gości. W budynku działają dziś pokoje, baza zabiegowa, basen oraz część wellness i SPA, a obok wróciła Pijalnia Zdrojowa Anna. Przywrócenie obiektu jest ważne nie tylko dla samego hotelu. Żegiestów odzyskał centralny budynek, wokół którego przed wojną koncentrowało się życie uzdrowiska.
Piwniczną i Żegiestów warto połączyć również dzięki kolei. Linia prowadzi dnem Doliny Popradu, miejscami bardzo blisko rzeki i granicy ze Słowacją. Przy weekendowym pobycie można więc zostawić samochód przy hotelu i przejechać kilka stacji pociągiem. W tej części Sądecczyzny sama droga między uzdrowiskami jest jednym z ciekawszych elementów wyjazdu.
Rabka-Zdrój – uzdrowisko dobre także dla rodzin
Rabka ma uzdrowiskową specjalizację, której trudno nie zauważyć. Z dziećmi jest związana od ponad stu lat, choć historia miejscowych wód zaczęła się dużo wcześniej. O słonych źródłach wspominają już dawne dokumenty, a mieszkańcy korzystali z nich jeszcze zanim powstał zakład zdrojowy.
Kluczowy moment przyszedł w 1858 roku, kiedy przeprowadzono analizę chemiczną rabczańskich solanek. Wody okazały się bogate w jod i brom, a kilka lat później rozpoczął się właściwy rozwój uzdrowiska. Oficjalne otwarcie nastąpiło w 1864 roku. Powstały łazienki i pijalnie, a kolejne dziesięciolecia coraz mocniej wiązały Rabkę z leczeniem dzieci.
Ta tradycja nie została jednak wyłącznie w archiwach. W 1996 roku, podczas I Światowego Zlotu Kawalerów Orderu Uśmiechu, Rabka otrzymała tytuł „Miasta Dzieci Świata”. Przyznały go wspólnie Kapituła Orderu Uśmiechu, UNESCO i ówczesny wojewoda nowosądecki.
Park Zdrojowy dobrze pokazuje podwójną tożsamość miasta. Są tutaj pijalnia, tężnia i przestrzenie związane z uzdrowiskiem, ale równocześnie place zabaw i infrastruktura rekreacyjna. Niedaleko działa Teatr Lalek Rabcio, którego historia sięga lat 40. XX wieku. Współczesnym rozwinięciem tej dziecięcej specjalizacji jest również Rabka Festival, międzynarodowy festiwal literatury dziecięcej.
Na obrzeżach części zdrojowej działa Rabkoland, więc w ciągu jednego weekendu łatwo “zaliczyć” park, solankę i teatr z parkiem rozrywki. Rabka nie jest więc uzdrowiskiem, do którego rodzinne atrakcje dodano po latach. Oferta dla najmłodszych wyrasta bezpośrednio z historii miasta.
Wysowa-Zdrój i Wapienne – kameralny wypoczynek w Beskidzie Niskim
Wysowa-Zdrój leży w szerokiej dolinie niedaleko granicy ze Słowacją. Wysokich gór tutaj nie ma, ale miejscowość otaczają zalesione grzbiety Beskidu Niskiego, a z centrum szybko można znaleźć się na bocznej drodze lub leśnym szlaku. Uzdrowiskowa historia również jest długa. Właściwości miejscowych wód znano już w XVIII wieku, a w 1882 roku Wysowa otrzymała oficjalny status uzdrowiska w ówczesnej Galicji.
Współczesna Wysowa posiada aż 14 ujęć wód mineralnych. W drewnianej pijalni w Parku Zdrojowym można spróbować pięciu: Henryka, Franciszka, Anny, Józefa II i Słonego. Sam budynek jest rekonstrukcją dawnej pijalni, która spłonęła w latach 60. XX wieku. Odtworzono ją na podstawie archiwalnych materiałów i otwarto w 2006 roku.
Warto też wyjść poza park. Niedaleko stoi drewniana cerkiew św. Michała Archanioła z 1779 roku, jedna z pamiątek po łemkowskiej historii tej części Beskidu Niskiego. Podobne ślady można znaleźć w sąsiedniej Hańczowej, Kwiatoniu, Blechnarce czy Regietowie. Wysowa jest więc dobrą bazą nie tylko dla kuracjuszy, lecz także dla osób zainteresowanych krajobrazem i kulturą dawnej Łemkowszczyzny.
Jeszcze mniejszą skalę ma Wapienne w gminie Sękowa. Należy do najmniejszych polskich uzdrowisk, a według danych lokalnych jest najmniejszym z nich. Status uzdrowiska otrzymało w 1986 roku, choć właściwości tutejszych wód znano co najmniej od XVII wieku.
Dzisiaj wykorzystywane są m.in. ujęcia Kamila i Marta. Miejscowym surowcem są średnio zmineralizowane wody siarczkowo-siarkowodorowe oraz borowina. W uzdrowisku działa pijalnia, zakład leczniczy i basen, ale nie powstało wokół nich duże miasteczko kurortowe. Wapienne liczy zaledwie kilkuset mieszkańców, a zabudowa szybko ustępuje lasom.
Z miejscem wiąże się również historia powtarzana w lokalnych źródłach. Na początku XIX wieku mieli kurować się tu żołnierze Wielkiej Armii wracający po wyprawie na Moskwę. Trudno traktować ten epizod tak samo jak dobrze udokumentowane daty z historii zakładu zdrojowego, ale legenda dobrze pokazuje, jak długo tutejsze wody miały opinię leczniczych.
Miejscowość znajduje się przy Magurskim Parku Narodowym i nie ma reprezentacyjnego deptaka, galerii handlowej ani długiej listy miejskich atrakcji. Przyjeżdża się tu raczej po las, wodę mineralną i ciszę. W Beskidzie Niskim właśnie taki brak programu bywa najmocniejszym argumentem za wizytą.
Małopolska z dziećmi – atrakcje dla dzieci i pomysły na rodzinny weekend
Ile rodzin, tyle pomysłów na wspólny czas w Małopolsce. Nastolatek może od rana układać plan pod rollercoastery w Energylandii, kilkulatek świetnie odnajdzie się w Rabkolandzie, a z młodszymi dziećmi warto postawić na termy, krakowskie zoo albo krótki spacer w jednej z tatrzańskich dolin.
Sama skala atrakcji niewiele więc mówi. Energylandia i Rabkoland pojawiają się wysoko w naszym zestawieniu najlepszych parków rozrywki dla dzieci, ale trudno traktować je jako bezpośrednich konkurentów. W Energylandii czeka ogromny teren, dziesiątki urządzeń, ale też i sporo ograniczeń wzrostowych. Rabkoland jest znacznie mniejszy i od początku projektowany przede wszystkim z myślą o młodszych dzieciach.
Przy planowaniu rodzinnego weekendu bardziej niż liczba atrakcji liczą się wiek i wzrost dziecka, czas potrzebny na zwiedzanie oraz odległość od noclegu. Pięciolatek i trzynastolatek mogą spędzić w tym samym miejscu dwa zupełnie różne dni.
Energylandia – jedna z największych atrakcji dla dzieci w Małopolsce
Energylandia działa od 2014 roku i od tego czasu urosła do rozmiarów, przy których mapa albo aplikacja naprawdę się przydają. Park zajmuje około 70 ha, liczy dziś 133 atrakcji (w tym w tym 20 rollercoasterów!) rozłożonych w siedmiu różnych strefach tematycznych.
Najbardziej rozpoznawalne konstrukcje parku widać jeszcze przed przekroczeniem, bramy. Hyperion rozpędza się do 142 km/h, Zadra łączy stalowy tor z drewnianą konstrukcją wsporczą, a Abyssus prowadzi przez rozbudowaną scenografię Aqualantis. Dla starszych dzieci i nastolatków właśnie ta część parku bywa głównym celem wizyty.
Młodsi nie muszą jednak tylko oglądać wielkich kolejek z dołu. W Sweet Valley znajduje się blisko 30 atrakcji przeznaczonych już dla dzieci od 2. roku życia. Są mniejsze kolejki, karuzele i urządzenia familijne, a Choco Chip Creek daje przedsmak dużego coastera bez ekstremalnych parametrów. Osobną ofertę ma Bajkolandia, sporo atrakcji można też przejechać wspólnie z rodzicami.
Latem dochodzi Water Park z basenami i zjeżdżalniami. W ciągu jednego dnia łatwo więc przejść od rollercoasterów do kąpielówek i z powrotem. Przy pierwszej wizycie lepiej jednak nie próbować zaliczać wszystkiego po kolei. Samo przemieszczanie się pomiędzy strefami potrafi zająć zaskakująco dużo czasu.Dlatego też na Energylandię najlepiej przeznaczyć cały dzień. Przy dzieciach, które rzeczywiście chcą korzystać z wielu atrakcji, dwa dni też nie są przesadą. Pomysł, żeby po zamknięciu parku pojechać jeszcze zwiedzać Wieliczkę albo ruszyć w Tatry, zwykle w konfrontacji z rzeczywistością przegrywa. Więcej praktycznych informacji znajdziecie w naszym przewodniku po Energylandii.
Rabkoland – rodzinne atrakcje dla młodszych dzieci
Rabkoland liczy około 50 atrakcji, a jego oferta skierowana jest przede wszystkim do rodzin z dziećmi w wieku od 2 do 10 lat. W porównaniu z Energylandią skala jest niewielka, ale właśnie dzięki temu kilkulatek może korzystać z dużej części parku bez ciągłego sprawdzania, czy jest już wystarczająco wysoki.
Park podzielono na kilka tematycznych części. W Góralsko Dżungli znajduje się Pofyrtany Las, duża drewniana konstrukcja do wspinania i pokonywania przeszkód. W Machinarium pojawiają się wynalazki Krucabomby, a Wioska Wikingów skupia rodzinne urządzenia wokół własnej historii. W sezonie 2026 pojawił się tam Chlapu-Chlap, wodny plac z 45 strumieniami wyrzucanymi pod różnymi kątami. Nie ma rekordowej wysokości ani prędkości, za to można biegać pomiędzy fontannami, urządzać slalom i po prostu się zmoczyć. Dobrze pasuje do parku, w którym sporo atrakcji opiera się na ruchu i zabawie, a nie na parametrach technicznych.
Rabkoland ma również własnych bohaterów. Owieczki Irenki, Krucabomba i kolejne postacie pojawiają się w nazwach urządzeń, przedstawieniach i animacjach. Dla kilkuletniego dziecka taki świat potrafi być ważniejszy niż informacja o długości toru czy wysokości konstrukcji. Mniejsza powierzchnia ma pewne zalety. Powrót do ulubionej atrakcji nie oznacza wyprawy na drugi koniec parku, łatwiej też zrobić przerwę na jedzenie i wrócić do zabawy bez większej logistyki. Rabkoland działa sezonowo. W 2026 roku sezon trwa do 11 października, przy czym jesienią park nie jest otwarty codziennie. Kalendarz lepiej sprawdzić przed wyjazdem.
Po zamknięciu parku zostaje jeszcze sama Rabka. Park Zdrojowy, tężnia i centrum znajdują się blisko, więc dzień można zakończyć spacerem zamiast kolejnym przejazdem samochodem.
Zatorland – dinozaury i atrakcje dla młodszych dzieci
Zatorland może być świetnym wyborem dla rodzin z młodszymi dziećmi, zwłaszcza jeśli na samą myśl o wielkich rollercoasterach ktoś w rodzinie blednie. Największą atrakcją jest Park Ruchomych Dinozaurów z ponad setką modeli prehistorycznych stworzeń, z których wiele rusza się, ryczy i wygląda tak, jakby właśnie zastanawiało się nad drugim śniadaniem. Do tego dochodzą Park Owadów, Park Mitologii i lunapark.
Całość jest mniejsza niż Energylandia, więc nie trzeba urządzać rodzinnego maratonu między strefami. Dla przedszkolaka zakochanego w dinozaurach taki dzień może być znacznie większym hitem niż kolejka pędząca 140 km/h.
Termy z dziećmi – pomysł na weekend niezależnie od pogody
Termy to świetny plan awaryjny na dzień, kiedy pada, wieje albo pogoda skutecznie odbiera rodzinie ochotę na dłuższy spacer. Z dzieckiem nie zawsze wygrywa jednak największy kompleks. Czasem ważniejsze są rzeczy dużo mniej spektakularne: brodzik pod ręką, krótka droga do szatni i możliwość szybkiego podgrzania jedzenia.
W Termie Bania działa osobna Strefa Zabawy z brodzikami, zjeżdżalniami, sztuczną falą i rwącą rzeką, a od końca 2025 roku także nowy basen zewnętrzny. Przy najmłodszych rodzice docenią jednak równie mocno przewijaki, możliwość podgrzania posiłku i brodzik z osobnym obiegiem wody. W Chochołowskich Termach skala jest większa: nowa Strefa Dziecka ma prawie 500 m² lustra wody, wodny zamek, zjeżdżalnie, karuzele i armatki, a osobny basen przygotowano dla maluchów od 3. miesiąca do 3. roku życia.
Bukowina po modernizacji dorzuca trzy całoroczne zjeżdżalnie, w tym 132-metrowy Tatrzański Ślizg na pontonach, a latem także kolejne atrakcje na zewnątrz. Termy Szaflary są skromniejsze, ale przy przedszkolaku może się okazać, że właśnie to jest ich największą zaletą. Im krótsza droga między brodzikiem, ręcznikiem i frytkami, tym mniejsze ryzyko rodzinnego kryzysu.
I jeszcze jedno: nie zawsze warto planować pobyt od otwarcia do zamknięcia. Kilka godzin w ciepłej wodzie potrafi zmęczyć dziecko bardziej niż całe popołudnie na placu zabaw, nawet jeśli przez pierwszą godzinę wygląda, jakby zamierzało zostać w basenie do emerytury.
Zakopane i Tatry z dziećmi – kolejki, spacery i łatwiejsze atrakcje

Rodzinny pobyt w Tatrach nie musi od razu oznaczać zdobywania szczytów. Przy młodszych dzieciach często lepiej sprawdza się krótka dolina, potok po drodze i kilka przystanków na oglądanie kamieni, patyków i wszystkiego, co akurat okaże się ciekawsze od samego celu. Dobrym wyborem może być Dolina Strążyska albo spacer z Kuźnic przez Kalatówki w stronę Polany Kondratowej. Trasę zawsze warto dopasować do wieku dziecka, pogody i warunków na szlaku.
Gdy aura nie zachęca do chodzenia po górach, można zajrzeć do Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego w Zakopanem albo do Tatrzańskiego Archiwum Planety Ziemia przy wejściu do Doliny Kościeliskiej. Są tam multimedia, modele prehistorycznych zwierząt i sporo opowieści o tym, jak powstawały Tatry. Jeśli natomiast małe nogi ogłoszą strajk, zostają kolejki. Gubałówka jest najprostsza organizacyjnie, a Kasprowy Wierch pozwala znaleźć się wysoko w górach bez kilku godzin podejścia. Trzeba tylko pamiętać, że na górze pogoda potrafi urządzić własny program.
Zimą dochodzą sanki, szkółki narciarskie, kuligi i termy, więc rodzinny weekend w Tatrach da się ułożyć bez codziennego testowania dziecięcej kondycji.Więcej pomysłów zebraliśmy w naszym zestawieniu zimowych atrakcji Zakopanego dla całej rodziny.
Kraków z dziećmi – smok, eksperymenty i podziemia
Wśród rodzinnych atrakcji Małopolski trudno pominąć Kraków. Można tu ułożyć dzień wokół historii, eksperymentów albo zwierząt i nie trzeba przy tym przejeżdżać przez pół województwa.
Na pierwszy raz dobrym początkiem jest Wawel. Smok Wawelski i Smocza Jama pozwalają wejść w historię miasta od strony legendy, zanim przyjdzie czas na królewskie komnaty i kolejne daty. Sam zamek organizuje również zajęcia i warsztaty rodzinne. Kilka metrów pod płytą Rynku Głównego znajduje się Rynek Podziemny, zbudowany wokół autentycznych reliktów średniowiecznego Krakowa odkrytych podczas badań archeologicznych. Muzeum prowadzi zajęcia dla przedszkolaków i uczniów, poświęcone m.in. archeologii, legendom i codziennemu życiu dawnych mieszkańców miasta. Przy gorszej pogodzie trudno o bardziej naturalne przedłużenie spaceru po centrum.
W ciepły dzień można przenieść się do Ogrodu Doświadczeń im. Stanisława Lema. Na ponad 6 ha rozmieszczono ponad 110 interaktywnych urządzeń dotyczących optyki, mechaniki, akustyki, magnetyzmu czy hydrostatyki. W 2026 roku pojawiły się dwa nowe stanowiska: Równia za równią oraz Lewitująca piłka. Dla młodszych dzieci przygotowano Piaskową Planetę i plac zabaw z dużą rakietą. Krakowskie zoo zajmuje 20 ha w Lesie Wolskim. Żyje tam około 1500 zwierząt należących do ponad 270 gatunków. Przy całodniowym wyjeździe wizytę można połączyć ze spacerem po lesie albo wejściem na Kopiec Piłsudskiego.
W centrum da się poruszać głównie pieszo, a kolejny dzień przeznaczyć na Ogród Doświadczeń albo Las Wolski. Więcej rodzinnych miejsc zebraliśmy w przewodniku po najlepszych atrakcjach dla dzieci w Krakowie.
Kopalnia Soli w Wieliczce i zamki – pomysł na rodzinne zwiedzanie

Wieliczka ma jedną dużą zaletę: pogoda na powierzchni szybko przestaje mieć znaczenie. Pod ziemią przez cały rok panuje temperatura około 17-18°C. Sama trasa wymaga jednak więcej wysiłku, niż może sugerować określenie „zwiedzanie kopalni”.
Trasa Turystyczna ma około 3,5 km, prowadzi przez około 800 stopni i zajmuje zwykle 2-3 godziny. Pierwsze 380 stopni pokonuje się już przy zejściu szybem Daniłowicza, a najgłębszy punkt leży 135 m pod ziemią. Warunek minimalnego wieku nie istenieje, ale przy małym dziecku dobrze uczciwie ocenić jego cierpliwość i możliwości. Po drodze czekają podziemne jeziora, drewniane konstrukcje, dawne wyrobiska i Kaplica św. Kingi. Taki program wystarcza na sporą część dnia, dlatego po wyjściu z kopalni nie ma potrzeby dopisywać jeszcze kilku dużych atrakcji. Więcej podziemnych miejsc opisaliśmy w naszym przewodniku po najciekawszych kopalniach do zwiedzania w Polsce.
Przy pobycie w Pieninach podobny rodzinny dzień można ułożyć wokół Jeziora Czorsztyńskiego. Zwiedzanie zamku w Niedzicy prowadzi przez dziedzińce, dawne izby i lochy. Trzeba liczyć się ze stromymi schodami i wąskimi przejściami, a wózka nie można zabrać do środka. Po drugiej stronie jeziora znajdują się ruiny zamku w Czorsztynie. Latem między oba brzegi można wpleść rejs lub przeprawę po jeziorze. Dzięki temu dzieci nie spędzają całego dnia na przechodzeniu od jednej ekspozycji historycznej do następnej, a zamki stają się częścią większej wycieczki nad wodą.
Bochnia – druga strona małopolskiej historii soli
Wieliczka jest znacznie bardziej rozpoznawalna, ale pominięcie Bochni zostawiłoby sporą lukę. Obie kopalnie leżą na tym samym złożu soli kamiennej, były eksploatowane od XIII wieku i przez stulecia należały do jednego królewskiego przedsiębiorstwa, Żup Krakowskich. Od 2013 roku Kopalnia Soli Bochnia razem z Wieliczką i Zamkiem Żupnym tworzy jeden obiekt na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Bochnia nie jest przy tym mniejszą kopią Wieliczki. Zwiedzanie ma inny charakter. Pod ziemię zjeżdża się windą górniczą, część trasy pokonuje kolejka, a historyczne wyrobiska połączono z ekspozycją multimedialną. Podstawowa trasa trwa około trzech godzin i nie ma ograniczenia wieku. Trzeba jednak pamiętać o schodach oraz temperaturze utrzymującej się na poziomie około 15–17°C. Rodziny ze starszymi dziećmi mają jeszcze ciekawsze warianty. Od 3. roku życia dostępna jest trasa z przeprawą łodzią po zalanym solanką chodniku, a dzieci od 7 lat mogą wybrać dłuższy wariant z Końską Drogą. W Komorze Ważyn, największej w kopalni, znajduje się m.in. boisko i przestrzeń dla dzieci.
Od 2026 roku działa również trasa „Solny Świadek”, prowadząca przez wcześniej niedostępne, starsze i znacznie surowsze wyrobiska. Jest przeznaczona dla osób od 12. roku życia i zajmuje około czterech godzin. Przy rodzinnym wyjeździe wybór między Wieliczką a Bochnią warto więc oprzeć nie na pytaniu „która kopalnia jest lepsza?”, lecz na wieku dzieci i rodzaju podziemnej trasy, na jaką rzeczywiście mamy ochotę.
Spływ Dunajcem z dziećmi – Pieniny z perspektywy rzeki
Tradycyjny spływ Dunajcem to sprawdzony patent na Pieniny w wersji rodzinnej: dużo widoków, mało podejść i zero negocjacji pod tytułem „ile jeszcze do końca?”. Łodzie prowadzą flisacy, więc po drodze można po prostu patrzeć na Przełom Dunajca i słuchać opowieści o okolicy.
Z młodszym dzieckiem wygodniejsza będzie krótsza trasa ze Sromowiec Niżnych do Szczawnicy, trwająca około 1 godziny i 45 minut. Wariant ze Sromowiec Wyżnych zajmuje mniej więcej 2 godziny i 15 minut. Trzeba tylko pamiętać, że to nie autobus hop-on hop-off – po drodze nie wysiada się na chwilę, dlatego warto zabrać wodę, coś od deszczu i ochronę przed słońcem.
Po dopłynięciu do Szczawnicy można już przejść na tryb bez pośpiechu: spacer nad Grajcarkiem, kawa i lody w uzdrowisku albo wjazd na Palenicę.
Romantyczny weekend w Małopolsce – gdzie pojechać we dwoje?
Wyjazd we dwoje łatwo przeładować planami. Trzy miejscowości, dwa punkty widokowe, termy, kolacja i jeszcze przystanek „po drodze” wyglądają dobrze w harmonogramie, gorzej po kilku godzinach za kierownicą. W Małopolsce wystarczy jedna dobra baza i kilka miejsc w jej pobliżu.
Na Podhalu mogą nią być Tatry i termy. W Szczawnicy samochód da się zostawić przy hotelu i większość dnia spędzić między częścią zdrojową, Grajcarkiem i Pieninami. Krynica ma więcej kurortowego ruchu, Muszyna więcej parków i zieleni nad Popradem. Na pogórzach zamiast deptaka są pola, sady, niewielkie wsie i coraz częściej także winnice.
Podhale i Zakopane – hotel, SPA, Tatry i termy
Zakopane będzie dobrym wyborem, jeśli poza górami liczą się też restauracje, wieczorny spacer i możliwość wyjścia z hotelu bez kolejnej jazdy samochodem. Z centrum łatwo dostać się do Kuźnic, a przy gorszej pogodzie można zostać w mieście albo skorzystać z hotelowego SPA.
Jeśli najważniejsze są termy, wygodniej może być nocować poza Zakopanem. W Białce Tatrzańskiej łatwo połączyć kąpiel w Termie Bania z jazdą na Kotelnicy, a Bukowina Tatrzańska daje dostęp zarówno do term, jak i stoków. Z kolei Kościelisko i Witów dobrze sprawdzają się jako baza dla osób planujących wycieczki w Tatry Zachodnie i późniejszy relaks w Chochołowskich Termach. Zimą kilka dodatkowych kilometrów na Podhalu potrafi oznaczać znacznie dłuższy przejazd.
Przy weekendzie nie trzeba też planować obu dni od rana do wieczora. Jeden można przeznaczyć na góry, a drugi zacząć późnym śniadaniem, basenem albo sauną. Przy krótkim wyjeździe dobra lokalizacja hotelu często daje więcej niż kolejna atrakcja dopisana do planu.
Krynica-Zdrój i Muszyna – wellness w górach
Krynicę i Muszynę dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów, ale każda z nich ma zupełnie inny charakter. Krynica jest bardziej kurortowa: można przejść się deptakiem i Bulwarami Dietla, wjechać na Górę Parkową albo zakończyć dzień w jednej z restauracji w centrum. Jest tu więcej hoteli, lokali i po prostu więcej życia.
Muszyna jest spokojniejsza. Zapopradzie, Ogrody Sensoryczne i tereny zielone nad Popradem sprzyjają spacerom bez odhaczania kolejnych punktów z listy. To dobry wybór, jeśli wyjazd ma być bardziej o odpoczynku, SPA i niespiesznym chodzeniu niż o intensywnym zwiedzaniu.
Nie ma też sensu zmieniać hotelu po jednej nocy. Jedną miejscowość można potraktować jako bazę, a do drugiej podjechać na kilka godzin. Jesienią i wczesną wiosną warto tylko wybrać hotel z basenem albo strefą wellness, bo pogoda w Beskidzie Sądeckim potrafi szybko zweryfikować ambitne plany spacerowe.
Szczawnica i Pieniny – romantyczny weekend z widokami
W Szczawnicy sporo miejsc jest na tyle blisko, że samochód może spokojnie zostać pod hotelem. Z Placu Dietla można zejść przez część zdrojową nad Grajcarek, dojść do promenady i dolnej stacji kolei na Palenicę, a dalej ruszyć Drogą Pienińską w stronę Przełomu Dunajca. Przy dobrej pogodzie można spędzić dzień na pienińskim szlaku, wycieczce rowerowej albo dłuższym spacerze. Jeśli góry znikną w chmurach, zostają pijalnia, park, kawiarnie i hotelowe SPA. Nie trzeba wtedy szukać planu awaryjnego w innej miejscowości.
Przy trzydniowym pobycie warto dołożyć Jezioro Czorsztyńskie oraz zamki w Niedzicy i Czorsztynie. Lepiej jednak przeznaczyć na nie osobne pół dnia, zamiast próbować zmieścić wszystko między Palenicą a wieczorną kolacją. W Szczawnicy nie trzeba też planować każdej godziny – część dnia można po prostu zostawić na spacer, kawę albo odpoczynek.
Jeśli zamiast uzdrowiska i górskiego kurortu szukacie spokojniejszego miejsca, warto spojrzeć w stronę małopolskich pogórzy. Tam wystarczy jedna winnica, krótki spacer i kolacja niedaleko noclegu, żeby ułożyć przyjemny dzień bez długich przejazdów.
Małopolski Szlak Winny – nieoczywisty pomysł na weekend
Winiarska historia Małopolski zaczęła się na długo przed współczesną enoturystyką. Na Wawelu winorośl uprawiano już we wczesnym średniowieczu. Później pojawiała się przy klasztorach i dobrach kościelnych, a wino trafiało do regionu również szlakami handlowymi z południa Europy. Nie oznacza to jednak nieprzerwanej tradycji trwającej tysiąc lat. Uprawa winorośli z czasem zanikała, a współczesne małopolskie winiarstwo w dużej mierze budowano od nowa. Dzisiejsi właściciele dobierają odmiany i sposób prowadzenia krzewów do konkretnych warunków Jury, Wyżyny Miechowskiej czy karpackich pogórzy.
Małopolski Szlak Winny powstał w 2013 roku. Początkowo skupiał kilkanaście gospodarstw, obecnie łączy ponad 60 winnic rozsianych po województwie. W całej Małopolsce działa ich około 150. Więcej o historii uprawy winorośli i innych regionach winiarskich pisaliśmy w materiale Szlakiem polskich winnic.
Małopolskie winnice nie skupiają się w jednej dolinie. Sporo działa na Jurze i w pobliżu Krakowa, kolejne na Wyżynie Miechowskiej, w okolicach Tarnowa i Zakliczyna, na Pogórzu Ciężkowickim i Rożnowskim oraz w sąsiedztwie Jeziora Rożnowskiego. Na mapie tworzą jeden szlak, ale podczas weekendu lepiej ograniczyć się do jednego fragmentu regionu. Różnice między nimi zaczynają się już pod ziemią. Na Jurze pojawiają się wapienie, na północy województwa lessy, a na pogórzach znaczenie mają wysokość, nachylenie i ekspozycja stoku. Okolice Tarnowa należą do cieplejszych części kraju, co pozwala próbować również odmian wymagających więcej ciepła.
Sama wizyta wygląda też inaczej niż zwiedzanie muzeum czy zamku. Wiele winnic to rodzinne gospodarstwa. Właściciel zajmuje się jednocześnie uprawą, produkcją, sprzedażą i przyjmowaniem gości, dlatego wcześniejszy kontakt jest zwykle konieczny. Oprowadzanie może zacząć się między rzędami winorośli, później przenieść do pomieszczeń produkcyjnych i zakończyć degustacją. Gdzie indziej program ogranicza się do rozmowy i próbowania kilku win. Niektóre gospodarstwa organizują kolacje, pikniki, warsztaty i wydarzenia sezonowe.
Przy wyjeździe we dwoje wygodne są miejsca z własnym noclegiem albo położone blisko pensjonatu czy hotelu. Po degustacji samochód zostaje wtedy na parkingu. Nie trzeba też kontrolować czasu i kończyć wizyty tylko dlatego, że przed gośćmi jest jeszcze kilkanaście kilometrów krętej drogi.
Późne lato i początek jesieni pokazują winnicę w najbardziej charakterystycznym momencie. Dojrzewają grona, zaczynają się zbiory i praca przy świeżo zebranych owocach. Dla gospodarzy jest to jednak najbardziej intensywna część sezonu. Bez wcześniejszego umówienia wizyty można trafić na dzień, w którym nikt nie ma czasu oprowadzać gości. Wiosną krajobraz jest mniej efektowny, ale w gospodarstwach bywa spokojniej. Krzewy dopiero zaczynają sezon, ruch turystyczny jest mniejszy, a rozmowa z właścicielem nie musi odbywać się między kolejnymi etapami winobrania.
Małopolski Szlak Winny ma dziś również własne zaplecze turystyczne. Powstał Paszport Enoturystyczny, mapa z noclegami, gastronomią i lokalnymi producentami oraz przewodnik z dziesięcioma propozycjami wycieczek. Łatwiej dzięki temu zaplanować pobyt w jednej części regionu zamiast wybierać przypadkowe winnice oddalone od siebie o kilkadziesiąt kilometrów.
Dla rowerzystów opracowano 22 trasy prowadzące w pobliżu winnic. Większość ma formę pętli długości około 30–40 km. Na pogórzach dystans nie mówi jednak wszystkiego, bo nawet krótka trasa może oznaczać serię podjazdów. Degustację najlepiej zostawić na koniec rowerowego dnia, już po odstawieniu roweru. Podobny rytm działa przy całym weekendzie: jedna umówiona winnica, kilka godzin w okolicy i nocleg bez dalszych przejazdów.
Najłatwiejszym sposobem poznania gospodarstw są Dni Otwartych Winnic. W wybranych terminach gospodarze przygotowują oprowadzania, degustacje i spotkania z winiarzami. Przy pierwszej wizycie odpada wtedy najważniejsza niewiadoma: wiadomo, że tego dnia winnica rzeczywiście czeka na gości.
Gdzie na weekend w Małopolsce? 9 gotowych pomysłów na 2–3 dni
Przy dwóch lub trzech dniach nie ma sensu przemierzać Małopolski od Zatora po Krynicę. Lepiej wybrać jeden niewielki region i połączyć miejsca, między którymi nie trzeba spędzać pół dnia w samochodzie. Podhale będzie dobrym wyborem dla tych, którzy chcą połączyć góry z termami, Pieniny dają więcej możliwości bez ciągłego przemieszczania się, a Beskid Niski czy Pogórze Rożnowskie pozwalają całkowicie zmienić tempo.
Weekend na Podhalu – Tatry i termy
Jeśli głównym celem wyjazdu są góry, warto zatrzymać się w Zakopanem, Kościelisku albo w okolicach Witowa. Pierwsze popołudnie można przeznaczyć na spokojny spacer po Zakopanem lub krótszą trasę w pobliżu noclegu, a następnego dnia wybrać się na dłuższą wycieczkę w Tatry. Konkretnego szlaku nie ma sensu ustalać z dużym wyprzedzeniem. Lepiej wybrać go po sprawdzeniu prognozy pogody i aktualnych komunikatów Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Wizytę w termach można zaplanować po powrocie ze szlaku albo zostawić ją na trzeci, spokojniejszy dzień. Przy noclegu w Kościelisku, Witowie lub zachodniej części Zakopanego wygodnym wyborem będą Chochołowskie Termy. Jeśli bazą jest Białka Tatrzańska, najbliżej będzie do Termy Bania, natomiast z Bukowiny Tatrzańskiej łatwo dostać się do Term BUKOVINA. Przy krótkim pobycie nie ma większego sensu jechać przez całe Podhale tylko po to, żeby odwiedzić większy kompleks z kilkoma dodatkowymi basenami czy zjeżdżalniami.
Jeżeli to właśnie kąpiele termalne mają być najważniejszym punktem wyjazdu, lepiej od początku wybrać nocleg w Białce albo Bukowinie Tatrzańskiej. Zimą taki pobyt można łatwo połączyć z jazdą na nartach, a latem z wycieczką rowerową, spacerem po okolicy albo krótszym wyjściem w góry.
Weekend w Pieninach – Szczawnica i Jezioro Czorsztyńskie
Szczawnica jest wygodnym miejscem na weekend bez ciągłego korzystania z samochodu. Plac Dietla, część zdrojowa, promenada nad Grajcarkiem, dolna stacja kolei na Palenicę i początek Drogi Pienińskiej leżą na tyle blisko siebie, że między nimi można spokojnie poruszać się pieszo.
Na kolejny dzień najlepiej zaplanować jedną większą atrakcję. Może to być wejście na jeden z pienińskich szczytów, wycieczka rowerowa Drogą Pienińską albo spływ Dunajcem w sezonie. Każda z tych propozycji zajmie sporą część dnia, więc nie ma potrzeby dokładać do niej kolejnych dalekich punktów.
Przy trzydniowym pobycie warto wybrać się także nad Jezioro Czorsztyńskie. Zamki w Niedzicy i Czorsztynie, zapora oraz spacer nad wodą spokojnie wystarczą na kilka godzin. Latem można do tego dołożyć rejs po jeziorze albo odpoczynek nad brzegiem.
Weekend w Beskidzie Sądeckim – Krynica-Zdrój i Muszyna
Krynica i Muszyna leżą na tyle blisko siebie, że podczas krótkiego pobytu wystarczy jeden hotel. Przeprowadzka po jednej nocy zabierze więcej czasu niż kilkunastokilometrowy dojazd.
Pierwszy dzień można zostawić Krynicy. Deptak, Pijalnia Główna, Bulwary Dietla, Muzeum Nikifora i Góra Parkowa tworzą zwarty program, który nie wymaga ciągłego wracania do samochodu. Następnego dnia można przenieść się do Muszyny. Ogrody na Zapopradziu, zamek, rynek i tereny nad Popradem pokazują zupełnie inną stronę uzdrowiskowej Sądecczyzny. Przy dobrej pogodzie można dołożyć spacer, przy gorszej więcej czasu zostawić na basen lub SPA. Przy trzech dniach nie trzeba już szukać trzeciego uzdrowiska. Lepiej wjechać na Jaworzynę Krynicką, zostać dłużej w Muszynie albo rzeczywiście skorzystać z hotelowego wellness.
Weekend z dzieckiem – Zator albo Rabka-Zdrój
W Zatorze można zbudować cały rodzinny weekend wokół dwóch parków o zupełnie innym charakterze. Energylandia najlepiej sprawdzi się wtedy, gdy w planie są rollercoastery, duże strefy tematyczne i całodzienna zabawa. Zatorland jest mniejszy i spokojniejszy, a jego najmocniejszym punktem jest Park Ruchomych Dinozaurów, dlatego łatwiej dopasować go do młodszych dzieci albo potraktować jako drugi, mniej intensywny dzień wyjazdu. Jeśli po dwóch parkach przyda się zmiana otoczenia, niedaleko zaczyna się Dolina Karpia ze stawami, groblami i trasami spacerowymi.
Rabka-Zdrój daje inny rodzaj rodzinnego weekendu. Jeden dzień można przeznaczyć na Rabkoland, a kolejny na Park Zdrojowy, centrum miasta i krótki spacer w Gorcach. Dzięki temu park rozrywki jest tylko częścią pobytu, a nie jedynym punktem programu.
W obu przypadkach warto szukać noclegu blisko głównych atrakcji. Po kilku godzinach spędzonych w parku szybki powrót do hotelu zwykle okazuje się bardziej przydatny niż kolejny punkt dopisany do wieczornego planu.
Weekend w Beskidzie Niskim – Wysowa, łemkowskie wsie i las
Beskid Niski najlepiej sprawdza się wtedy, gdy nie planujemy wyjazdu wokół jednej dużej atrakcji. Dobrą bazą może być Wysowa-Zdrój. W samej miejscowości są Park Zdrojowy, pijalnia i infrastruktura uzdrowiskowa, a niedaleko zaczynają się spokojne wsie, lasy i lokalne drogi prowadzące przez Beskid Niski.
Jeden dzień można przeznaczyć na Wysową i spacer po okolicy, a kolejny na odwiedzenie Kwiatonia, Hańczowej lub Regietowa. Drewniane cerkwie, stare cmentarze i ślady łemkowskiej historii lepiej poznawać bez pośpiechu, wybierając kilka miejsc zamiast próbować zobaczyć wszystko jednego dnia.
Jeszcze spokojniejszym wyborem jest Wapienne, ale trzeba liczyć się z mniejszą liczbą noclegów i lokali gastronomicznych. Przy pierwszym wyjeździe do Beskidu Niskiego Wysowa-Zdrój daje po prostu więcej możliwości, zwłaszcza poza sezonem letnim. Przed rezerwacją noclegu warto sprawdzić, czy na miejscu lub w najbliższej okolicy można zjeść kolację. W tej części Małopolski taka informacja bywa bardziej przydatna niż długa lista atrakcji oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów.
Weekend na Pogórzu Rożnowskim – jezioro, winnice i małe miejscowości
Jezioro Rożnowskie i otaczające je pogórza warto potraktować jako jeden kierunek na weekend. Latem dobrą bazą może być Gródek nad Dunajcem, gdzie znajduje się najwięcej infrastruktury wypoczynkowej. Znamirowice bardziej kojarzą się z żeglarstwem, a mniejsze miejscowości wokół jeziora pozwalają zatrzymać się z dala od najbardziej uczęszczanych miejsc.
Jeden dzień można przeznaczyć na wypoczynek nad wodą: kajaki, żeglowanie, kąpiel albo rejs po jeziorze. Drugiego dnia warto ruszyć dalej na Pogórze Rożnowskie i odwiedzić Rożnów, Czchów albo wcześniej umówioną winnicę. Przez tę część Małopolski prowadzi również Małopolski Szlak Winny, więc podczas jednego pobytu można połączyć wypoczynek nad jeziorem z wycieczką po pogórzu i degustacją lokalnych win.
Przy wyborze noclegu dobrze dokładnie sprawdzić, jak wygląda dostęp do jeziora. Linia brzegowa jest mocno rozczłonkowana, dlatego obiekt, który na mapie wydaje się położony tuż nad wodą, nie zawsze ma własną plażę, pomost ani wygodne zejście do brzegu. Jeśli jezioro ma być najważniejszą częścią wyjazdu, lepiej zweryfikować to jeszcze przed rezerwacją.
Więcej miejsc wokół akwenu opisaliśmy w naszym przewodniku po atrakcjach Jeziora Rożnowskiego.
Weekend w Krakowie – miasto, kultura i wycieczka poza centrum
Kraków pojawia się wcześniej przy rodzinnych atrakcjach, ale spokojnie wystarczy na osobny weekend także bez dziecięcego programu. Dwa dni pozwalają zobaczyć miasto bez pośpiechu i bez wyjeżdżania poza jego granice.
Na początek najlepiej zostać w historycznym centrum. Wawel, Planty, Rynek Główny i uliczki Starego Miasta są blisko siebie, więc samochód można zostawić pod hotelem. Kolejną część pobytu dobrze przenieść na Kazimierz i Podgórze. Zamiast kolejnej serii zabytków pojawiają się dawne dzielnice, muzea, kawiarnie, restauracje i miejsca związane z żydowską oraz przemysłową historią Krakowa.
Dodatkowy dzień otwiera możliwość wyjazdu poza miasto. Wieliczka sprawdzi się także przy kiepskiej pogodzie, natomiast Ojców i Dolina Prądnika najlepiej wypadają wtedy, gdy można spędzić kilka godzin na spacerze. Krakowski hotel nadal może zostać bazą, więc odpada przeprowadzka i pakowanie bagaży. Przy tak krótkim pobycie szczególnie liczy się adres noclegu. Bliskość Starego Miasta, Kazimierza albo wygodnego połączenia tramwajowego zwykle przydaje się bardziej niż kolejny punkt wpisany do planu.
Weekend w Tarnowie i na Pogórzu Ciężkowickim – miasto, skały i winnice
Tarnów dobrze sprawdza się jako punkt wypadowy do tej części Małopolski, która w weekendowych planach często ustępuje Podhalu czy Sądecczyźnie. Samo miasto spokojnie wystarczy na kilka godzin. Historyczne centrum jest zwarte, a od rynku można pieszo dojść do najważniejszych zabytków. Jeśli zostanie więcej czasu, warto wybrać się na Górę św. Marcina. Około dwóch kilometrów od centrum zachowały się ruiny zamku Tarnowskich, którego początki sięgają XIV wieku. W XVI stuleciu rezydencję rozbudował hetman Jan Tarnowski, a dziś wzgórze przyciąga przede wszystkim widokiem na miasto i otaczające je pogórza.
Kolejny dzień można przeznaczyć na Ciężkowice. Najbardziej znaną atrakcją jest rezerwat Skamieniałe Miasto, gdzie szlak prowadzi między dużymi formami piaskowcowymi o nazwach takich jak Czarownica, Ratusz czy Baszta Paderewskiego. Trasa od głównego parkingu do Skałki z Krzyżem ma około 1,5 km i około 115 m sumy podejść, więc bardziej przypomina dłuższy spacer niż całodzienną wyprawę w góry. W pobliżu znajdują się także Wąwóz Wodospad i Park Zdrojowy.
Pogórze Ciężkowickie ma jeszcze jeden mocny atut: winnice. Łagodne wzgórza, ciepły mikroklimat i dobrze nasłonecznione stoki sprzyjają uprawie winorośli, dlatego ta część regionu dobrze nadaje się również na wyjazd z degustacją w planie. Przy trzydniowym pobycie lepiej umówić wizytę w jednej z lokalnych winnic albo po prostu przeznaczyć kilka godzin na spokojne objechanie pogórza, zamiast dopisywać do programu kolejne miasto.
Weekend w zachodniej Małopolsce – Lanckorona, Kalwaria i Dolina Karpia
ZZachodnia Małopolska ma do zaoferowania znacznie więcej niż Energylandia. Ciekawy weekend można zaplanować między Lanckoroną, Kalwarią Zebrzydowską i Doliną Karpia, bez długich przejazdów i bez dokładania kolejnych dużych miast.
Lanckorona najlepiej sprawdza się na kilka spokojnych godzin. Warto przejść się po pochyłym rynku otoczonym XIX-wieczną drewnianą zabudową, zajrzeć w boczne uliczki i wejść na Górę Lanckorońską do ruin zamku. Kilka kilometrów dalej znajduje się Kalwaria Zebrzydowska. Tu warto zobaczyć nie tylko bazylikę, ale też klasztor i rozległy system dróżek z kaplicami. Cały zespół tworzy manierystyczny krajobraz pielgrzymkowy wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, dlatego dobrze zostawić sobie czas także na spacer po okolicy.
Kolejny dzień można przeznaczyć na Dolinę Karpia. Okolice Zatora, Przeciszowa i Spytkowic od wieków są związane z gospodarką stawową, więc po zabytkach i sanktuariach przychodzi czas na zupełnie inny krajobraz: stawy, groble, ptaki i lokalną kuchnię z karpiem zatorskim w roli głównej. Dzięki temu cały wyjazd jest bardziej urozmaicony i nie zamienia się w serię podobnych punktów do zwiedzania.
Gdzie nocować w Małopolsce?
Przy dwóch nocach lokalizacja bywa ważniejsza niż dodatkowe wyposażenie hotelu. Pół godziny dojazdu rano i wieczorem przez trzy dni potrafi odebrać kilka godzin z krótkiego pobytu. Na Podhalu podczas ferii czy długiego weekendu różnica może być jeszcze większa.
Tatry i termy – Zakopane czy Podhale?
Jeżeli głównym celem są tatrzańskie szlaki, wygodne będą Zakopane i Kościelisko. Z Zakopanego łatwo dostać się do Kuźnic, a z Kościeliska bliżej jest do zachodniej części Tatr. Przy pobycie nastawionym na termy i narty lepiej przesunąć bazę bliżej kompleksu. Białka łączy Kotelnicę z Termą Bania, Bukowina stoki z Termami BUKOVINA, a Witów i okolice Chochołowa dobrze pasują do zachodniego Podhala.

W Bukowinie Tatrzańskiej ciekawym wyborem dla par jest Hotel HARNAŚ. To hotel przeznaczony wyłącznie dla dorosłych, położony w pobliżu Term BUKOVINA i należący do BUKOVINA Resort. Atutem są widoki na Tatry, a lokalizacja sprawdza się również przy aktywnym weekendzie – w pobliżu znajdują się stoki Olczań-ski i Rusiń-ski, a od parkingu na Palenicy Białczańskiej, skąd prowadzi szlak nad Morskie Oko, hotel dzieli około 11 km. Zimą odległość trzeba liczyć przede wszystkim w minutach, nie w kilometrach.
Na Pieniny i Beskid Sądecki – nocleg blisko centrum czy na uboczu?
W Szczawnicy hotel w pobliżu centrum pozwala poruszać się pieszo między częścią zdrojową, Grajcarkiem i Palenicą. Nocleg wysoko na zboczu może dawać lepszy widok, ale po całym dniu różnica wysokości zaczyna być odczuwalna również podczas zwykłego powrotu na kolację.

Szczawnica Park Resort & Spa 5* dobrze sprawdzi się, jeśli ważna jest bliskość spacerowej części miasta i możliwość odpoczynku bez wychodzenia z hotelu. Resort leży tuż przy promenadzie nad Grajcarkiem, a na miejscu działa strefa Mikroklimat Spa & Wellness z krytym basenem, jacuzzi i saunami. Dla rodzin przygotowano brodzik, Puchacz Bubo Kids’ Club, zewnętrzny plac zabaw oraz udogodnienia dla najmłodszych, a na terenie obiektu są także restauracja, kawiarnia, siłownia i kort tenisowy.

Jeśli ważniejsze od płaskiego dojścia do centrum są panorama i rozbudowane zaplecze wellness, można rozważyć także Pieniny Grand Szczawnica – Destigo Hotels 4*. Hotel stoi na wzgórzu Parku Zdrojowego, około 1 km od dolnej stacji kolejki na Palenicę. Ma kryty basen, jacuzzi, kilka rodzajów saun oraz rozbudowaną strefę SPA. To propozycja raczej dla osób, które chcą połączyć zwiedzanie Szczawnicy z wypoczynkiem w samym hotelu.
W Krynicy bliskość deptaka jest wygodna przy pobycie nastawionym na restauracje i wieczorne spacery. W takim przypadku szczególnie dobrze wpisuje się Willa Tatrzańska Hotel & SPA 4*, położona bezpośrednio przy uzdrowiskowym deptaku i Bulwarach Dietla. Odtworzony w stylu szwajcarskim obiekt nawiązuje do XIX-wiecznej historii dawnej Willi Tatrzańskiej, a na miejscu działa strefa saun i SPA.

Nieco inny charakter ma Hotel Krynica Conference & Spa 4*. Znajduje się w sportowej części Krynicy, przy stadionie hokejowym, i oferuje rozbudowane zaplecze rekreacyjne z krytym basenem, jacuzzi, saunami, łaźnią parową i studiem fitness. Hotel jest nastawiony również na pobyty rodzinne, dlatego może być praktyczną opcją wtedy, gdy część weekendu planuje się spędzić na miejscu.
Dla osób, które wolą spokojniejsze otoczenie i bliskość gór, ciekawszy może być Czarny Potok Resort SPA & Conference 5*. Kompleks leży w Dolinie Czarnego Potoku, w pobliżu kolejki gondolowej na Jaworzynę Krynicką. Ma rozbudowane Górskie Spa z basenem, saunami, jacuzzi i gabinetami zabiegowymi. To rozwiązanie bardziej resortowe – szczególnie wygodne, gdy celem są narty, Jaworzyna i odpoczynek poza ścisłym centrum kurortu.

Kompromisem między spokojniejszym położeniem a dostępem do centrum jest Centrum Zdrowia i Urody Geovita Krynica-Zdrój. Obiekt leży przy lesie i Parku Zdrojowym, a dojście do głównej pijalni wód zajmuje według informacji obiektu około 15 minut. Na miejscu są kryty basen, sauna, sala fitness oraz zaplecze zabiegowe. Opcja szczególnie warta uwagi przy weekendzie łączącym spacery po Krynicy z bardziej klasycznym wypoczynkiem uzdrowiskowym.

Muszyna pozwala łatwiej znaleźć nocleg w spokojniejszym otoczeniu, bliżej parków i Popradu. Arche Metalowiec Muszyna znajduje się w Złockiem, około 1,5 km od centrum Muszyny i 1 km od Popradu. Dawne sanatorium odnowiono w modernistycznym stylu, a obecnie działa tu m.in. basen wewnętrzny i zewnętrzny, kilka saun, spa oraz wypożyczalnia rowerów. Są też udogodnienia dla dzieci, więc obiekt może pasować zarówno do spokojnego weekendu we dwoje, jak i rodzinnego wyjazdu.
Nie trzeba przeprowadzać się między Krynicą a Muszyną. Dzieląca je odległość jest zbyt mała, żeby podczas weekendu tracić czas na ponowne pakowanie.
Weekend z dzieckiem – liczy się łatwy powrót do pokoju
Przy rodzinnym wyjeździe warto wybrać nocleg, do którego można wrócić bez kolejnej długiej podróży. W Rabce praktyczne są okolice centrum i Parku Zdrojowego, skąd blisko również do Rabkolandu.
Przy wyjeździe do Energylandii wygodniej zostać w Zatorze lub jego najbliższej okolicy niż po całym dniu w parku jechać jeszcze godzinę do hotelu. Przy dwóch dniach w parku możliwość szybkiego powrotu do pokoju może być ważniejsza od kolejnych udogodnień samego obiektu. Dobrze sprawdzić również możliwość zjedzenia kolacji na miejscu. Po całym dniu w parku rozrywki perspektywa ponownego pakowania dzieci do samochodu rzadko brzmi równie dobrze jak podczas rezerwacji hotelu.
Cisza, jezioro i winnice – sprawdź nie tylko adres
W Beskidzie Niskim największe zaplecze ma Wysowa. Wapienne jest znacznie mniejsze i wymaga wcześniejszego sprawdzenia gastronomii oraz dostępności podstawowych usług.
Nad Jeziorem Rożnowskim odległość hotelu od brzegu na mapie nie gwarantuje wygodnego dojścia do wody. Jeśli jezioro ma być głównym punktem pobytu, trzeba sprawdzić dostęp do plaży, przystani lub pomostu. Przy wyjeździe do winnicy najwygodniejszy jest nocleg na miejscu albo możliwie blisko ostatniej degustacji. Małopolski Szlak Winny publikuje mapę, na której obok winnic zaznaczono także gastronomię i lokalnych producentów. Po wieczornej degustacji samochód powinien już zostać na parkingu.
Najczęściej zadawane pytania o weekend w Małopolsce
Najlepszy kierunek zależy nie tyle od liczby atrakcji, ile od tego, jak chcemy spędzić dwa lub trzy dni. Rodzina z przedszkolakiem, para szukająca SPA i osoby planujące aktywny wypoczynek patrzą na zupełnie inne miejsca.
Gdzie pojechać na weekend w Małopolsce?
Na pierwszy weekend w Małopolsce można śmiało wybrać Podhale z termami, Szczawnicę albo Krynicę i Muszynę. Każdy z tych kierunków daje wystarczająco dużo możliwości na dwa lub trzy dni bez codziennych dalekich przejazdów. Na spokojniejszy wypoczynek lepiej wybrać Dolinę Popradu, Wysową, Wapienne albo Pogórze Rożnowskie.
Gdzie na weekend w Małopolsce z dzieckiem?
Energylandia będzie najmocniejszym wyborem dla rodzin ze starszymi dziećmi i nastolatkami. Rabkoland lepiej pasuje do przedszkolaków i młodszych uczniów. Rabka pozwala przy tym połączyć park rozrywki z uzdrowiskiem. Przy gorszej pogodzie najbardziej uniwersalne są termy. Więcej pomysłów z całego kraju zebraliśmy w naszym zestawieniu miejsc na weekend z dzieckiem.
Gdzie pojechać na romantyczny weekend we dwoje?
Podhale dobrze łączy hotel SPA, termy i Tatry. Szczawnica dodaje do tego historyczny klimat uzdrowiska, a Krynica większy wybór restauracji i hoteli. Jeśli romantyczny wyjazd ma oznaczać przede wszystkim spokój, ciekawszym wyborem będą pogórza i nocleg w pobliżu jednej z winnic.
Gdzie pojechać na jednodniowy wypad w Małopolsce?
Z Krakowa bardzo wygodny jest Ojców lub Wieliczka. Zator wymaga właściwie pełnego dnia, szczególnie jeśli celem jest Energylandia. Na południu można wybrać Szczawnicę albo jeden kompleks termalny na Podhalu. Przy jednodniowym wyjeździe mniej znaczy więcej: jedna dobrze wybrana atrakcja zwykle sprawdza się lepiej niż trzy miejscowości oglądane przez szybę samochodu.
Jakie termy warto odwiedzić w Małopolsce?
Terma Bania jest bardzo wygodna dla rodzin i osób łączących kąpiel z Białką Tatrzańską. Termy BUKOVINA dają dobry balans pomiędzy rekreacją a wellness. Chochołowskie Termy są największe i oferują najwięcej różnych stref. W Szaflarach można wybrać kameralniejsze Termy Szaflary albo Gorący Potok, którego największym wyróżnikiem są zewnętrzne niecki z gorącą wodą siarkową.
Jakie uzdrowiska warto odwiedzić w Małopolsce?
Krynica-Zdrój najlepiej pokazuje klasyczny charakter dużego kurortu. Muszyna wyróżnia się ogrodami i zielenią, Szczawnica połączeniem części zdrojowej z Pieninami, a Piwniczna i Żegiestów spokojniejszą atmosferą Doliny Popradu. Rabka ma wyjątkowo silną tradycję uzdrowiska dziecięcego. Wysowa i Wapienne są najlepszym wyborem dla osób, które chcą połączyć wypoczynek uzdrowiskowy z ciszą Beskidu Niskiego.
Co warto zobaczyć w Małopolsce zimą?
Podhale jest naturalnym kierunkiem, jeśli zależy wam na nartach, Tatrach i termach podczas jednego wyjazdu. Krynica-Zdrój łączy duże uzdrowisko z Jaworzyną Krynicką, a Szczawnica ma Palenicę i spokojniejszy charakter. Jeśli pogoda nie sprzyja sportom zimowym, zostają termy, hotele wellness i Wieliczka. Dzięki temu zimowy weekend











































