Średniowieczne ruiny, winnice, skalne rezerwaty i diabelskie legendy… Okolice Jeziora Rożnowskiego to zdecydowanie więcej niż kąpieliska i wakacyjny klimat nad wodą. Jeśli intryguje Was mniej oczywista strona Sądecczyzny, warto zostać tu na dłużej i ruszyć poza utarte szlaki – takie bliżej i dalej od brzegów „sądeckiego morza”.
Atrakcje Jeziora Rożnowskiego i miejsca warte zobaczenia – podsumowanie
- Okolice Jeziora Rożnowskiego – dlaczego warto je poznać? – najważniejsze powody, by zostać tu na dłużej: jezioro, zabytki, przyroda, winnice i atrakcje rozsiane po całym regionie.
- Gródek nad Dunajcem – plaże, przystanie i najpopularniejsza baza wypoczynkowa nad jeziorem – najważniejszy kurort nad jeziorem z plażami, sportami wodnymi, szlakami i widokiem na Małpią Wyspę.
- Zapora w Rożnowie – monumentalna atrakcja techniczna i symbol Jeziora Rożnowskiego – historia powstania zbiornika, imponująca konstrukcja zapory i ślady dawnej doliny Dunajca ukryte pod wodą.
- Rejs statkiem po Jeziorze Rożnowskim – widokowa trasa z Gródka nad Dunajcem do zapory – możliwość zobaczenia jeziora, Małpiej Wyspy i zapory z zupełnie innej, wodnej perspektywy.
- Małpia Wyspa – przyrodniczy symbol Jeziora Rożnowskiego i miejsce obserwacji ptaków – niedostępna dla turystów wyspa będąca ostoją wielu gatunków ptaków i jednym z symboli akwenu.
- Punkt widokowy w Bartkowej-Posadowej – szeroka panorama jeziora z dala od największego ruchu turystycznego – spokojne miejsce z rozległym widokiem na jezioro, Małpią Wyspę, zatoki i przy dobrej pogodzie także Tatry.
- Ścieżki rowerowe wokół Jeziora Rożnowskiego – aktywne odkrywanie zatok, wzgórz i punktów widokowych – wymagające, ale bardzo widokowe trasy prowadzące lokalnymi drogami i przez pagórkowate tereny wokół jeziora.
- Winnice nad Jeziorem Rożnowskim – malownicze stoki, enoturystyka i lokalne tradycje winiarskie nad brzegiem wody – kameralne winnice, degustacje, lokalne wina i niezwykle malownicze położenie wśród wzgórz.
- Zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce – warownia na skale z legendą o skarbie Inków – zrekonstruowany średniowieczny zamek z pięknymi widokami, tajemniczą historią i słynną legendą o inkaskim skarbie.
- Ruiny zamku w Rożnowie – średniowieczne pozostałości górnej twierdzy Zawiszy Czarnego – niewielkie, ukryte wśród drzew pozostałości warowni związanej z jednym z najsłynniejszych polskich rycerzy.
- Zamek Dolny i beluard w Rożnowie – twierdza, której nigdy nie ukończono – pozostałości ambitnego XVI-wiecznego projektu fortyfikacji Jana Amora Tarnowskiego, z charakterystycznym beluardem.
- Most Stacha w Znamirowicach – ukryta perełka i jedna z ciekawszych okolicznych konstrukcji z kamienia – niezwykła historia kamiennego mostu zbudowanego własnoręcznie przez Jana Stacha oraz problematyczny dziś dostęp do obiektu.
- Tropie i pustelnia św. Świerada – najstarszy kościół w regionie z XI wieku i nastrojowe miejsce pamięci nad Dunajcem – romańska świątynia, tradycje związane ze św. Świeradem oraz leśna pustelnia ukryta niedaleko kościoła.
- Pogórze Rożnowskie – malownicze wzgórza, punkty widokowe i spokojne trasy spacerowe otaczające dolinę Dunajca – widokowe szlaki, sady, lasy, skalne formacje i mniej uczęszczane miejsca poza brzegami jeziora.
- Osada Młyńska w Roztoce-Brzezinach – regionalna atrakcja z dawnym klimatem Sądecczyzny – autentyczne dawne gospodarstwo z zabytkowym młynem, historycznymi urządzeniami i opowieścią o codziennym życiu dawnej wsi.
- Rezerwat Diable Skały w Bukowcu – skalna ukryta perełka niedaleko Jeziora Rożnowskiego – leśny rezerwat pełen piaskowcowych ostańców, legend, skalnych formacji i niedostępnej dla turystów Diablej Dziury.
- Zamek w Melsztynie – odbudowywana wieża zamkowa z piękną panoramą doliny Dunajca – średniowieczne ruiny z odbudowanym donżonem i efektownym widokiem na dolinę Dunajca oraz okoliczne pasma.
- Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach – kultowy rezerwat przyrody z malowniczymi ostańcami skalnymi na obrzeżach Pogórza – fantazyjne formacje skalne, lokalne legendy oraz pobliska ścieżka prowadząca na wysokości koron drzew.
- Gdzie zjeść? – dwa różne oblicza lokalnej gastronomii: domowa Jadłodajnia Barbara nad wodą i bardziej nowoczesna Restauracja Lemon.
- Gdzie się zatrzymać? – Hotel Limanova jako komfortowa baza do zwiedzania jeziora, Pogórza, Beskidu Wyspowego i dalszych zakątków regionu.
Okolice Jeziora Rożnowskiego – dlaczego warto je poznać?
Z góry Jezioro Rożnowskie przypomina nieco szeroką, niesforną rzekę, która jakby zapomniała, w którą stronę powinna płynąć. Raz wciska się między strome zbocza, za chwilę rozlewa szeroko, tworzy zatoki i półwyspy, a w wodzie odbija lasy, pola i rozsiane po wzgórzach domy. Regularny kształt zbiornika zaporowego? Zdecydowanie nie tutaj. Bardziej adekwatny opis brzmiałby raczej:wodny labirynt wypełniający dawną dolinę Dunajca. Akwen powstał w wyniku budowy zapory i napełniania zbiornika rozpoczętego w 1941 roku. Przy maksymalnym poziomie wody liczy około 22 km długości i zajmuje 1600 ha powierzchni. I całe szczęście jego brzegi nie tworzą jednego wielkiego pasa rekreacyjnego. Plaże, przystanie, punkty widokowe i zabytki rozdzielają wzgórza oraz głęboko wcięte zatoki, dzięki czemu każdy fragment jeziora ma trochę inny charakter. Jednego dnia można przejść się szlakiem po Pogórzu Rożnowskim, podpłynąć statkiem pod monumentalną zaporę, zajrzeć do ruin zamku Zawiszy Czarnego, a wieczorem usiąść w winnicy z widokiem na taflę wody. Kolejnego – odwiedzić romański kościół w Tropiu, zobaczyć kamienny most zbudowany własnoręcznie przez jednego gospodarza i ruszyć tropem legendy o inkaskim skarbie.
Sporo atrakcji leży nieco dalej od samego brzegu. Część czeka przy Jeziorze Czchowskim, inne ukrywają się w dolinach i na wzgórzach oddalonych o kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów od jeziora. Dzięki temu okolice akwenu świetnie nadają się zarówno na kilkudniową objazdówkę, jak i dłuższe wakacje w Polsce nad jeziorem. A logistyka? Najwygodniej poruszać się samochodem. Z Krakowa zwykle jedzie się przez Brzesko i Czchów albo w kierunku Nowego Sącza. Trzeba tylko pamiętać, że tutejsze kilometry bywają wyjątkowo „długie”. Kręta lokalna droga potrafi skutecznie zweryfikować optymistyczne wyliczenia z mapy. Rowerem jest jeszcze ciekawiej. Tylko zdecydowanie nie płasko. I nie zawsze łatwo. Opcja dla tych, którzy podjazdy traktują jako część atrakcji. Bazę wypadową najłatwiej urządzić w Gródku, Bartkowej-Posadowej albo Rożnowie. Przeglądając hotele Rożnów, warto patrzeć nie tylko na odległość od brzegu, lecz także na położenie względem zapory i dróg prowadzących do Tropsztyna, Tropia czy Melsztyna. Szerszy wybór dają hotele w górach, zwłaszcza jeśli pobyt nad jeziorem chcecie połączyć z eksploracją Beskidu Sądeckiego lub Pogórza Ciężkowickiego.
Gródek nad Dunajcem – plaże, przystanie i najpopularniejsza baza wypoczynkowa nad jeziorem
Tak jak Tatry mają Zakopane, a Wolin – Międzyzdroje, tak Jezioro Rożnowskie ma Gródek nad Dunajcem. Tutaj najłatwiej znaleźć nocleg, restaurację, wypożyczalnię sprzętu wodnego czy po prostu zejść nad jezioro. Walory tej okolicy doceniono zresztą już przed laty – choć nie zawsze w historii, którą chętnie umieszcza się w folderach reklamowych. W czasie II wojny światowej luksusową willę miał tu generalny gubernator Hans Frank. Budynek nazywany do dziś „Frankówką” mieścił również posterunek niemieckiej policji, a w 1944 roku został podpalony. Zaskoczeni? Zaskoczyć może też sam układ Gródka. Próżno wypatrywać tu jednej długiej promenady, przy której skupia się całe wakacyjne życie. Zabudowa wspina się po zboczach, a plaże i przystanie kryją się w zatokach oddzielonych cyplami oraz prywatnymi terenami. Dzięki temu miejscowość przywodzi raczej na myśl letniskowy kurort rozsypany po pagórkach. Najłatwiej dostać się nad wodę w centrum, na Cyplu niedaleko urzędu gminy. Działa tu publiczna plaża, w sezonie strzeżona przez ratowników. Inne miejsca rekreacji znajdziecie m.in. przy ośrodkach Barbara i Koszarka. Można wypożyczyć kajak, łódź wiosłową czy rower wodny, skorzystać z przystani, a nawet zapisać się na kurs żeglarski lub motorowodny.
Bo Jezioro Rożnowskie zdecydowanie nie inspiruje wyłącznie do leżenia na ręczniku. Od lat przyciąga żeglarzy, kajakarzy, windsurferów i wędkarzy. Najspokojniej bywa rano, zanim na wodzie pojawi się więcej motorówek, a nad rozgrzanymi zboczami zacznie pracować mocniejszy wiatr. Trzeba jednak pamiętać, że pogoda potrafi zmienić się szybko, a głęboko wcięte zatoki ograniczają widoczność. Latem Gródek wyraźnie ożywa, ale do zatłoczonych nadmorskich kurortów wciąż mu daleko. Największy ruch koncentruje się przy plażach i przystaniach. Wystarczy odejść trochę wyżej, by klimat zmienił się niemal natychmiast. Żółte i niebieskie szlaki prowadzą przez wzgórza Pogórza Rożnowskiego, skąd przy dobrej pogodzie można wypatrzyć nawet Tatry. A jeśli samo jezioro to za mało, w okolicy czekają jeszcze Skałki Rożnowskie – efektowne wychodnie piaskowca, których najwyższe ściany osiągają około 30 m. Poszczególne turnie noszą całkiem obrazowe nazwy: Mur, Płetwa, Okręt czy Turnia nad Przełazem. To popularne miejsce wspinaczkowe, ale wspinanie wymaga odpowiedniego sprzętu i doświadczenia.
W całej gminie nie brakuje też pomników przyrody. Jednym z najbardziej znanych jest dąb św. Świerada w Tropiu, a w samym Rożnowie rosną wiekowe dęby należące do najbardziej okazałych na ziemi sądeckiej. Najbardziej charakterystycznym elementem panoramy Gródka pozostaje jednak Małpia Wyspa. To dawne wzgórze Grodzisko, na którym w średniowieczu działała niewielka warownia. Po utworzeniu jeziora wzniesienie zostało odcięte od lądu i dziś wygląda jak gęsto zalesiona, niemal niedostępna wyspa. I właśnie tak należy ją traktować. Nie jest miejscem piknikowym ani celem kajakowego desantu. Małp również nie ma. Mimo tej drobnej „reklamowej nieścisłości” Gródek dobrze sprawdzi się na rodzinny wypoczynek. Realizacja planu wypoczynkowego uwzględniającego i plażowanie, i rejs czy rowerki wodne, i wędrówkę nie wymagają wielu godzin spędzonych na logistyce i przerzutach samochodem. A jeśli zostanie trochę czasu, można wyskoczyć do Rożnowa, Tropia albo na Pogórze. Przy planowaniu rodzinnego wyjazdu pomocny może być również przewodnik gdzie z dzieckiem na weekend, a także atrakcje w Gródku nad Dunajcem.
Zapora w Rożnowie – monumentalna atrakcja techniczna i symbol Jeziora Rożnowskiego
Zdjęcia trochę przekłamują rzeczywistość. Dopiero na miejscu widać, jak ogromna jest zapora w Rożnowie i jak bardzo jedna betonowa konstrukcja zmieniła cały krajobraz. Z jednej strony szeroka tafla Jeziora Rożnowskiego. Z drugiej – Dunajec płynący dalej w stronę Czchowa. A przecież przed wojną żadnego jeziora tutaj nie było. Plany przegrodzenia Dunajca pojawiały się wcześniej, ale bezpośrednim impulsem stała się wielka powódź, która spustoszyła południe Polski. Wkrótce ruszyła jedna z największych inwestycji hydrotechnicznych II Rzeczypospolitej. Na budowie pracowały setki robotników, a przy montażu kolejki transportującej materiały pomagali nawet fachowcy mający wcześniej udział w budowie… kolei linowej na Kasprowy Wierch.
Sama zapora ma 550 m długości i niemal 50 m wysokości konstrukcyjnej. A to, co widać nad ziemią, nie jest jeszcze całością – fundament schodzi kilkanaście metrów w głąb. W środku pracuje elektrownia wodna z czterema turbinami Kaplana. Od początku konstrukcja miała zresztą podwójną rolę: produkować energię i pomagać w ochronie doliny Dunajca przed powodziami. Ale najciekawsza historia znajduje się właściwie za zaporą i pod wodą. Wraz z napełnianiem zbiornika znikały fragmenty dawnej doliny: pola, drogi, zabudowania i części miejscowości. Szczególnie mocno zmieniły się Zbyszyce, których dawne centrum znalazło się w zasięgu jeziora. Do dziś nurkowie natrafiają na fundamenty, fragmenty murów i ślady dawnych traktów. Jezioro ma więc swój prawdziwy „zatopiony świat”. Nie trzeba więc dopisywać doń legend o podwodnych miastach.
Samej zapory nie zwiedza się tak jak tej w Solinie. Korona nie jest udostępniona zwykłemu ruchowi turystycznemu. Można oglądać ją z ogólnodostępnych punktów w Rożnowie, ale najlepiej prezentuje się od strony wody. Z pokładu statku robi naprawdę duże wrażenie. Po wizycie przy zaporze warto zostać w Rożnowie trochę dłużej. Tuż przy jeziorze ciągnie się klimatyczna uliczka z restauracjami i barami, a obok znajduje się niewielka plaża. Dobry moment na obiad, kawę albo spokojne nicnierobienie z widokiem na wodę. I kto wie – atmosfera może spodobać się Wam nawet bardziej niż w bardziej turystycznym Gródku.
Rejs statkiem po Jeziorze Rożnowskim – widokowa trasa z Gródka nad Dunajcem do zapory

Obserwowane z okna samochodu Jezioro Rożnowskie pojawia się i znika. Mignie między domami, schowa się za wzgórzem, za chwilę pokaże w kolejnej zatoce. Dopiero z perspektywy wody prezentuje pełnię swojego majestatu. Widać dawną dolinę Dunajca, zbocza schodzące wprost do wody i półwyspy, których kształtu z lądu właściwie nie da się odczytać. Klasyczny wariant to rejs z Gródka nad Dunajcem w stronę zapory w Rożnowie. Statki wypływają m.in. z przystani przy Ośrodku Wypoczynkowym Barbara. Sam kurs do Rożnowa trwa około pół godziny, później jest przerwa i powrót. Na całość warto przeznaczyć około półtorej godziny.
Rozkłady są sezonowe, więc godziny odpłynięć najlepiej sprawdzić tuż przed wyjazdem. Po drodze mijamy przystanie, niewielkie plaże, zalesione cyple i Małpią Wyspę. Im bliżej Rożnowa, tym jezioro bardziej się zwęża, a zielone zbocza coraz mocniej zamykają widok. Finał? Zapora. Zdecydowanie bardziej efektowna od strony wody niż z drogi. Nie jest to rejs z wysokogórską panoramą. Urok Jeziora Rożnowskiego jest subtelniejszy. Woda wciska się między zielone wzgórza Pogórza, kolejne zatoki odsłaniają się dopiero po zakrętach i właściwie cały czas coś zmienia się w krajobrazie.
Jeśli lubicie klimat jezior w górach, tutaj doświadczycie jego spokojniejszej, pogórzańskiej wersję. Mniej monumentalną, bardziej kameralną. Rejsy odbywają się także od strony Rożnowa, więc trasę można dopasować do planu dnia. W sezonie warto sprawdzić nie tylko godzinę, ale też długość konkretnego kursu. Jeśli pogoda pozwala, najlepiej usiąść na otwartym pokładzie. Coś cieplejszego do narzucenia mimo wszystko się przyda – nawet w upalny dzień na wodzie potrafi nieźle wiać. I jeszcze wskazówka dla fotografujących: nie patrzcie wyłącznie przed siebie. Przy tak krętej linii brzegowej najlepszy kadr często pojawia się… za rufą.
Małpia Wyspa – przyrodniczy symbol Jeziora Rożnowskiego i miejsce obserwacji ptaków
Zacznijmy od rozczarowania: na Małpiej Wyspie nie ma małp. „Małpia Wyspa” to potoczna nazwa Grodziska, która z czasem zrobiła znacznie większą karierę niż ta oficjalna. Skąd się wzięła? Tego nie udało się jednoznacznie ustalić. Lokalne źródła również traktują ją przede wszystkim jako żartobliwy przydomek, więc najbardziej fantazyjne historie można spokojnie zostawić w kategorii legend. Sama wyspa ma jednak bardzo konkretną historię. Zanim powstało Jezioro Rożnowskie, Grodzisko było wzgórzem nad Dunajcem. Dopiero spiętrzenie wody zrobiło z niego wyspę. A nazwa „Grodzisko” też nie jest przypadkowa – w średniowieczu działała tu niewielka warownia.
Nie liczcie jednak na efektowne ruiny wystające ponad drzewa. Zachowane ślady są skromne i łatwo giną w gęstej roślinności. Z miejscem wiąże się legenda o rycerzu Sulisławie, który miał zostać niesłusznie oskarżony o zabójstwo, uciec na Węgry, a później po serii niezwykłych przygód wrócić w rodzinne strony. Dowodów? Brak. Scenografia? Całkiem przekonująca. Dziś jednak ważniejsi od rycerzy są skrzydlaci mieszkańcy wyspy. Grodzisko jest cenną ostoją ptaków. Obserwowano tu ponad 160 gatunków, a szczególnie imponująca jest kolonia czapli siwej. Podczas inwentaryzacji w 2025 roku naliczono ponad 140 czynnych gniazd.
Notowano również rzadsze gatunki, m.in. ślepowrona. Znaczenie tego miejsca jest na tyle duże, że w 2026 roku prowadzono działania zmierzające do objęcia go formalną ochroną rezerwatową. Dla turystów oznacza to jedno: na wyspę się nie wchodzi. To nie ukryta plaża ani dobry cel kajakowej ekspedycji. Najlepiej obserwować ją z brzegu Gródka albo podczas rejsu. Lornetka zdecydowanie się przyda. Zielona kępa z daleka wygląda spokojnie, ale w koronach drzew dzieje się całkiem sporo. I być może właśnie ta niedostępność jest największą wartością Małpiej Wyspy. W środku popularnego akwenu pozostało miejsce, którego nie strawiła turystyczna infrastruktura. Można podpłynąć blisko. Nie wszystko trzeba jednak zdobywać.
Punkt widokowy w Bartkowej-Posadowej – szeroka panorama jeziora z dala od największego ruchu turystycznego
Bartkowa-Posadowa kojarzy się głównie z zatoką, przystaniami i ośrodkami wypoczynkowymi. Ale najlepsze widoki zaczynają się trochę wyżej. W okolicy dawnego ośrodka Stalownik można spojrzeć na środkową część jeziora, Małpią Wyspę i przeciwległe wzgórza. Przy naprawdę dobrej przejrzystości powietrza na południowym horyzoncie pojawiają się nawet Tatry. Nie szukajcie tu jednak wielkiej wieży widokowej, kasy i parkingu na kilkadziesiąt samochodów. Cały urok polega na tym, że punktem widokowym jest właściwie sam stok.
Droga biegnie wysoko nad jeziorem i pozwala zobaczyć zatoki oraz półwyspy z perspektywy, z której zaczynają przypominać mapę. Szczególnie efektownie wygląda Grodzisko – z brzegu po prostu zielona wyspa, z góry mocny element jeziornego labiryntu. Niżej, w Zatoce Bartkowskiej, działają plaże i przystanie. W 2024 roku otwarto także tężnię z plażą, placem zabaw i tarasem. Kontemplowanie widoków można więc połączyć z odpoczynkiem nad wodą, pamiętając, że część infrastruktury dostępna jest sezonowo.
Ścieżki rowerowe wokół Jeziora Rożnowskiego – aktywne odkrywanie zatok, wzgórz i punktów widokowych
„Trasa rowerowa wokół jeziora” brzmi jak zapowiedź spokojnej przejażdżki po płaskim terenie. Jezioro Rożnowskie ma na ten temat inne zdanie. Nie ma tu jednej, odseparowanej od ruchu samochodowego drogi biegnącej cały czas przy wodzie. Trasa prowadzi lokalnymi szosami, odcinkami szutrowymi i przez całkiem konkretne wzniesienia. Jezioro znika za grzbietem, a po kolejnym podjeździe nagle otwiera się w dole. I właśnie to jest w tej trasie najlepsze. Wygodnym punktem startowym jest parking w Bartkowej-Posadowej. Już pierwsze kilometry zapowiadają, czego się spodziewać: krótkie, ale solidne podjazdy, szybkie zjazdy i dużo zakrętów. Po zachodniej stronie jeziora można ruszyć w stronę Znamirowic i Mostu Stacha, po wschodniej – przez Gródek, Bartkową i Rożnów. Część wariantów wymaga dobrej kondycji.

Gmina wskazuje również 27-kilometrowy Wariant Rożnowski Karpackiego Szlaku Rowerowego, prowadzący z Nowego Sącza w stronę Wytrzyszczki. Do bardziej wymagających należą odcinki między Jelną i Przydonicą oraz Bartkową-Posadową i Rożnowem. Przez okolicę prowadzi także Winny Szlak Rowerowy, którego nazwa przypomina o dawnym trakcie handlowym, którym przewożono węgierskie wino w stronę Krakowa. Jaki rower? Najlepiej trekkingowy, gravel albo górski. Elektryk oczywiście mocno ułatwi sprawę – choć na zjazdach silnik nie zahamuje za Was. Część tras prowadzi zwykłymi drogami publicznymi, dlatego kask i dobre oświetlenie przydadzą się również za dnia.
Pełnej pętli zresztą robić nie trzeba. Dobrą propozycją jest wycieczka z Bartkowej do Rożnowa, postój przy zamku i zaporze, a później powrót. Inna trasa prowadzi ze Znamirowic w stronę Mostu Stacha i bardziej dzikiego zachodniego brzegu. Można też połączyć Rożnów, Tropie i okolice Jeziora Czchowskiego. To jedna z tych atrakcji w górach, gdzie nagrodą nie jest jeden widok na końcu trasy. Widoki pojawiają się seryjnie. Do tego boczne drogi, sady, kapliczki i zatoki, których z samochodu można w ogóle nie zauważyć. Warto tylko wcześniej pobrać mapę offline. Oznakowanie lokalnych wariantów nie zawsze prowadzi za rękę, czy raczej – za kierownicę.
Winnice nad Jeziorem Rożnowskim – malownicze stoki, enoturystyka i lokalne tradycje winiarskie nad brzegiem wody
Sądecczyzna? Sady, śliwy, pagórki. Winnice niekoniecznie pojawiają się w pierwszym zestawie skojarzeń. A jednak wystarczy trafić na odpowiedni stok, żeby krajobraz zrobił się zaskakująco południowy. Równe rzędy winorośli schodzą ku wodzie, za nimi połyskuje jezioro, a przy dobrej pogodzie w oddali pojawiają się góry. Najlepszy przykład to Winnica Gródek w Zbyszycach, założona w 2014 roku. Zaczynała od hektara, dziś zajmuje 12,5 ha. Południowo-zachodnie stoki schodzą niemal nad samo Jezioro Rożnowskie, a cypel z trzech stron otacza woda. Łagodniejszy mikroklimat i dobre nasłonecznienie robią swoje. Winnica należy do Małopolskiego Szlaku Winnego. Można tu kupić wino, przejść się między rzędami krzewów i skorzystać z degustacji. Przed przyjazdem warto tylko sprawdzić aktualne godziny. Osoby indywidualne są przyjmowane w czasie otwarcia, większe grupy powinny wcześniej ustalić termin.

To zresztą niejedyny adres. Winnica Zawadka koło Tęgoborzy leży na południowym stoku około 400 m n.p.m. i również oferuje widok na Jezioro Rożnowskie. Można umówić się na oprowadzanie i degustację, a wśród tutejszych win są białe, różowe i czerwone. Niektóre dojrzewają nawet w ceramicznych amforach. Jeszcze inną historię ma Winnica Nowizny w Połomie Małym koło Iwkowej. Co ciekawe, początkowo wcale nie planowano tu winorośli. Miały być śliwy – w końcu jesteśmy w okolicy słynącej z suski sechlońskiej. Nasłoneczniony i dość suchy stok okazał się jednak znacznie lepszy dla winogron.
Dziś podczas wizyty można poznać uprawę winorośli, zobaczyć tradycyjną suszarnię owoców, skorzystać z degustacji, a nawet spotkać daniele. Wizytę najlepiej wcześniej umówić. Tutejsza enoturystyka jest raczej kameralna niż spektakularna. Zamiast wielkich centrów degustacyjnych częściej czekają rozmowa z właścicielem i spacer po gospodarstwie. Z poetyckim porównaniem do Toskani byśmy nie przesadzali. Ale odrobiny południowego klimatu na pewno odmówić się nie da.
Zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce – warownia na skale z legendą o skarbie Inków
Tropsztyn z drogi wygląda podejrzanie za dobrze jak na zamek, który przez kilka stuleci był ruiną. I słusznie. To nie zachowana w całości średniowieczna twierdza, lecz rozległa rekonstrukcja wzniesiona na pozostałościach dawnej warowni. Uroku jednak mu to nie odbiera. Kamienne mury wyrastają na stromym cyplu nad Jeziorem Czchowskim, a z wieży i tarasów rozciąga się jeden z najlepszych widoków w tej części doliny Dunajca. Historia sięga średniowiecza. Drewniana warownia mogła istnieć tu już w XIII wieku, a pierwsza pewna wzmianka o murowanym zamku pochodzi z 1382 roku. Tropsztyn stał przy ważnym szlaku prowadzącym na Węgry. Z czasem zyskał nawet mniej chlubną reputację – XVI-wiecznych gospodarzy wiązano z napadami na kupców i towary transportowane Dunajcem. Później warownia popadła w ruinę i przez stulecia właściwie z niej nie wychodziła.

Drugie życie dostała pod koniec XX wieku. Rekonstrukcję poprzedzono badaniami archeologicznymi, a nową konstrukcję wykonano głównie z kamienia, stali i żelbetu. Średniowieczny wygląd, całkiem współczesne wnętrze konstrukcyjne. Na wizytę warto przeznaczyć około 1-1,5 godziny. Można wejść na wieżę, przejść po murach i dziedzińcu, zajrzeć do sal i zobaczyć ekspozycje. Rodziny znajdą tu przestrzenie przygotowane dla dzieci, a do najbardziej nietypowych elementów należy… lądowisko dla śmigłowców. Tego średniowieczni właściciele raczej nie planowali. Pod zamkiem przy DK75 działa bezpłatny parking. Tropsztyn jest udostępniany sezonowo, zwykle od drugiej połowy czerwca. Godziny warto jednak zawsze sprawdzić przed przyjazdem. No dobrze. A gdzie Inkowie? To właśnie legenda o inkaskim skarbie odpowiada za sporą część dzisiejszej sławy zamku.

Opowieść łączy ród Berzewiczych z Peru, inkaską księżniczkę Uminę, pismo węzełkowe kipu i skarb, który miał zostać przewieziony do Europy. Pojawia się w niej również Andrzej Benesz, późniejszy właściciel ruin, który miał szukać śladów tajemniczego depozytu. Skarbu nigdy nie odnaleziono, a wiarygodnych dowodów na najbardziej egzotyczne części tej historii brak. Ale przyznajmy – zamek nad Dunajcem i inkaskie złoto to połączenie na tyle osobliwe, że trudno przejść obok niego obojętnie. Inkowie nie są zresztą jedyną tajemnicą. Według innej legendy pod dnem Dunajca miał biec tunel łączący Tropsztyn z Tropiem. Dowodów nie ma. Na drugi brzeg można za to dostać się dużo łatwiej. W pobliżu działa bezpłatny prom Wytrzyszczka–Tropie, przewożący pieszych i samochody. Kursuje mniej więcej co 15 minut, a sama przeprawa trwa zaledwie kilka chwil. Warto skorzystać – po drugiej stronie czeka jeden z najstarszych kościołów tej części Małopolski.
Ruiny zamku w Rożnowie – średniowieczne pozostałości górnej twierdzy Zawiszy Czarnego
Zamek Górny w Rożnowie ma jedną cechę wspólną z dobrymi miejscami poza utartym szlakiem: bardzo łatwo go przeoczyć. Nie ma wieży górującej nad okolicą. Nie ma kasy, bramy ani efektownej trasy zwiedzania. Są stare mury na zalesionym wzgórzu ponad dawnym zakolem Dunajca – totalne ruiny. Latem drzewa potrafią schować je całkiem skutecznie. Kamienny zamek powstał w XIV wieku i gigantem nie był – miał około 20 na 44 m. Za to lokalizację wybrano znakomicie: wysoko nad rzeką i przy ważnym szlaku wiodącym przez dolinę Dunajca.

Do dziś zachowały się fragmenty wysokich murów od południa i wschodu oraz ślady dawnego układu wnętrza. Co ciekawe, ruiny nigdy nie zostały kompleksowo przebadane wykopaliskowo. A więc mimo wielu wieków historii wciąż pozostawiają trochę miejsca na znaki zapytania. Najsłynniejszy właściciel pojawił się tutaj w 1426 roku. Zamek kupił Zawisza Czarny z Garbowa. Nie nacieszył się nim długo – zginął dwa lata później. Potem dobra przeszły w ręce jego potomków, a z czasem trafiły do Tarnowskich. I właśnie wtedy stary zamek zaczął przegrywać z nową epoką.

W XVI wieku hetman Jan Amor Tarnowski rozpoczął niżej budowę nowoczesnych fortyfikacji, lepiej przystosowanych do artylerii i zagrożenia tureckiego. Stara siedziba stała się zwyczajnie… przestarzała. Dziś wizyta jest krótka. Teren bywa nierówny, infrastruktury prawie nie ma, a widok na Rożnów i wodę pojawia się jedynie między drzewami. Ale zestawienie z Tropsztynem jest świetne. Tam – odbudowana warownia działająca na wyobraźnię. Tutaj – niemal sam ślad zamku wpisany w krajobraz. A oba miejsca opowiadają historię tej samej doliny i szlaku prowadzącego w stronę Węgier.
Zamek Dolny i beluard w Rożnowie – twierdza, której nigdy nie ukończono
Kilkaset metrów dalej czeka zamek, którego… właściwie nigdy nie zbudowano do końca. Zamek Dolny Tarnowskich pozostał niedokończony, a jego najbardziej charakterystyczną częścią jest beluard – masywna, wczesna forma bastionu przystosowana już do walki z użyciem artylerii. Z zewnątrz może nie robić spektakularnego pierwszego wrażenia. Dopóki nie wiadomo, na co właściwie patrzymy. Nową twierdzę zaczął wznosić w XVI wieku hetman Jan Amor Tarnowski, prawnuk Zawiszy Czarnego i jeden z najważniejszych polskich dowódców epoki.

Stary zamek na wzgórzu był już militarnym przeżytkiem. Rosnące zagrożenie tureckie i rozwój artylerii wymagały nowych rozwiązań, dlatego w Rożnowie planowano fortecę wykorzystującą idee rozwijane wcześniej we Włoszech. Projektu jednak nie ukończono. Po śmierci Tarnowskiego prace przerwano. Do dziś zachowały się beluard, fragment muru kurtynowego i budynek bramny. Sam beluard ma około 30 m długości, a jego kamienne ściany miejscami dochodzą do 3 m grubości. W środku znajdowały się stanowiska dla dział i strzelców połączone systemem przejść. Warto też spojrzeć na narożnik – zachowała się tam rzeźbiona postać mężczyzny z głową Turka.
Co ciekawe, późniejsze losy budowli z wojną miały już niewiele wspólnego. Wnętrza służyły m.in. jako ludwisarnia, spichlerz i gorzelnia. Zamiast armat – dzwony, zboże i produkcja dworska. Całkiem przewrotna kariera jak na jedną z najbardziej nowoczesnych planowanych fortyfikacji swoich czasów. Dziś miejsce nadal ma bardziej surowy niż turystyczny charakter. Nie ma efektownego wejścia ani urządzonej trasy, a wewnątrz brakuje oświetlenia. Trzeba więc zachować ostrożność. Sytuacja może jednak się zmienić. W 2025 roku gmina Gródek nad Dunajcem kupiła Zamek Dolny wraz z beluardem i rozpoczęła przygotowania do badań oraz przyszłej rewitalizacji. Trzymamy kciuki.
Most Stacha w Znamirowicach – ukryta perełka i jedna z ciekawszych okolicznych konstrukcji z kamienia
Historia Mostu Stacha brzmi jak scenariusz filmu o człowieku, któremu ktoś powiedział: „tego się nie da”. Więc zrobił to sam. Jan Stach ze Znamirowic stracił możliwość korzystania z drogi prowadzącej do swojego gospodarstwa. Postanowił wytyczyć nową. Problem? Na trasie znajdował się głęboki jar. Rozwiązanie? Zbudować most. Samemu. Prace rozpoczęły się w 1968 roku i trwały trzy lata. Stach sam zdobywał kamień, transportował go i wznosił konstrukcję bez ciężkiego sprzętu.

Przy okazji wykonał około pół kilometra drogi. A efekt zdecydowanie nie wygląda jak prowizorka. Most ma około 20 m długości, 7,5 m szerokości i 13 m wysokości. W dolnej części znajduje się sklepiony przepust dla potoku. Imponujące to mało powiedziane. O Stachu zrobiło się głośno już w 1971 roku, kiedy Jerzy Jaraczewski nakręcił dokument „Wznoszę pomnik”. Ponad pół wieku później sam most otrzymał dodatkową ochronę – w 2024 roku wpisano go do wojewódzkiej ewidencji zabytków.
I tutaj pojawia się ironia losu. Most powstał przez problem z dojazdem, a dziś… znowu trudno do niego dotrzeć. Drogi prowadzące w jego stronę przebiegają przez prywatne tereny i swobodny ruch turystyczny nie jest możliwy. Problem dostępu nadal pozostaje nierozwiązany. Nie omijajcie zakazów i nie wchodźcie na prywatne posesje. Mostu nie warto też wpisywać do planu jako punktu, do którego na pewno uda się dojść. Ale nawet sama historia zdecydowanie zasługuje na poznanie.
Tropie i pustelnia św. Świerada – najstarszy kościół w regionie z XI wieku i nastrojowe miejsce pamięci nad Dunajcem
Tropie to jedne z tych miejsc, gdzie trudno od siebie oddzielić zabytek od krajubrazu. Niewielki biały kościół stoi na skalnym wzniesieniu nad Jeziorem Czchowskim, niemal naprzeciwko Tropsztyna. Nie posiada ani monumentalnej wieży, ani rozmachu wielkich sanktuariów. Ale może właśnie dlatego pasuje tu idealnie. To jeden z najstarszych kościołów w tej części Polski, choć jego początki nie są przez wszystkie źródła datowane tak samo. Tradycja łączy fundację z XI wiekiem i Kazimierzem Odnowicielem. Badacze część zachowanej romańskiej budowli datują również na kolejne stulecie.
Świątynia była wielokrotnie przebudowywana, ale zachowały się fragmenty najstarszego prezbiterium i murów. W środku warto wypatrzyć niewielki fragment romańskiego malowidła przedstawiającego prawdopodobnie św. Stefana, króla Węgier.Jednak nie Stefanowi, a św. Świeradowi – pustelnikowi żyjącemu na przełomie X i XI wieku – Tropie zawdzięcza swą sławę. Według wielowiekowej tradycji miał prowadzić tutaj życie eremity, zanim przeniósł się w okolice Nitry na terenie dzisiejszej Słowacji. Jego obecność obrosła miejscowymi opowieściami. Poniżej kościoła zachowały się resztki starego dębu, w którego pniu miał szukać schronienia, a wodzie z pobliskiego źródła tradycyjnie przypisywano właściwości pomagające przy chorobach oczu.
Na kościele nie warto kończyć. Około 800 m dalej w lesie znajduje się pustelnia – niewielka kaplica dobudowana do skalnej niszy utożsamianej z miejscem pobytu Świerada. Prowadzi tam krótki spacer w górę zalesionej doliny. W pobliżu znajdziecie także źródło i Kalwarię Polskich Świętych.
Pogórze Rożnowskie – malownicze wzgórza, punkty widokowe i spokojne trasy spacerowe otaczające dolinę Dunajca

Nad Jeziorem Rożnowskim bardzo łatwo spędzić – albo stracić, zależnie od podejścia – cały dzień przy wodzie. Tymczasem wystarczy ruszyć trochę wyżej, żeby krajobraz szybko zmienił dekoracje. Znikają mariny i plaże. Pojawiają się sady, pola, leśne grzbiety i pojedyncze gospodarstwa rozsiane po stokach. To właśnie Pogórze Rożnowskie – łagodne głównie z nazwy, bo miejscami podejścia potrafią całkiem skutecznie podnieść tętno. Najwyższym punktem jest Dąbrowska Góra – 583 m n.p.m. Ale nie trzeba zdobywać najwyższego szczytu, żeby trafić na świetny widok.
Tutejsze panoramy pojawiają się trochę mimochodem – przy sadzie, po wyjeździe z lasu, na zakręcie lokalnej drogi. Przy dobrej przejrzystości widać Beskidy, a nawet Tatry. Sama jazda po Pogórzu potrafi być częścią wycieczki. Drogi wspinają się na grzbiety, opadają do dolin i wiją między niewielkimi wsiami. Są przy tym często wąskie i kręte, więc piękna panorama nie zawsze oznacza dobre miejsce do zatrzymania. Nie stawajcie na siłę i nie wjeżdżajcie na prywatne drogi. Spokojnie – kilka zakrętów dalej prawdopodobnie czeka następny widok.
Na pieszą wyprawę można ruszyć m.in. z Bartkowej-Posadowej w stronę Rożnowa. Niebieski szlak prowadzi dalej przez Ostrą Górę i Znamirowice, żółty przez Majdan w stronę Jamnej. Niewielkie liczby kilometrów na mapie bywają zdradliwe. Trasy regularnie schodzą do dolin i wracają na grzbiety. Pogórze może i niewysokie, ale nogi nie zawsze zauważą różnicę. Po drodze warto wypatrywać Skałek Rożnowskich, znanych głównie wspinaczom. W Bukowcu czekają z kolei Diable Skały, a dalej – jeszcze kilka atrakcji drugiego planu. W Pławnej znajduje się Diable Boisko, naturalny skalny łuk. W Bruśniku można wejść na wieżę widokową. Jamna oferuje spokój, lasy i szlaki – i zdecydowanie mniej turystów niż miejscowości nad jeziorem.
Osada Młyńska w Roztoce-Brzezinach – regionalna atrakcja z dawnym klimatem Sądecczyzny
Na pierwszy rzut oka wygląda trochę jak niewielki skansen: drewniany dom z kolorowymi okiennicami, stodoła, stajnia, młyn i tartak. Różnica jest jednak zasadnicza – nie jest to przeniesiona w jedno miejsce kolekcja starych budynków, ale autentyczne gospodarstwo stojące tam, gdzie powstało. Osada należała do rodziny Winiarskich i przez dziesięciolecia była po prostu miejscem codziennego życia i pracy.

Najciekawszy jest oczywiście młyn. Zachowane urządzenia pozwalają zobaczyć, jak wyglądał cały proces przemiału zboża, a podczas pokazów część maszyn nadal można zobaczyć w ruchu. Są tu stare mechanizmy napędowe, odsiewacz, wyposażenie spichlerza, narzędzia rolnicze i rzemieślnicze, a także liczący około 130 lat mlewnik. Zachował się nawet dawny piec chlebowy, wykorzystywany dziś podczas warsztatów.
Osada ma też mniej sielankowy rozdział historii. W czasie II wojny światowej Józef Winiarski działał w konspiracji, a młyn służył również do przygotowywania mąki dla oddziałów partyzanckich. Z czasem gospodarstwo modernizowano, ale wiele dawnych urządzeń i zabudowań przetrwało, dzięki czemu dziś można zobaczyć tu coś więcej niż muzealną rekonstrukcję – fragment prawdziwego gospodarstwa, które zmieniało się razem z XX-wieczną wsią.
Obecnie działa tu prywatne Muzeum Młynarstwa, Techniki i Rzemiosła Wiejskiego im. Józefa Winiarskiego. Podpowiadamy jednak, nie kierujcie się tu w ciemno. Osada nie funkcjonuje jak duże muzeum z kasą i gwarantowanymi godzinami wejścia. Obiekt udostępniany jest po wcześniejszym umówieniu, a dodatkowe okazje do zwiedzania pojawiają się podczas dni otwartych i wydarzeń. Dojazd bocznymi drogami również nie należy do najbardziej intuicyjnych, więc tym bardziej warto wcześniej potwierdzić wizytę – inaczej może skończyć się na oglądaniu osady zza ogrodzenia. Nam się raz zdarzyło.
Rezerwat Diable Skały w Bukowcu – skalna ukryta perełka niedaleko Jeziora Rożnowskiego
W lesie na zboczu Bukowca piaskowiec zamienia się w mury, baszty, grzyby i samotne bloki. Nie są może tak monumentalne jak najsłynniejsze skały Jury Krakowsko-Częstochowskiej, ale w bukowym lesie zyskują aurę tajemnicy. Omszałe ściany pojawiają się między drzewami nagle, trochę jak ruiny warowni, której nikt nie wpisał na mapę. Rezerwat obejmuje ponad 16 ha piaskowcowych ostańców, szczelin i fantazyjnych form. Najwyższe ściany sięgają około 15 m. Przez teren prowadzi ścieżka edukacyjna z dziewięcioma przystankami. Po drodze czekają m.in. Diabeł, Grzyb, Samotna Skała i Kapa.
Przy takim zestawie nazw legenda była wręcz obowiązkowa. Według miejscowego podania skały miał przynieść diabeł z Węgier, ale nie dotarł z ładunkiem do celu i rozsypał go po lesie. Najwięcej tajemnic kryje Diabla Dziura, jedna z ciekawszych jaskiń polskich Karpat fliszowych. Jej korytarze mają około 365 m długości i sięgają 42,5 m w głąb. Są też mniejsze szczeliny – ważne zwłaszcza dla nietoperzy. Szczególnym lokatorem jest podkowiec mały, jeden z najmniejszych nietoperzy występujących w Polsce. Zimą hibernuje w jaskini, latem przenosi się na poddasze pobliskiego kościoła. Całkiem regularna sezonowa przeprowadzka.Diabla Dziura nie jest dostępna dla zwykłego ruchu turystycznego. I najlepiej tego nie testować. Jej wnętrze zostawmy skrzydlatym mieszkańcom.

Ścieżka spacerowa nie jest długa (ok. 2 km), za to miejscami prowadzi po korzeniach, kamieniach i wilgotnych zboczach. Po deszczu robi się tu naprawdę ślisko, więc dobre buty mogą mieć większe znaczenie niż imponująca kondycja. Samochód najlepiej zostawić w rejonie Bukowca i dalej ruszyć oznakowaną trasą. A jeśli apetyt na diabelskie historie Wam się wyostrzy, niedaleko czeka Diable Boisko w Pławnej – kolejna piaskowcowa osobliwość z własną legendą.
Zamek w Melsztynie – odbudowywana wieża zamkowa z piękną panoramą doliny Dunajca
Melsztyn najprawdopodobniej ma coś wspólnego z… kamieniem młyńskim. Nazwę wywodzi się od niemieckiego Mühlstein, a przez kolejne stulecia jej brzmienie zdążyło się porządnie spolszczyć. Jeszcze większa niespodzianka czeka na wzgórzu. Potężna wieża wyglądająca dziś jak świetnie zachowany średniowieczny donżon w dużej mierze odzyskała swoją bryłę dopiero podczas współczesnej rekonstrukcji. Ale średniowiecza jest tu jak najbardziej pod dostatkiem. Warownię założył w XIV wieku kasztelan krakowski Spycimir Leliwita. Lokalizację wybrał z rozmachem – na wąskim wzgórzu ponad 40 m nad doliną Dunajca. Zamek był siedzibą potężnych Melsztyńskich, a jego sercem stał się wielokondygnacyjny donżon pełniący funkcje mieszkalne i obronne.
Później zamek rozbudowywano, zmieniono w renesansową rezydencję i przekazywano kolejnym rodom. Spokojnie jednak nie było. W czasie konfederacji barskiej zajęli go konfederaci, a do jego ruiny przyczyniły się wojska carskie, które warownię podpaliły. Resztę zrobił czas i mieszkańcy wykorzystujący kamień jako budulec. W XIX wieku próbowano ratować ruiny, a na dziedzińcu działało nawet schronisko turystyczne. Czyli Melsztyn przyjmował wycieczki, zanim turystyka ruin stała się modna. Drugie życie dostał już w naszych czasach. W latach 2018–2023 odbudowano pięć kondygnacji donżonu, zachowując oryginalne fragmenty murów. Na początku 2024 roku wieżę otwarto dla zwiedzających.

I właśnie dla widoku warto wejść na górę. W dole wije się Dunajec, dalej widać Pogórze, Beskid Sądecki i Wyspowy, a przy bardzo dobrej pogodzie panorama sięga jeszcze dalej. Podejście nie jest długie, ale nachylenie wzgórza szybko przypomina, dlaczego budowniczowie zamku wybrali właśnie to miejsce. Samochód zostawiamy niżej i ostatni fragment pokonujemy pieszo. Teren ruin jest dostępny bezpłatnie, ale ze względu na trwające zagospodarowywanie obiektu przed wyjazdem warto sprawdzić aktualne zasady wejścia do wieży. A skoro już tu jesteście, szkoda od razu zawracać. Melsztyn, Zakliczyn, Tropie i Czchów tworzą bardzo przyjemny historyczno-widokowy objazd doliną Dunajca.
Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach – kultowy rezerwat przyrody z malowniczymi ostańcami skalnymi na obrzeżach Pogórza
Czarownica, Borsuk, Ratusz, Grunwald i Piramidy w jednym miejscu? W Ciężkowicach – jak najbardziej. I nie chodzi o wyjątkowo ekscentryczne muzeum, lecz o całe „miasto” zbudowane przez naturę z piaskowcowych skał. Skamieniałe Miasto leży już kawałek od Jeziora Rożnowskiego, ale zdecydowanie warto zrobić dla niego objazd. Na zalesionym wzgórzu rozsiane są fantazyjne ostańce, którym miliony lat działania wody, mrozu i innych procesów naturalnych nadały zaskakujące formy. Resztę zrobiła ludzka wyobraźnia. I miała tu sporo roboty. Najsłynniejsza jest Czarownica. Wystarczy stanąć pod odpowiednim kątem, żeby dostrzec profil twarzy z solidnym haczykowatym nosem.
Ratusz i Grunwald tworzą efektowną skalną bramę, dalej pojawiają się Warownie, Piramidy i kolejne skały schowane między drzewami. Największą frajdę daje właśnie odkrywanie ich po kolei – następna często pokazuje się dopiero za zakrętem. Jak przystało na Skamieniałe Miasto, sama geologia oczywiście nie wystarczyła. Według jednej z legend istniało tu kiedyś prawdziwe miasto, którego mieszkańcy prowadzili życie na tyle dalekie od ideału, że w ramach kary wszystko zamieniło się w kamień. Inne opowieści dorzucają rycerzy i czarownice. Geolodzy mają mniej dramatyczne wyjaśnienie. Ale podczas spaceru z dziećmi klątwa zdecydowanie ma większą siłę przebicia.
Rezerwat zajmuje około 15 ha, a trasa przypomina bardziej leśny spacer z elementami toru przeszkód niż górską wyprawę. Są stopnie, korzenie, węższe przejścia i chodzenie pomiędzy skałami. Po deszczu robi się ślisko, więc dobre buty zdecydowanie się przydadzą. W weekendy Skamieniałe Miasto potrafi też być bardzo dosłownie… zaludnione. Jeśli chcecie mieć Czarownicę albo Ratusz przez chwilę dla siebie, najlepiej pojawić się rano lub późnym popołudniem.
A skoro już dotarliście do Ciężkowic, warto spojrzeć na tutejszy las także z zupełnie innej perspektywy – od góry. Około 4 km od Skamieniałego Miasta znajduje się ścieżka w koronach drzew w Ciężkowicach. Drewniana trasa ma ponad kilometr długości, a w najwyższym miejscu prowadzi 22 m nad ziemią. Po drodze przygotowano przystanki edukacyjne i niewielkie elementy sprawnościowe, są też miejsca pozwalające spojrzeć ponad drzewa na wzgórza Pogórza Ciężkowickiego. Nie spodziewajcie się jednak klasycznej wieży widokowej ani panoramy Tatr – tutaj atrakcją jest przede wszystkim sam spacer na wysokości koron drzew.



Skamieniałe Miasto i ścieżkę spokojnie można więc potraktować jako dwa punkty jednej wycieczki, szczególnie jeśli podróżujecie z dziećmi. A później? Zamiast wracać najkrótszą drogą nad jezioro, warto jeszcze trochę pokręcić się po Pogórzu. Kręte drogi, niewielkie wsie, lasy i kolejne skalne niespodzianki szybko pokazują, że Jezioro Rożnowskie jest tylko jednym z powodów, by zostać w tej części Małopolski trochę dłużej.
Gdzie zjeść?
Jadłodajnia Barbara
Jeśli wakacje nad jeziorem kojarzą Wam się z rybą, pierogami i obiadem jedzonym na tarasie niemal nad samą wodą, Barbara w Gródku nad Dunajcem bardzo dobrze wpisuje się w ten obrazek. To bardziej klasyczna jadłodajnia niż modna restauracja – i właśnie na tym polega jej urok. W karcie króluje domowa kuchnia z regionalnymi akcentami: świeże ryby, ręcznie lepione pierogi, zupy, dania mięsne oraz placki po hajducku. Najlepiej jednak usiąść na tarasie, skąd rozciąga się widok na Jezioro Rożnowskie i Małpią Wyspę.
Barbara jest zresztą czymś więcej niż miejscem na szybki obiad po zejściu z plaży. W lipcu i sierpniu w piątkowe i sobotnie wieczory organizowane są tutaj wieczorki taneczne. Repertuar rozciąga się od przebojów lat 60. po współczesny pop i dance, więc jeśli szukacie nad jeziorem odrobiny wakacyjnego retro – trudno o bardziej odpowiednią scenerię.
Restauracja Lemon
Na drugim biegunie znajduje się Restauracja Lemon w Gródku nad Dunajcem. Duże przeszklenia, taras i panorama jeziora sprawiają, że jest to raczej miejsce na dłuższy obiad albo kolację z widokiem niż szybki posiłek między jedną atrakcją a drugą. Restauracja działa przy Lemon Resort SPA, ale jest otwarta również dla gości z zewnątrz.
Kuchnia jest zdecydowanie bardziej współczesna, choć w menu regularnie pojawiają się lokalne składniki. Można trafić m.in. na policzki wołowe z suską sechlońską, żeberka z bryndzą sądecką czy pizzę Regionale z oscypkiem, wędzonym boczkiem i suską. Są też ryby, steki, makarony i bardziej klasyczne propozycje. Do tego karta polskich win i jeden z lepszych restauracyjnych widoków na Jezioro Rożnowskie.
Gdzie się zatrzymać?
Jeśli planujecie nie tylko wypoczynek nad wodą, ale również objazd po Pogórzu, zamkach, rezerwatach i innych miejscach opisanych w tym przewodniku, warto rozważyć bazę nieco dalej od samego brzegu. My polecamy Hotel Limanova *** w Limanowej, położony około 30 km od Jeziora Rożnowskiego. To dobry wybór szczególnie dla tych, którzy chcą połączyć jeziorne atrakcje z odkrywaniem Beskidu Wyspowego i południowej Małopolski, zamiast każdego dnia ograniczać się do jednej miejscowości nad wodą.
Sam hotel ma kameralny charakter – do dyspozycji gości są 32 nowoczesne pokoje i apartamenty w kilku kategoriach. Po całym dniu zwiedzania można odpocząć w niewielkiej strefie wellness z jacuzzi, sauną suchą i łaźnią, a bardziej aktywni mogą skorzystać również z siłowni.


Pomyślano też o rodzinach: działa tu całodobowy pokój zabaw Cacanka, dostępne są udogodnienia dla najmłodszych, a w sezonie można wypożyczyć rowery. To więc nie tylko miejsce na nocleg pomiędzy kolejnymi punktami wycieczki, ale też całkiem przyjemna baza na spokojniejszy dzień, gdy pogoda nad jeziorem postanowi pokrzyżować plany.





























