Jeśli mieszkacie w Warszawie, Jarmark Warszawski na Placu Defilad prawdopodobnie już gdzieś przewinął się Wam przed oczami. Może widzieliście go w instagramowych relacjach znajomych, a może minęliście go w drodze do metra. To pierwsza edycja jarmarku w tej lokalizacji i w takiej formie, zainaugurowana 28 listopada 2025 roku i zaplanowana do 1 stycznia 2026. Od początku przyciąga zarówno mieszkańców, jak i turystów. Redakcja Travelist zajrzała tam w środę przed godziną 16, korzystając z tego, że w tygodniu ruch jest zauważalnie mniejszy.

Otwarcie bez ostrożnych półśrodków

Choć to pierwsza edycja jarmarku w tej formie, organizatorzy nie podeszli do tematu zachowawczo. Sky 55, największy w Polsce diabelski młyn i jednocześnie nowy, ruchomy punkt widokowy w stolicy, dominuje wizualnie nad całym terenem i jest widoczny z daleka. Daleka i kręta była jednak droga do niego, więc zrezygnowaliśmy i z kolejki, i atrakcji. Obok działa wysoka choinko-karuzela (2,5 minuty emocji za 20 zł)  i nieco niższa, ale wyjątkowo urocza karuzela w stylu wiedeńskim, na której dzieci mogą pokręcić się na koniku, wielbłądzie, w karocy z dyni albo… na traktorze. Jest też drewniany Domek Świętego Mikołaja. I uwaga, Mikołaj naprawdę tam jest, widzieliśmy! 

Po zmroku teren rozświetla się, ale nie w sposób przytłaczający. To bardziej uporządkowana kompozycja świateł niż typowy festyn. W ciągu dnia, zwłaszcza w środku tygodnia, jest tu znacznie spokojniej, co ułatwia swobodne przejście między alejkami.

Gastronomia, która pokazuje, czego dziś oczekują goście zimowych jarmarków 

Strefa gastronomiczna na Jarmarku Warszawskim jest szeroka – a przy tym szeroko komentowana – ale nie przytłaczająca. To zestaw propozycji, który odpowiada na współczesne gusta odwiedzających, łącząc klasyczne jarmarkowe potrawy z bardziej aktualnymi wariacjami. W efekcie powstaje oferta różnorodna, lecz wciąż łatwo przyswajalna.

Wśród dań znajdziemy hot dogi, a obok nich pojawia się… sushi-burger, który jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić w świątecznym miasteczku. Nie brakuje elementów bardziej tradycyjnych, takich jak paluch bawarski, serki górskie czy pieczone kasztany. Zimowe menu uzupełniają grzaniec galicyjski, langosz, chałwa, staropolskie zapiekanki oraz akcenty z różnych kuchni świata, np. greckiej.

Widać, że wystawcy starają się trafić zarówno do osób szukających szybkiej przekąski, jak i do tych, którzy chcą spróbować czegoś mniej oczywistego. Równocześnie nie ma poczucia przesady. Oferta jest szeroka, ale nie chaotyczna.

Warto wspomnieć o miodzie pitnym z Warmii, który w tym roku wyróżnia się nie tylko smakiem, ale i popularnością. Jeśli wierzyć relacji wystawcy, w pierwszy weekend sprzedano… ponad 40 baniaków o pojemności 5 litrów każdy, co wskazuje, że to jeden z produktów, po które odwiedzający sięgają najchętniej. To zapewne kwestia zarówno sezonowości, jak i pewnej przewidywalności – miód pitny konkuruje z grzańcem o tytuł lidera wśród zimowych rozgrzewaczy. 

Podczas naszej wizyty w środę po południu gastronomia działała sprawnie i bez kolejek. Dzięki temu można było przetestować kilka potraw i ocenić, w jakim kierunku zmierza tegoroczna oferta. Wrażenie było pozytywne przede wszystkim pod względem dostępności i różnorodności, a nie spektakularnych efektów. I być może właśnie to jest jej największym atutem.

Strefa zakupowa, która łączy dobrze znane rozwiązania z kilkoma mniej oczywistymi propozycjami

Część zakupowa jarmarku opiera się przede wszystkim na rękodziele i produktach regionalnych. Dominują ceramika, biżuteria, świąteczne ozdoby, wełniane akcesoria. Słowem, wszystko to, czego zwykle szukają osoby przygotowujące prezenty lub chcące uzupełnić zimowy wystrój mieszkania. Wśród produktów spożywczych pojawiają się miody, przetwory, pieczywo, słodycze i nalewki. Oferta jest szeroka, ale stoiska są logicznie uporządkowane, dzięki czemu można je przejrzeć bez poczucia przytłoczenia.

Pośród ceramiki, bombek, tekstyliów i biżuterii uwagę przyciąga jedna niezupełnie oczywista atrakcja. Można tu wykonać fotografię… własnej gałki ocznej. Brzmi nietypowo, ale efekt przypomina abstrakcyjny obraz – zaskakująco estetyczny i bardzo osobisty. To niebanalny pomysł na prezent, balansujący gdzieś pomiędzy sztuką a ciekawostką.

Ceny w strefie zakupowej, przynajmniej tych produktów, które sprawdziliśmy, były zbliżone do cen online. Po nagraniach kupiliśmy kilka drobnych rzeczy i porównaliśmy je z internetowymi odpowiednikami. Różnice nie były duże, a część zakupów okazała się nawet korzystna. To oczywiście jedynie wycinek całej oferty, ale sugeruje, że wystawcy nie opierają sprzedaży na „świątecznej inflacji”, co sprzyja spokojniejszym i bardziej świadomym wyborom. 

Kino pod choinką i scena, które ożywają w konkretnych momentach 

Jedną z atrakcji, która wyróżnia Jarmark Warszawski na tle innych zimowych wydarzeń w stolicy, pozostaje kino pod choinką. To przestrzeń działająca w stałym rytmie niezależnie od dnia tygodnia. We wtorki o 18:00 odbywają się seanse dla dorosłych, a w soboty o 12:00 prezentowane są filmy dla najmłodszych. Program jest z góry ustalony. Dzieci miały już okazję zobaczyć m.in. „Magiczne Święta Kacpra i Emmy” (29.11) oraz „Paddingtona” (6.12), a w kolejnych tygodniach czekają „Zima Mamy Muu” (13.12), „Gwiazdka Klary Muu” (20.12) i „Flow” (27.12).

W repertuarze dla dorosłych wyświetlono do tej pory „Amelię” (2.12) i „Złe Mamuśki 2” (9.12). Przed widzami są jeszcze „Kochajmy się od święta” (16.12), „Green Book” (23.12) i „Za rok o tej porze” (30.12). Seanse pozostają raczej spokojną propozycją, choć w weekendy ich popularność wyraźnie rośnie.

Scena również funkcjonuje zgodnie z harmonogramem. Pierwszy grudniowy weekend, który mamy już za sobą, przyniósł serię koncertów: od występów Młodzieżowej Orkiestry Dętej Mykanów, przez Chór Akademicki UW, po Sienna Gospel Choir i Singing’ Birds. Jednocześnie 6.12 na placu gościł Wawel Truck. W najbliższych dniach, czyli 13-14.12 oraz 20-21.12, jej funkcja zmieni się na bardziej warsztatową. Od 14:00 do 20:00 będzie działać Warszawska Piernikowa Kraina, czyli  otwarta, bezpłatna strefa dekorowania pierników.  

Podczas naszej wizyty w środę scena nie była cicha. Gał na niej DJ, puszczając świąteczne hity – głośno, ale wciąż to zdecydowanie przyjemniejsze niż zgiełk Marszałkowskiej.

Świąteczny HIT czy komercyjny KIT? Nasze wnioski

Ocena Jarmarku Warszawskiego to w dużej mierze kwestia subiektywna. Są osoby, które uwielbiają jarmarczną atmosferę, zapach grzanego wina i zimowe światła, i takie, które wolałyby uniknąć miejsc, gdzie potencjalnie mogą pojawić się tłumy. Jedni traktują grudniowe jarmarki jak element tradycji, drudzy jak kolejną komercyjną nakładkę na codzienność stolicy. 

Niezależnie od tych różnic trudno jednak nie zauważyć, że centrum Warszawy wygląda dzięki temu wydarzeniu… po prostu lepiej. Plac Defilad, który na co dzień bywa postrzegany jako przestrzeń użytkowa, w grudniu zyskuje nieco bardziej magiczny charakter. Światła, stoiska, gastronomia, scena i kino plenerowe tworzą całość, która bez kompleksów wpisuje się w europejski standard zimowych miasteczek. Może nie tych najbardziej widowiskowych, ale na pewno tych dobrze zorganizowanych i przemyślanych.

Czy Jarmark Warszawski jest więc hitem czy kitem? Naszym zdaniem znajduje się gdzieś pośrodku, w miejscu, które ma solidne podstawy, kilka ciekawych pomysłów i realną szansę, by w kolejnych latach rozwijać się jeszcze bardziej. Na pewno nie jest rozczarowaniem, zwłaszcza w tygodniu przed godzinami szczytu, gdy można go zwiedzać w spokojnym tempie. A to już coś, biorąc pod uwagę świąteczną gorączkę, jaka zwykle ogarnia duże miasta.