W Rankingu Polskich Plaż 2026 Magazynu Travelist i Polskiej Organizacji Turystycznej Ustka triumfuje podwójnie – jako Plaża Roku oraz Najlepsza Plaża dla Rodzin. W szczerej rozmowie Burmistrz Ustki Jacek Maniszewski opowiada nam, jak udało się odczarować kryzys wizerunkowy, dlaczego turyści wracają tu nawet po 30 latach, co warto zobaczyć po zejściu z piasku oraz… ile wysiłku kosztuje dbałość o najlepszą plażę w Polsce.

Sukces, który przyszedł po burzy

Magazyn Travelist: Panie Burmistrzu, zacznijmy od pytania najbardziej oczywistego – czy zaskoczyła Pana ta nagroda?

Burmistrz Jacek Maniszewski: Oczywiście. Zaskoczyła nas wszystkich. Trudno mi było uwierzyć, że nasza ustecka plaża została wybrana Plażą Roku. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę to, co wydarzyło się rok temu, kiedy to na początku lipca przez kraj przetoczyła się lawina nagłówków prasowych w stylu: „Burmistrz Ustki zamyka plażę”

W rzeczywistości, w związku z remontem falochronów, zamknięte były jedynie małe odcinki – około 80 m po stronie zachodniej i 120 m po wschodniej. W artykułach, gdzieś na samym dole, ta informacja była rzetelnie przekazana, ale same nagłówki zrobiły swoje. Pamiętam, że to było tuż przed weekendem. Już w sobotę rano zadzwonił do mnie właściciel jednego z największych hoteli w mieście i powiedział, że od rana miał już ok. 30 odwołań rezerwacji. Po weekendzie okazało się, że w całej Ustce anulowano ponad 300 pobytów, a może nawet więcej.

Zwołaliśmy szybką konferencję prasową i zaczęliśmy to odkręcać. Tegoroczne wyróżnienie jest dowodem na to, że ostatecznie nam się udało, a turyści masowo wrócili do Ustki. Jestem naprawdę mile zaskoczony – zresztą obiema statuetkami, bo dostać dwie nagrody w jednym roku w tak prestiżowym rankingu to dla nas wielkie wyróżnienie. Podczas uroczystego spotkania w warszawskiej siedzibie POT jako pierwszą odebrałem nagrodę za „Najlepszą plażę dla rodzin”.

Czyli w najbardziej wymagającej kategorii…

Dokładnie tak. Byłem dumny, że turyści tak nas odbierają. Ale przyznam szczerze: kątem oka spojrzałem na stolik obok i zobaczyłem, że stoi tam jeszcze jedna statuetka z napisem „Ustka”. Nie wiedziałem, w jakiej kategorii, ale kiedy wręczano kolejne nagrody i doszliśmy do tej przedostatniej, a potem ostatniej… Powiem Państwu, że do dzisiaj jestem tym wszystkim bardzo wzruszony.

Rodziny mają konkretne potrzeby i ta statuetka jest dla nas potwierdzeniem, że udaje nam się te potrzeby spełniać. Ustka jest miastem uzdrowiskowym i bardzo nam zależy, żeby było tu spokojnie. Niektórym może się nie podobać, że po 22 robi się cicho, ale wiem, że wielu naszym gościom to odpowiada. Zresztą sam nie lubię zgiełku. Zdaję sobie sprawę, że okolice plaży wschodniej w ciągu dnia bywają gwarne i dużo tam się dzieje – ale potem to się wycisza. Jest miejsce zarówno na zabawę, jak i na odpoczynek.

Dwie plaże, dwa różne światy. Co wyróżnia Ustkę?

Co takiego ma w sobie Ustka, czego nie mają inne plaże w Polsce? Czym się wyróżniacie?

Rzadko korzystam z innych plaż. Znam oczywiście takie miejscowości jak Łeba czy Kołobrzeg, gdzie kiedyś spędziłem zresztą krótki urlop, ale to było jeszcze przed sezonem. Trudno mi więc dokonywać bezpośrednich porównań. Staramy się przede wszystkim słuchać potrzeb turystów. Dbamy o to, aby infrastruktura na plaży i promenadzie była po prostu przyjazna. Aby kluczowe udogodnienia – jak place zabaw czy toalety – były u nas na stałe. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie na turystów będą czekać nowoczesne toalety kontenerowe w trzech różnych miejscach bezpośrednio na plaży – a nie na promenadzie – co znacznie podniesie komfort wypoczynku. Choć procedury i ustalenia z Urzędem Morskim bywają trudne i wymagają czasu, powoli dochodzimy do celu.

Niezwykle ważna jest też kwestia bezpieczeństwa. Mamy jedną z najlepszych ekip ratowników morskich – Słupskie WOPR. Nie pamiętam, by na naszych plażach strzeżonych doszło do jakiegoś tragicznego wypadku i oby tak pozostało. Co więcej, od stycznia tego roku granice Ustki nieco się poszerzyły, dzięki czemu zyskaliśmy dodatkowe 100 m plaży strzeżonej po stronie wschodniej. 

Ale kluczowa jest chyba odmienność naszych dwóch plaż. Plaża zachodnia od lat jest uznawana za jedną z najczystszych w Polsce, czego dowodem jest przyznawana nam regularnie Błękitna Flaga. To plaża dzika, spokojna, idealna dla tych, którzy szukają ciszy – choć też mamy tam całkiem spory odcinek plaży strzeżonej. Strona wschodnia to z kolei centrum rodzinnej rozrywki, z bogatą infrastrukturą sportową (m.in. boiskami do siatkówki, w tym specjalnym boiskiem dla dzieci) oraz rozrywkową. Mamy też ustecki unikat – Bibliotekę na Plaży. Jeśli ktoś zapomni książki z domu, od 1 lipca do końca sierpnia może wypożyczyć u nas lekturę w specjalnym punkcie naszej Biblioteki Miejskiej. To już kolejna edycja tej akcji, od lat cieszy się ona ogromnym zainteresowaniem.

Kiedyś Ustka słynęła z Festiwalu Sztucznych Ogni – a jak dziś wygląda oferta wakacyjnych wydarzeń?

Już od jakiegoś czasu odchodzimy od fajerwerków czy organizowanego w kolejnych latach festiwalu światła. Ale naszym celem jest, aby w Ustce ciągle coś się działo. Dlatego w sezonie letnim w każdy weekend organizujemy duże, bezpłatne imprezy na promenadzie, w sąsiedztwie latarni morskiej. Choć duże wydarzenia zaczynają się u nas już dużo wcześniej, jeszcze wiosną.

Chcemy też stopniowo ożywiać inne przestrzenie, jak np. piękny Park Stoczniowców, nazwany tak, by upamiętnić dawną ustecką stocznię. To właśnie m.in. tam już po raz trzeci organizujemy nasz nowy Grand Lubicz Festiwal Uzdrowiska. To trzydniowe, interaktywne wydarzenie, podczas którego promujemy zdrowy styl życia i uzdrowiskowy charakter naszego miasta. Bo chyba każdy w Polsce Ustkę zna, jednak nie każdy wie, że jest ona również uzdrowiskiem.

Ale to nie wszystko, bo oprócz dużych weekendowych imprez codziennie oferujemy mnóstwo mniejszych wydarzeń – żeby turysta przyjeżdżający do nas na tydzień każdego dnia miał coś do wyboru. To mogą być pokazy artystyczne, animacje czy cieszące się ogromną popularnością warsztaty robienia własnej biżuterii z bursztynu. To prawdziwy hit – turyści mogą sami usiąść i stworzyć dla siebie unikalną pamiątkę z usteckim bursztynem.

Gdybyśmy mieli na chwilę zejść z plaży – co jeszcze warto zobaczyć w Ustce?

Przede wszystkim wskazałbym nasz piękny… dworzec. To moja wielka duma. Minęło właśnie pięć lat, odkąd oddaliśmy wyremontowany budynek, który przejęliśmy od PKP. Mój poprzednik Jacek Graczyk podjął decyzję o jego ratowaniu i udało się nam stworzyć piękny, nowoczesny węzeł transportowy, łączący dworzec kolejowy z nowo dobudowanym, stylistycznie spójnym dworcem autobusowym. Inwestycja kosztowała sporo energii i środków, również unijnych, ale dziś to prawdziwa wizytówka Ustki. Byłem kiedyś w siedzibie jednej ze spółek PKP i zobaczyłem nawet zdjęcie naszego dworca wiszące w hallu. No i co najważniejsze – w tym roku po raz pierwszy do Ustki dotarło Pendolino. Teraz w czasie wakacji można bez przesiadek dojechać do nas aż z Bielska-Białej!

Niezwykle ważnym punktem na mapie atrakcji Ustki jest też obszar rewitalizacji dawnej osady rybackiej. To kolejny projekt zapoczątkowany przez Jacka Graczyka. Udało nam się uratować i odrestaurować ponad 40 zabytkowych budynków o charakterystycznej konstrukcji szachulcowej. Zachowaliśmy klimat starej Ustki, zatrzymując pomysły na budowę w tym miejscu bloków. Za ochronę i rewitalizację tej urokliwej osady otrzymaliśmy nawet w zeszłym roku prestiżową nagrodę Portalu Samorządowego. Ale to nie wszystko, bo warto także przespacerować się ulicą Żeromskiego, wiodącą od naszego urzędu w kierunku plaży, gdzie zachowały się wspaniałe, przedwojenne wille z przełomu XIX i XX wieku.

Czyste plaże to wyzwanie. Utrzymanie jakości kosztuje

Plaże w Ustce są nie tylko przyjazne, ale również bardzo czyste. Jak wyglądają kulisy utrzymania ich w nienagannym stanie?

Turyści podkreślają, że jesteśmy czystym miastem. Ale to jest efekt działania naprawdę potężnej, zwykle niewidocznej dla nich machiny. Mam to szczęście, że naszą spółką komunalną (ZGK) kieruje pani prezes Daria Jankowska. To wspaniała osoba, z niesamowitą energią i świetnymi, proekologicznymi pomysłami, które już teraz wdrażamy w życie.

Pracownicy ZGK co rano – także w soboty i niedziele – ręcznie oczyszczają plażę. Dodatkowo raz w tygodniu puszczamy specjalne maszyny do przesiewania piasku. Na samej plaży strzeżonej to ponad kilometr terenu (800 m po stronie wschodniej i 400 m po zachodniej), który musi być idealnie przesiany, by wyciągnąć z niego worki drobnych śmieci i niedopałków zakopanych przez ludzi.

Gdy patrzę na to, co niektórzy po sobie zostawiają, ogarnia mnie smutek i niezrozumienie. Jakiś czas temu pani prezes opublikowała w mediach społecznościowych post pokazujący, jak wygląda plaża po przejściu niektórych wczasowiczów. Śmieci zakopane w piasku, niedopałki, puszki, butelki… A przecież przy każdym wejściu, na promenadzie i na samej plaży mamy rozstawionych mnóstwo koszy z możliwością segregacji odpadów. Dla mnie to jest niepojęte, że można mieć 10 czy 20 m do kosza, a i tak zostawić śmieci na plaży. Albo nawet je zakopać.

Czy widzi Pan jakiś sposób by temu zaradzić?

Musimy cały czas edukować i uświadamiać ludzi od najmłodszych lat, jak ważna jest troska o środowisko i zwykłe, niewymagające wiele wysiłku nieśmiecenie. To tylko tyle i aż tyle. Warto też głośno chwalić ludzi, dzięki którym możemy cieszyć się czystymi plażami, miastami. To niezwykle ciężki kawałek chleba, który znam od podszewki z bardzo osobistej perspektywy. Ponad dwadzieścia lat temu mój syn, będąc jeszcze nastolatkiem, przyszedł do mnie i powiedział, że chce iść do pracy na wakacje. Sam sobie tę pracę znalazł – zatrudnił się właśnie przy sprzątaniu plaży. Podziwiałem go wtedy każdego dnia. Codziennie musiał wstać o 3:00 rano, żeby o 4:00 być już na plaży i zbierać śmieci. Po południu wracał jeszcze opróżniać kosze. Dla niego to nie był żaden wstyd – chciał po prostu uczciwie zarobić na swoje wydatki.

A jak wygląda kwestia czworonogów na plaży? To temat, który co roku budzi spore emocje w wielu nadmorskich kurortach…

To prawda, od jakichś trzech lat w każdym sezonie powraca dyskusja o psach na plaży. Sam mam pieska, małego maltańczyka, ale nie wyobrażam sobie zabierania go na plażę w pełnym słońcu. Raz, że pies się męczy, a dwa – to kwestia higieny. Nawet jeśli właściciel posprząta po psie, to przecież dzieci potem bawią się w tym piasku.

W Ustce wprowadziliśmy jasne i kompromisowe zasady: na plażach strzeżonych obowiązuje zakaz wprowadzania psów w godzinach funkcjonowania kąpieliska, czyli od 10:00 do 18:00. Po godzinie 18:00 oraz na plażach niestrzeżonych z psami można wchodzić bez przeszkód, oczywiście zachowując czystość. Myślę, że to uczciwe postawienie sprawy.

Turysta zmiennym jest. Kto i kiedy najczęściej odwiedza Ustkę?

W mediach coraz częściej mówi się o stopniowym odpływie turystów znad Bałtyku wraz ze wzrostem popularności wakacji zagranicznych. Jak jest w Ustce?

My tego nie zauważamy. U nas z roku na rok jest o kilka procent turystów więcej – co potwierdza wysokość zebranej opłaty uzdrowiskowej i liczba osobodni w obiektach noclegowych. Sprawdzamy też logowania z telefonów, z wyłączeniem mieszkańców miasta i sąsiedniej gminy. W zeszłym roku pogoda pozostawiała wiele do życzenia, a i tak odnotowaliśmy wzrost. Obecny sezon również zaczął się obiecująco. 

Wiemy, że potrzeby turystów się zmieniają – a czy zmienia się również profil osób przyjeżdżających do Ustki?

Zauważamy przede wszystkim zmianę pod kątem długości pobytu. Dawno minęły czasy, kiedy przyjeżdżało się nad morze na sztywne, dwutygodniowe turnusy. Dziś dominują pobyty znacznie krótsze, kilkudniowe – co bardzo wyraźnie widzą właściciele pensjonatów i hoteli.

Wciąż jednak mamy grupę ludzi bezgranicznie zakochanych w Ustce. W tym roku na naszej promenadzie postawiliśmy wyjątkową ławeczkę w kształcie ust. Współfundatorem tego projektu był pan, którego żona przed laty zakochała się w naszym mieście i przekonała go, by zamiast do innych znanych kurortów przyjeżdżać właśnie tutaj. Niestety, w zeszłym roku ta pani zmarła. Jej mąż poprosił o możliwość ufundowania ławeczki jako pięknego pomnika pamięci o ich wspólnych chwilach w Ustce. Chętnie podchwyciliśmy ten pomysł, tworząc urocze „Insta-miejsce” na promenadzie z pamiątkową tabliczką.

Takich wiernych turystów jest więcej – w zeszłym roku poznałem małżeństwo, które przyjeżdża do nas nieprzerwanie od ponad 30 lat. Sam lubię wracać do miejsc, w których już kiedyś byłem, ale niezmiennie imponują mi osoby tak zakochane w naszym mieście. Szczególnie, że tak jak kiedyś oni dalej przyjeżdżają na 2 tygodnie! Ale nie da się ukryć, że jest ich już coraz mniej.

A jak jest z sezonowością? Bałtyk coraz bardziej staje się kierunkiem całorocznym – czy w Ustce również to widać?

Zdecydowanie tak. Oferta atrakcji poza sezonem coraz bardziej się poszerza. Z roku na rok odwiedza nas choćby coraz więcej morsów. Mamy też lokalnego przedsiębiorcę, który dwa razy do roku organizuje duże wydarzenia nordic walking. Poza tym – co już podkreślałem – Ustka jest miastem uzdrowiskowym. Mamy kilka całorocznych sanatoriów, które funkcjonują od wielu lat. Jednak o ile do tej pory późną jesienią czy zimą przyjeżdżały do nas głównie starsze osoby, o tyle teraz widzimy coraz większe zainteresowanie również ze strony młodszych pokoleń. Znam takich, którzy z zasady robią sobie u nas wakacje po sezonie, bo Ustka najbardziej podoba im się właśnie jesienią. 

Jednym z naszych atutów na pewno jest bardzo czyste powietrze, bogate w jod. A jesień jest najlepszym czasem, by z tych dobrodziejstw korzystać. Sam jestem przykładem usteckiego sukcesu uzdrowiskowego. Mieszkam tu od 60 lat, rodzice przywieźli mnie, gdy miałem rok. Jako młody chłopak miałem problemy z chorobami dróg oddechowych i lekarz chciał mnie wysłać do sanatorium gdzieś w Polsce, na co odpowiedziałem: „Przecież lepszego sanatorium niż Ustka nigdzie nie znajdę!”. Przyznał mi rację. Zrezygnowałem z wyjazdu, korzystałem z zabiegów na miejscu – i wszystkim to polecam.

Ale podejmujemy też inne inicjatywy, by sezon w Ustce maksymalnie wydłużyć. W tym roku w maju zorganizowaliśmy po raz pierwszy nowe wydarzenie – Falę Mocy – Zlot Motoryzacyjny by Grand Lubicz. To impreza z udziałem znanych twarzy z programu TVN Turbo, w tym Grzegorza Dudy. Przyjechały tysiące ludzi! Naprawdę nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek poza sezonem mieli takie tłumy.

Nowe inwestycje i ochrona przed chaosem budowlanym

Ustka stale się rozwija, pojawiają się kolejne nowe inwestycje. Jak udaje się Wam utrzymać uzdrowiskowy charakter przy tak silnej presji deweloperskiej?

To jest walka o zachowanie tożsamości naszego miasta. Robimy wszystko, by uniknąć chaosu architektonicznego. Niedawno mieliśmy świetny przykład: jeden z właścicieli sprzedał działkę w atrakcyjnym punkcie. Nowi nabywcy kupili ją z pełną świadomością naszych rygorystycznych założeń – wysokość zabudowy może tu wynosić maksymalnie 11 m. Poprzedni inwestorzy próbowali za wszelką cenę przeforsować tam gigantyczny projekt, wysoki na 30 metrów moloch złożony z trzech budynków.

Na szczęście uratowaliśmy tę przestrzeń. Bardzo się z tego cieszę. Kończymy prace nad planem ogólnym, od lat opracowywaliśmy też Miejscowe Plany Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP), żeby zabezpieczyć Ustkę. Przepisy jasno będą hamowały takie zapędy. Chcemy, aby betonozy było u nas jak najmniej. Oczywiście staramy się rozwijać bazę noclegową, jednak należy to robić w granicach rozsądku. Przy ulicy Wczasowej powstają nowe inwestycje i mam nadzieję, że pojawią się tam hotele z prawdziwego zdarzenia, bo to oznacza dla miasta stały dochód. Ponadto za OSiR-em ma powstać spektakularny projekt pod nazwą Ogrody Usteckie. To pomysł prezesa hotelu Grand Lubicz – ogromna, zielona infrastruktura z hotelem i pensjonatami, która znakomicie wpisuje się w nasz uzdrowiskowy klimat.

Obecnie – jak już wspomniałem na początku – trwa remont falochronów prowadzony przez Urząd Morski. Inwestycja nie skończy się w tym roku, ale na kolejne wakacje falochrony powinny być już dostępne dla turystów. Chciałbym podkreślić, że – jak wspominałem już wcześniej – remont nie koliduje w żaden sposób z możliwością korzystania z naszych pięknych i szerokich plaż, bo wyłączony z użytkowania jest tylko niewielki fragment przy falochronach. Przez lata mówiło się też o budowie portu zewnętrznego w Ustce. Na razie inwestycja ta jest niepewna. Przemysł jednak w pewnym stopniu do nas zawita – i to w bardzo nowoczesnej formie. Ustka stanie się bowiem ważnym zapleczem dla morskich farm wiatrowych. Koncern PGE buduje u nas swoją bazę serwisową, co w obliczu niżu demograficznego i odpływu młodych ludzi do Trójmiasta jest dla nas ogromną szansą. 

Skoro mamy szczyt sezonu wakacyjnego, musimy na koniec zapytać – jak i gdzie wypoczywa Burmistrz Ustki? Na usteckiej plaży?

Plażę mam na co dzień, ale przed objęciem urzędu bywałem na niej może raz czy dwa razy do roku. Często tak jest, że nie docenia się tego, co się ma na wyciągnięcie ręki. Pochodzę z Grudziądza i pamiętam, jak kiedyś odwiedzałem wujka, który mieszkał nad samą Wisłą. Zachwycałem się rzeką, a on mówił: „Co ty mi tu gadasz, ty masz w Ustce morze i plażę codziennie!”. Dopiero po latach człowiek to lepiej rozumie.

Mój urlop w trakcie sezonu letniego właściwie nie istnieje – to czas intensywnej pracy. Jeśli udaje mi się wyjechać na dłużej, to zimą w cieplejsze kraje, by złapać trochę słońca. Wtedy podróżujemy większą, stałą grupą znajomych. Kiedy jednak mam wolną chwilę w lecie i chcę naprawdę odpocząć, wybieram polską naturę. Moją oazą spokoju są Kaszuby. Wynajmujemy tam z żoną mały domek blisko wody. Mój idealny przepis na slow life to ja z wędką na pomoście, a żona obok z dobrą książką.

Ale słyszeliśmy też, że ma Pan drugą, nieco głośniejszą pasję… 

Tak, zgadza się (śmiech). Od wielu lat przyjaźnię się z człowiekiem, który zaszczepił we mnie miłość do aut terenowych. Sam mam Jeepa Cherokee i gdy tylko czas pozwala, biorę udział w wydarzeniach off-roadowych. Oczywiście jeździmy wyłącznie po terenach prywatnych, w pełni legalnie – bez niszczenia lasów czy plaż. To genialny sposób na oderwanie się od codziennych obowiązków i świetna zabawa w błocie, którą każdemu gorąco polecam!