Spośród 20 miejscowości nominowanych w pierwszej edycji Rankingu Polskich Uzdrowisk Magazynu Travelist to właśnie Busko-Zdrój uzyskało najwięcej głosów, zajmując pierwsze miejsce na podium. Co decyduje o wyjątkowości tego miejsca i sprawia, że z roku na rok przyjeżdża tu coraz więcej kuracjuszy i turystów? Jakie skarby kryje zarówno samo miasto, jak i jego najbliższa okolica? Jakie są plany dalszego rozwoju oraz kierunek, w którym zmierza świętokrzyskie uzdrowisko? O tym wszystkim opowiedział nam burmistrz Buska-Zdroju, Jerzy Szydłowski.
Busko-Zdrój zwyciężyło w pierwszej edycji Rankingu Polskich Uzdrowisk. Zaskoczył Pana ten wynik?
Jerzy Szydłowski: Nie będę ukrywał, że byłem bardzo szczęśliwy, gdy dowiedziałem się o wyróżnieniu. Konkurencja między uzdrowiskami jest duża, a dodatkowo w tej nieformalnej rywalizacji nie mamy takich walorów środowiskowych jak np. Krynica-Zdrój czy Sopot. Jesteśmy świetnie położeni na szlaku komunikacyjnym między północą a południem Polski, jednak brakuje nam tych okoliczności przyrody, które mogą ułatwiać funkcjonowanie innym uzdrowiskom. Tym bardziej cieszy, że zostaliśmy ocenieni najwyżej. Ta wygrana to ogromny kredyt zaufania ze strony naszych gości, za który chciałbym raz jeszcze podziękować. Jednocześnie traktujemy ją nie jako zwieńczenie drogi, lecz motywację do dalszej pracy.

Czy jest to również dla Pana potwierdzenie słuszności obranej drogi rozwoju miasta?
Jerzy Szydłowski: Nasza oferta z natury rzeczy musi koncentrować się na tym, co jest naszą najmocniejszą stroną, czyli lecznictwie uzdrowiskowym, ale uzupełnionym coraz bogatszą ofertą turystyczną, sportową i kulturalną. Mamy wydarzenia, które coraz śmielej aspirują do rangi ogólnopolskiej, a nawet międzynarodowej. Jednym z filarów naszej rozpoznawalności jest dziś Festiwal im. Krystyny Jamroz. To była dla nas prawdziwa cezura. Swego czasu funkcjonował wręcz w nieformalnej rywalizacji z krynickim Festiwalem im. Jana Kiepury. To bez wątpienia jeden z magnesów przyciągających gości do Buska. Mamy świadomość, że w dzisiejszych czasach sama oferta lecznictwa uzdrowiskowego – choć kluczowa – już nie wystarcza. Dlatego intensywnie pracujemy nad jej ciągłym uzupełnianiem.
Macie już na to konkretny plan?
Jerzy Szydłowski: Chcielibyśmy, aby przynajmniej raz w miesiącu Busko było gospodarzem wydarzenia o zasięgu co najmniej ogólnopolskim, a jeśli się uda – międzynarodowym. Zależy nam, aby wizytę w naszym mieście – zarówno w przypadku turystów, jak i kuracjuszy – można było uzupełnić o ważne wydarzenie kulturalne czy sportowe, które zwyczajnie podniesie atrakcyjność pobytu. Jesteśmy uzdrowiskiem całorocznym, więc myślimy o tej ofercie w perspektywie wszystkich 12 miesięcy. Wierzę, że stała obecność miasta w kalendarzu wydarzeń będzie przekładać się na coraz większe zainteresowanie Buskiem, a w konsekwencji na środki, które goście zdecydują się zostawić właśnie u nas.
Kuracjusze to nie wszystko – kto dziś odwiedza Busko-Zdrój?
Jak na przestrzeni lat zmienił się profil osób odwiedzających Busko-Zdrój?
Jerzy Szydłowski: W ostatnim dziesięcioleciu wszystkie podmioty uzdrowiskowe intensywnie się rozwijały. Jak podkreślałem na wrześniowym Kongresie Uzdrowisk Polskich w Busku, liczba kuracjuszy w tym czasie niemal się podwoiła. To prawdziwy przeskok cywilizacyjny. Z jednej strony jest to efekt rosnących potrzeb zdrowotnych społeczeństwa, ale z drugiej – systematycznej rozbudowy zaplecza uzdrowiskowego. Jednocześnie prawdą jest, że zapotrzebowanie na wsparcie zdrowotne w naszym kraju wciąż jest nie do końca zaspokojone.
Ale kuracjusze to nie wszystko. Obserwujemy, że coraz częściej odwiedzają nas osoby młodsze, przyjeżdżające do Buska na rehabilitację np. po urazach i kontuzjach. Mamy w mieście kilka wyspecjalizowanych obiektów rehabilitacyjnych, co sprawia, że profil gości staje się coraz bardziej zróżnicowany. Średnia wieku odwiedzających nas osób wcale nie rośnie tak bardzo, jak wielu mogłoby się wydawać. Mamy też więcej turystów typowo wypoczynkowych, przyjeżdżających na weekend czy krótki urlop. Idzie z tym w parze systematycznie rosnąca baza hotelowa. Historycznie zmianę tę zainicjował u nas Bristol, jako obiekt, który świetnie łączy zabytkową tkankę hotelu z nowoczesną architekturą.

Jak w tym wszystkim wygląda rola gości zagranicznych? Czy ich odsetek jest już zauważalny, czy to wciąż bardziej kierunek krajowy?
Jerzy Szydłowski: Naturalnie dominują goście z Polski, choć ci zagraniczni stopniowo się pojawiają. Informacje na temat ich liczby spływają do nas raczej pośrednio, ale widzimy rosnące zainteresowanie. Z perspektywy krajowej branży uzdrowiskowej kluczowe może być natomiast włączenie Polski w działania europejskich struktur. Podczas Kongresu Uzdrowisk Polskich rozmawialiśmy o potrzebie przystąpienia do europejskiego stowarzyszenia uzdrowisk ESPA. Są tam m.in. Słowacy, Czesi, Francuzi, Litwini. Brakuje natomiast Polski. Dlatego uważam, że to jest właściwy moment, aby tę lukę wypełnić. Obecność w takim stowarzyszeniu pozwoliłaby promować polskie uzdrowiska, w tym Busko-Zdrój, na arenie międzynarodowej pod wspólnym szyldem. Dzięki temu potencjalni goście z zagranicy mieliby łatwiejszy dostęp do informacji o naszej ofercie, a to z kolei mogłoby przełożyć się na realny wzrost ruchu turystycznego.
Atrakcje okolic Buska: Wiślica, Pińczów i „polska Toskania”
W swoich wypowiedziach nawiązuje Pan do historii. Przed naszym spotkaniem wspominał Pan, że Busko i jego okolice mogą pochwalić się imponującym dziedzictwem…
Jerzy Szydłowski: To prawda. W przyszłym roku będziemy świętować 190-lecie uzdrowiska, gdyż w 1836 roku otwarto Łazienki i Park Zdrojowy. Z kolei w 2027 roku przypadnie 740. rocznica nadania praw miejskich naszemu miastu. Przy okazji rozmów o Busku rzadko wybrzmiewa, jak bogata jest historia całego regionu. Podczas wspomnianego kongresu miałem przyjemność zabrać naszych gości do Wiślicy, oddalonej o 16 km od Buska. Mało kto wie, że ta miejscowość, położona na królewskim szlaku Sandomierz–Kraków, była niegdyś trzecim co do wielkości miastem w Polsce. Dziś zostały po niej głównie zabytki archeologiczne, ale to wciąż fascynujący fragment naszego dziedzictwa, który do tej pory nie doczekał się należnego wyeksponowania.
Czyli Busko-Zdrój to nie tylko uzdrowisko, ale również dobry punkt wypadowy?
Jerzy Szydłowski: Zdecydowanie tak. Siła Buska wynika również z lokalizacji. Z jednej strony mamy Pińczów – z pięknymi meandrami rzeki Nidy, wspaniałymi widokami i aeroklubem. Z drugiej strony wspomniana Wiślica, związana z tysiącletnią historią naszego narodu, a w bliskim sąsiedztwie mamy także Solec-Zdrój, który przez wiele lat funkcjonował razem z Buskiem jako jedno państwowe przedsiębiorstwo uzdrowiskowe – to również część naszej tożsamości i wspólnej historii.

To otoczenie sprawia, że naszą rolą jest nie tylko umacnianie pozycji lidera, ale także promowanie Buska przez pryzmat tego, co dzieje się w całym regionie. Chcemy zachęcać nie tylko do samego pobytu u nas, lecz także do korzystania ze ścieżek rowerowych, spływów kajakowych na trasie Pińczów–Nowy Korczyn czy odwiedzania miejsc o wyjątkowej wartości historycznej. Możliwości jest naprawdę bardzo dużo.
Czasem można się spotkać z określeniem, że okolice Buska to “polska Toskania”. Czy to nawiązanie wynika wyłącznie z liczby słonecznych dni?
Jerzy Szydłowski: Słońce rzeczywiście jest jednym z naszych znaków rozpoznawczych. Od lat trwa zresztą dyskusja, czy w herbie Buska widnieje słońce, czy hostia. Myślę, że w zależności od kontekstu czasem jest to hostia, która nas duchowo wzmacnia i wyróżnia, a czasem słońce, które podkreśla, że Busko należy do miejsc z największą liczbą dni słonecznych w roku. Ten mikroklimat, w połączeniu z walorami zdrowotnymi wód, czyni nasze uzdrowisko tak wyjątkowym.
Tężnia i inne nowości – plany rozwoju uzdrowiska
Co jeszcze – oprócz klimatu i otoczenia – uważa Pan za ważne atuty Buska?
Jerzy Szydłowski: W ostatnich latach dla wielu gości naturalnym punktem odniesienia stała się tężnia. To ważna i bardzo udana inwestycja, która wzbogaciła ofertę turystyczną miasta. Choć oczywiście trudno oczekiwać, żeby goście, którzy spędzają u nas więcej niż kilka dni, każdego dnia odwiedzali tężnię i wyjeżdżali stąd wyłącznie z tym wspomnieniem.
Dlatego rozwijamy ofertę sportową i kulturalną. Dobrym przykładem są plany organizacji mistrzostw Europy w zawodach crossowych. Na obrzeżach gminy mamy kamieniołomy, które świetnie nadają się do tego typu imprez. Niosą one co prawda ze sobą trochę „zamieszania”, ale odbywają się poza zwartą zabudową, więc nie zakłócają spokoju mieszkańców. A jednocześnie przyciągają zupełnie nową grupę odbiorców.
Nie zapominamy również o otoczeniu i myślimy o uporządkowaniu oraz większym zazielenianiu przestrzeni publicznych, o większej liczbie kwiatów, planujemy również w jeszcze większym stopniu zadbać o czystość. Park Zdrojowy, z blisko 200-letnią historią, jest naprawdę wyjątkowym miejscem. Do tego dochodzi oczywiście klimat odpoczynku, słońca, no i życzliwości mieszkańców. To wszystko sprawia, że nasza oferta staje się coraz bardziej kompletna i komplementarna.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tężni. To druga co do wielkości taka konstrukcja w Polsce i jedna z najgłośniejszych inwestycji ostatnich lat. Czy są już w planach kolejne projekty, które mogą podobnie wzmocnić atrakcyjność Buska?
Jerzy Szydłowski: Tak, choć trzeba podkreślić, że część z nich zależy od zewnętrznych inwestorów. Busko, z racji swojej atrakcyjności, stało się miejscem, w którym prywatny kapitał chętnie lokuje środki w nieruchomości. Od zeszłego roku prowadzę rozmowy dotyczące dużej inwestycji obejmującej otwarte baseny mineralne, nowoczesne zaplecze hotelowe oraz salę koncertową na około tysiąc miejsc. Teren jest już wykupiony, inwestor jest, natomiast wciąż czekamy na ostateczną decyzję inwestycyjną. Mam nadzieję, że ten projekt w końcu ujrzy światło dzienne, bo byłby ogromnym wzmocnieniem dla miasta.
Warto także podkreślić, że już trzeci rok z rzędu nie podnosimy stawek podatku od nieruchomości. Dzięki temu w kieszeniach mieszkańców, ale przede wszystkim przedsiębiorców – podmiotów uzdrowiskowych i inwestorów – zostają realnie duże pieniądze. Liczymy, że przynajmniej część z tych środków zostanie przeznaczona na kolejne inwestycje i rozwój oferty.

A inwestycje prowadzone bezpośrednio przez miasto?
Jerzy Szydłowski: Tutaj również zainicjowaliśmy kilka projektów. Jeden z ważniejszych dotyczy rozwoju infrastruktury sportowej. Stadion w Busku-Zdroju cieszy się dużym zainteresowaniem wśród drużyn z Polski i z zagranicy, ale dziś ta oferta nie odpowiada na wszystkie potrzeby. Zdarza się, że brakuje miejsc noclegowych czy odpowiedniego zaplecza. Stąd m.in. pomysł budowy parkingu wielopoziomowego w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu, a jeśli uda się wygospodarować przestrzeń – także dodatkowego boiska i niewielkiego obiektu hotelowego, który mógłby być prowadzony przez Ośrodek Sportu i Rekreacji. W sąsiedztwie mamy już halę sportową należącą do powiatu, współpraca układa się bardzo dobrze, więc w perspektywie kilku lat moglibyśmy stworzyć naprawdę bogatą ofertę dla sportu wyczynowego i amatorskiego.
Równolegle pracujemy nad poprawą jakości terenów zielonych. Dobrym przykładem jest działka gminy poniżej Małpiego Gaju. To około 2 hektary, na których planujemy stworzyć m.in. zielony labirynt i miejsce codziennego wytchnienia dla mieszkańców. Nie chodzi o wycinkę drzew – przeciwnie, chcemy chronić nasze tereny zielone i rozwijać je w sposób przyjazny środowisku.
Do tego dochodzą inwestycje na terenach wiejskich. Jesteśmy na etapie rozstrzygania przetargu na budowę ścieżki rowerowej Busko–Solec o długości ponad 20 km. Mam również nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda się uruchomić ścieżkę Busko–Wiślica, co dodatkowo mogłoby spiąć w całość walory zdrowotne i historyczne naszego regionu.
