Czasem wystarczy sama myśl o nadchodzącym urlopie, by poczuć ulgę i przypływ energii. Planowanie podróży może działać jak emocjonalna kotwica – pomaga przetrwać intensywny okres w pracy i daje poczucie, że przed nami czeka coś dobrego. Jak ten mechanizm tłumaczy psychologia? Dlaczego oczekiwanie bywa równie ważne jak sam wyjazd? I w jaki sposób podróże wpływają na nasze samopoczucie jeszcze długo po powrocie? O tym rozmawiamy z Franciszkiem Ostaszewskim, psychologiem z Uniwersytetu SWPS.

Lato first minute. W ostatnich latach hasło to zyskuje ogromną popularność zarówno wśród podróżnych, jak i samej branży turystycznej. Ludzie planują wyjazdy coraz wcześniej, a wśród głównych atutów takiego podejścia wymieniają przystępniejsze ceny i większą dostępność noclegów. Jak psychologia tłumaczy potrzebę planowania? Czy może to poprawiać nasze samopoczucie na co dzień?

W psychologii rzadko mamy odpowiedzi zero-jedynkowe, więc również w tym przypadku wszystko zależy od wielu czynników i różnic indywidualnych. Natomiast ogólnie planowanie, wyznaczanie celów i porządkowanie przyszłości to aktywności, które wiele osób lubi, ponieważ wzmacniają poczucie kontroli i redukują niepewność.

Kiedy podejmujemy decyzję – zawodową czy wyjazdową – i wiemy, co nas czeka, często rośnie poczucie sprawczości oraz wewnętrzny spokój. Dzięki temu łatwiej skupić uwagę na innych sprawach, bo to, co było ważne do zaplanowania, jest już ustalone. Dodatkowo, gdy plan zakłada przyjemne doświadczenia, takie jak wyjazd zagraniczny, może to działać na nas motywująco. Wówczas na horyzoncie pojawia się konkretna nagroda, która dla wielu może stanowić realne wsparcie w codziennym funkcjonowaniu. Łatwiej wtedy „dowieźć” obowiązki, zamknąć projekty i wejść w urlop z czystszą głową.

Działa tu jeszcze jeden mechanizm, a mianowicie antycypacja wydarzeń, która budzi dobre emocje. Aby poczuć przyjemne podekscytowanie, wystarczy przypomnienie, że już za kilka tygodni lub miesięcy czeka nas podróż, a sama myśl o tym sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy już częściowo byli w tej sytuacji.

Magazyn Travelist: Dlaczego podróże poprawiają nastrój jeszcze zanim się zaczną?

Warto jednak zaznaczyć, że ludzie czasem mylą się w prognozowaniu tego, jakie emocje będą odczuwać w przyszłości. Możemy przeceniać skalę satysfakcji czy radości, a potem odczuć rozbieżność między oczekiwaniami a rzeczywistością. Jeśli ta rozbieżność jest duża, może prowadzić do rozczarowania i frustracji.

W praktyce trudno nie mieć oczekiwań, gdy planujemy wyjazd. Czy da się podejść do tego tak, żeby nie budować zbyt wyidealizowanego obrazu i zmniejszyć ryzyko rozczarowania?

Nie ma jednej uniwersalnej „recepty”, ale można zwiększać szanse na realistyczne nastawienie. Najprościej mówiąc, warto planować możliwie przyziemnie. Po pierwsze, dobrze jest weryfikować warunki, takie jak pogoda o tej porze czy dostępne atrakcje. Chodzi o to, by mieć bardziej adekwatny obraz miejsca, w którym wylądujemy.

Po drugie, kluczowa jest samokontrola w budowaniu narracji. Często to nie same oczekiwania są problemem, lecz ich forma, zwłaszcza gdy stają się skrajnie wyidealizowane i nie uwzględniają typowych przeszkód, jak np. zmęczenie, kolejki, zmiana pogody czy zwykły spadek energii.

W praktyce bardzo pomaga planowanie alternatyw. Bo gdy zakładamy, że cała radość wyjazdu zależy od jednego scenariusza – np. pełnego słońca i braku opadów przez tydzień – ryzyko frustracji rośnie. Dlatego lepiej mieć w zanadrzu pomysły na to, co zrobić, jeśli pierwotny plan się nie uda.

Magazyn Travelist: Dlaczego podróże poprawiają nastrój jeszcze zanim się zaczną?

Ważne jest też, by zamiast planować wyjazd wyłącznie z perspektywy emocji („będzie cudownie, będę szczęśliwa”), konkretyzować także działania, które mogą do tych emocji prowadzić. Przykładowo maksymalnie ograniczyć korzystanie z telefonu, zwolnić tempo, obserwować otoczenie z większą uważnością, więcej się ruszać i regenerować. Sam fakt bycia w innym miejscu nie gwarantuje, że poczujemy spokój, tryb wypoczynkowy automatycznie się włączy. Często trzeba wykonać pewien zestaw działań, by to się wydarzyło.

I wreszcie: nie oczekujmy ciągłej euforii. Nawet na bardzo udanym wyjeździe emocje falują. Realistyczne podejście zakłada raczej wyjątkowe momenty niż nieprzerwany tydzień zachwytu. To zmniejsza ryzyko rozczarowania, a jednocześnie pozwala bardziej docenić te fragmenty, które naprawdę zapadają w pamięć.

Wydaje się, że planowanie ma też ciemną stronę medalu. Część osób rozpisuje bowiem wyjazd godzina po godzinie, punkt po punkcie. Z jednej strony może to dawać poczucie kontroli. Z drugiej natomiast, jeśli jeden element się nie uda, może pojawić się frustracja. Czy taki sposób planowania naprawdę szkodzi?

Dla większości osób żadna skrajność nie jest najlepszym rozwiązaniem. W przypadku bardzo szczegółowego planu ryzyko jest takie, że założenia są zbyt optymistyczne, a wręcz nierealistyczne. Trudno zaplanować wyjazd co do minuty i zakładać, że wszystko się wydarzy zgodnie z harmonogramem.

Natomiast to, czy taki styl planowania jest nieodpowiedni, zależy od osoby. Dla ludzi z silną potrzebą kontroli dokładny plan może być źródłem komfortu, nawet jeśli wiąże się z ryzykiem, że coś nie wyjdzie. Próba narzucenia im pełnej spontaniczności może zwiększyć stres zamiast go zmniejszyć.

Widać to też w dynamice grup, gdzie jedna osoba chce planować, druga woli improwizować. W takich sytuacjach warto szukać kompromisu, bo dla części osób brak planu bywa na tyle obciążający, że potrafi zabrać radość z tego, co dzieje się tu i teraz, ponieważ w tle pojawia się napięcie związane z brakiem ustaleń.

Z drugiej strony są osoby, które najlepiej czują się w modelu maksymalnie spontanicznym. One akceptują ryzyka takiego podejścia i właśnie w tym odnajdują radość podróżowania. Dlatego nie ma jednej, dobrej dla wszystkich strategii. Najważniejsze jest dopasowanie stylu planowania do potrzeb, preferencji i tego, w jakiej grupie podróżujemy.

Niezależnie od tego, czy planujemy bardziej, czy mniej, wiele osób mówi, że podróż pomaga „złapać oddech” i spojrzeć na codzienność inaczej. Czy psychologia potwierdza, że taka zmiana kontekstu sprzyja dobrostanowi?

Zmiana otoczenia i przerwanie rutyny są istotne dla regeneracji. Nowy kontekst to inne bodźce, inny rytm dnia, inni ludzie. To pomaga odświeżyć uwagę i „wybić” nas z automatyzmów, w które łatwo wpadamy w codziennym życiu. Co ważne, taki efekt może pojawić się nawet wtedy, gdy wyjazd nie jest perfekcyjny. Sama zmiana warunków i perspektywy często ma wartość, ponieważ mózg i ciało dostają sygnał, że funkcjonujemy inaczej niż zwykle.

Dodatkowo wiele wyjazdów wiąże się z odsunięciem od nadmiaru bodźców, które mamy w mieście, czyli hałasu, reklam, intensywnego tempa. Cisza, natura i spokojne otoczenie sprzyjają odpoczynkowi, większej uważności. Jeśli możemy choć na chwilę oddalić się fizycznie i psychicznie od środowiska kojarzonego z obowiązkami, to często działa bardzo wspierająco.

Czy długość wyjazdu ma znaczenie? Inaczej działa krótki city break, a inaczej dwutygodniowa podróż w zupełnie odmienną kulturę. Czy można wskazać, co lepiej wpływa na samopoczucie?

Można spotkać rekomendacje, że częstsze, krótsze wyjazdy bywają korzystniejsze niż jeden długi urlop w roku. Ponieważ regularnie resetuje uwagę, obniża poziom stresu. Taka strategia dobrze działa zwłaszcza wtedy, gdy praca jest bardzo wymagająca i obciążająca.

Magazyn Travelist: Dlaczego podróże poprawiają nastrój jeszcze zanim się zaczną?

Z drugiej strony, jeśli ktoś ma względnie stabilny rytm życia i nie czuje ciągłego przeciążenia, dłuższy wyjazd raz w roku może być lepszym wyborem, bo pozwala głębiej wejść w nowe miejsce. Nie da się poznać odległej od nas kultury w kilka dni, a dla części osób właśnie to zanurzenie jest najcenniejsze.

Często słyszy się też, że w nowym miejscu stajemy się „inną wersją siebie”. Bardziej otwartą, ciekawą świata, skłonną do eksperymentowania. Czy rzeczywiście tak to działa?

Rzeczywiście nowy kontekst, inne otoczenie mogą wydobywać inne zachowania. Gdy wykraczamy poza rutynę, mamy mniej automatyzmów, jest łatwiej o spontaniczność, próbowanie nowych rzeczy, nowe rozmowy, inne formy interakcji z ludźmi czy środowiskiem.

Bywa to powiązane z motywacją do poszerzania własnych horyzontów, czyli rozwijania się, zmiany perspektywy, a czasem także do pogłębionej refleksji nad sobą. Taka nowość sprzyja poczuciu żywotności i sensu zarówno na poziomie psychicznym, jak i fizycznym. Można zatem powiedzieć, że podróże zwiększają potencjał do zobaczenia i przetestowania „innej wersji siebie”.

A po powrocie? Wracając z udanego wyjazdu, przez chwilę patrzymy na codzienność inaczej niż dotychczas. Jak bardzo podróże oddziałują na naszą perspektywę?

Wówczas pojawia się dystans psychologiczny. Oderwanie od rutyny sprzyja refleksji i poszukiwaniu odpowiedzi na pytania: co jest wyborem, co nawykiem, co mogę zmienić, co jest dla mnie ważne. Taki widok z góry bywa cenny.

Jednocześnie powrót do domu uruchamia mechanizm porównań. To może działać w dwie strony. Z jednej, wzmacniać wdzięczność i zadowolenie. Z drugiej – jeśli idealizujemy wyjazd i negatywnie oceniamy codzienność – kontrast może nas emocjonalnie dołować.

Magazyn Travelist: Dlaczego podróże poprawiają nastrój jeszcze zanim się zaczną?

Duże znaczenie ma też sam moment powrotu. Jeżeli wpadamy w pracę natychmiast, w intensywnym tempie, z presją zaległości, to trudniej o spokojną adaptację i pozytywne domknięcie urlopu. Dlatego często podkreśla się, że warto sensownie zaplanować pierwsze dni po powrocie. Tak, by nie był to skok na głęboką wodę.

Skoro mówimy o porównaniach: dlaczego po wyjazdach tak często idealizujemy miejsca, które zobaczyliśmy tylko fragmentarycznie? Skąd bierze się wrażenie, że gdzieś jest lepiej?

Im większy kontrast między wyjazdem a codziennością, tym większa skłonność do idealizowania. Jeśli po powrocie trafiamy w trudny, wymagający okres, łatwo zbudować narrację: „tam była wolność, tu są obowiązki”. Ponadto idealizowanie wspomnień może być skutecznym sposobem na radzenie sobie z obciążeniem tu i teraz. Podtrzymuje nadzieję, że za chwilę znów będzie lepiej, że czeka nas kolejny odpoczynek.

Jest też kwestia pamięci. Ona nie zapisuje rzeczywistości jeden do jednego, tylko przechowuje wycinki. Zwykle silniej zostają te jaskrawe, przyjemne momenty, jak np. piękne kadry, zachody słońca, wyjątkowe doświadczenia. Trudniejsze elementy, przykładowo zmęczenie, czekanie lub drobne niepowodzenia, często z czasem blakną. Do tego dochodzi znany mechanizm błędnego prognozowania emocji – zarówno w przyszłość, jak i w przeszłość, przeceniamy intensywność pozytywnych odczuć. W rezultacie wyjazd we wspomnieniach potrafi być lepszy niż w realnym przeżyciu, a to sprzyja idealizacji.

Na koniec chciałbym zapytać o dwa skrajne style odpoczynku. Jedni wybierają ciszę, regenerację i minimalną liczbę bodźców. Inni stawiają na aktywność, intensywne przeżycia, sporty ekstremalne. Jak psychologia tłumaczy te różnice?

Jeśli w naszym życiu na co dzień dominuje stres i przeciążenie, częściej będzie nas ciągnąć do wyjazdów regeneracyjnych, czyli ciszy, spokoju, ograniczenia bodźców. Organizm w ten sposób domaga się wyhamowania.

Jeżeli natomiast dominuje znużenie, spadek ciekawości i poczucie zbyt dużej rutyny, to częściej pojawia się potrzeba stymulacji, nowości, wyzwań. Wtedy wyjazd aktywny bywa naturalnym sposobem, by „naładować” baterie.

Magazyn Travelist: Dlaczego podróże poprawiają nastrój jeszcze zanim się zaczną?

W obu przypadkach podróż pełni funkcję uzupełnienia deficytów, które pojawiły się wcześniej. Dlatego warto nauczyć się odczytywać sygnały wewnątrz siebie: jak czuję się przed urlopem, czego mi brakuje, czego potrzebuję. Dla wielu osób najlepsze będzie połączenie obu stylów wypoczynku, dopasowane do czasu, możliwości i osobistych preferencji.

O rozmówcy

Franciszek Ostaszewski, psycholog, doktorant na Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS, członek Centrum Badań Behawioralnych nad Decyzjami. Badawczo zajmuje się analizą procesów decyzyjnych ludzi oraz ich dobrostanem i zdrowiem. Równolegle trener personalny, pasjonat ruchu i propagator aktywności fizycznej.