Rozmowa z Natalią i Jędrzejem z bloga Hvala.pl – Polakami, którzy od lat mieszkają w Czarnogórze, prowadzą biuro podróży i organizują wyjazdy po całym kraju. O tym, dlaczego właśnie teraz ten kierunek najbardziej zyskuje na popularności, czym wygrywa z Chorwacją i Albanią oraz co zaskakuje podróżnych na miejscu.
Zacznijmy od kontekstu – jesteśmy tuż przed sezonem. Czy w tym roku widzicie większe zainteresowanie Czarnogórą?
My patrzymy na to z trochę szerszej perspektywy, bo Czarnogórą zajmujemy się od 2017 roku i od tego momentu obserwujemy, jak zainteresowanie tym kierunkiem rośnie.
Oczywiście były momenty przełomowe. Największy to lata 2020–2021, kiedy Czarnogóra – obok Albanii – była jednym z niewielu krajów dostępnych dla turystów. Wtedy zobaczyliśmy ogromny skok. Nagle Polacy, którzy wcześniej niekoniecznie myśleli o tym kierunku, zaczęli go odkrywać, bo inne opcje po prostu zniknęły.
I teraz mamy trochę podobną sytuację, choć z powodu zawirowań geopolitycznych.

Część dalszych kierunków, w tym egzotycznych, wymagających długich lotów lub przesiadek, zaczyna być postrzegana jako mniej przewidywalna. I wtedy pojawia się potrzeba czegoś bliższego. Czarnogóra bardzo na tym korzysta. Lot z Polski trwa około półtorej godziny. Można tu dojechać samochodem, a nawet – przy odrobinie determinacji – komunikacją mieszaną. To daje poczucie bezpieczeństwa, że w razie czego zawsze można wrócić na różne sposoby.
Ale to nie jest tylko efekt sytuacji na świecie, bo w ostatnich latach zwiększyła się liczba czarterów i lotów rejsowych, rozwija się także baza hotelowa. W tym roku doszła baza Wizz Aira w Podgoricy, co pozwoliło zwiększyć liczbę połączeń z Polski. Ryanair też reaguje i zwiększa siatkę. Nagle mamy rekordowo dużo lotów, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia.
Na ile waszym zdaniem na rosnące zainteresowanie Czarnogórą wpływa po prostu to, że jest to kierunek atrakcyjny sam w sobie? Co wyróżnia ten kraj na tle bałkańskich sąsiadów?
Ostatnie 20 lat upłynęło pod znakiem dominacji Chorwacji na regionalnym rynku turystycznym. Można tam dojechać samochodem, jest mnóstwo kempingów czy prywatnych kwater. To kraj bardziej „europejski” niż „bałkański”, który dodatkowo jest członkiem UE, więc samo to sprawia, że dla polskiego turysty podróżowanie jest po prostu łatwiejsze.
Natomiast od kilku lat ceny w Chorwacji znacząco rosną. Do tego dochodzi naturalna chęć zmiany otoczenia – jeśli ktoś był tam pięć czy sześć razy, to zaczyna rozglądać się za innymi możliwościami. Dlatego mniej więcej od 2017 roku ludzie zaczęli aktywniej odkrywać Czarnogórę.
Cenowo jesteśmy teraz pomiędzy droższą Chorwacją a tańszą Albanią.
Czyli także pod względem oferty Czarnogóra ustawia się gdzieś pośrodku?
Tak, tylko że Chorwacja przez lata bardzo mocno stawiała bardziej na prywatne noclegi niż na hotele. Albania natomiast rozwija hotelarstwo, budują naprawdę imponujące obiekty. W Czarnogórze rynek jest najbardziej zróżnicowany.
Tu jest wszystko: od niedużych kempingów po duże hotele resortowe, a dodatkowo wysoki serwis w wielu miejscach. Do tego dochodzi rozwój w stronę turystyki luksusowej, czego najlepszymi przykładami są miejsca w Zatoce Kotorskiej, jak Porto Montenegro czy Portonovi, a także Luštica Bay.
Jeżeli ktoś więc szuka podczas jednego pobytu kilku rzeczy naraz – chce spędzić trzy dni w luksusowej marinie, dobrze zjeść, trochę pozwiedzać kulinarnie, a później spakować się i za dwie godziny pojechać w góry, spacerować z owcami i kozami – to w Czarnogórze może to zrobić praktycznie w ciągu jednego dnia.
A gdybyście mieli wskazać jedną najważniejszą przewagę Czarnogóry?
Czarnogóra jest idealnym krajem, żeby zacząć odkrywać Bałkany. Dlatego, że po latach obecności w UE Chorwacja troszeczkę traci już ten prawdziwy bałkański charakter. Wiemy, że kraje unijne zaczynają się w wielu kwestiach ujednolicać, co miłośnikom dawnej Chorwacji niekoniecznie się podoba, bo lubią bałkański klimat. Albania natomiast rozwija się fantastycznie pod kątem bazy hotelowej, a w ostatnich latach hotele rosną jak grzyby po deszczu.
Czarnogóra zachowała bałkański charakter, tę “dzikość”. Nie ma jeszcze wszystkich norm unijnych, nadal można kupować jedzenie czy wyroby od gospodarza, wiele rzeczy nie jest jeszcze aż tak „ucywilizowanych”, jeśli można to tak określić.
Czyli z jednej strony autentyczność, a z drugiej brak chaosu?
Dokładnie. Z jednej strony mamy ten autentyczny charakter, a z drugiej jest bezpiecznie i intuicyjnie, jeśli chodzi o zwiedzanie. Od początku naszej działalności dostajemy bardzo dużo wiadomości od gości, którzy piszą nam, że przy pomocy naszego bloga i wskazówek pierwszy raz wyjechali do Czarnogóry.
Czego tak naprawdę szukają turyści, którzy przyjeżdżają do Czarnogóry?
Wydaje nam się, że przede wszystkim chodzi o wspomnianą autentyczność podróży i różnorodność. Często słyszymy, że w Europie – owszem – architektura bywa różna i wyróżniająca się, ale jeśli chodzi o kuchnię, to bardzo często kończy się na tym, że kupujemy te same produkty w tych samych sieciach marketów. Dlatego Bałkany i Czarnogóra zyskują na popularności, bo w wielu miejscach są jeszcze takie, jak 15-20 lat temu.
Nie mamy też do czynienia z taką masową turystyką, o jakiej słyszymy choćby w przypadku Hiszpanii czy Włoch. Czarnogóra to mały kraj i nawet fizycznie nie ma takich możliwości, żeby skomercjalizować turystykę na tak dużą skalę. Ukształtowanie terenu też bardzo to ogranicza.
A co Wy najbardziej lubicie w Czarnogórze?
Szczególne miejsce w naszym sercu zajmują kulinaria. To też jeden z powodów, dla których tak wielu Polaków odwiedza Czarnogórę. Gdy jedziemy w góry i próbujemy lokalnego jedzenia, to smak mięsa, warzyw, owoców czy serów jest wyjątkowy. My uwielbiamy tę część podróżowania i staramy się zarażać nią innych.
Poza tym bardzo cenimy dzikość czarnogórskiej przyrody. Kiedy jesteśmy z naszymi gośćmi w parkach narodowych, oni się często dziwią, że w lipcu i sierpniu można spokojnie spacerować i nie ma tłumów. Szlaki są przepiękne i dostępne, a spotkanie pięciu-dziesięciu osób w jednym miejscu graniczy z cudem. Okazuje się, że można mieć przestrzeń, ciszę i swobodę nawet w szczycie sezonu.
Spójrzmy na turystów trochę szerzej – są przecież osoby, które wolą aktywnie zwiedzać i są też takie, które szukają spokojniejszego wypoczynku. Czy Czarnogóra jest kierunkiem, w którym obie te grupy znajdą coś dla siebie?
Myślę, że wciąż przewaga jest po stronie turystów, którzy poszukują aktywnego wypoczynku. Trudno porównywać hotele w Czarnogórze z takimi kierunkami jak Turcja czy Egipt. Wybrzeże tu jest bardziej skaliste, a sposób wypoczynku wygląda inaczej.
Oczywiście są miejsca takie jak Ulcinj i Velika Plaža, gdzie można spędzić tydzień tylko na plaży. Ale wydaje mi się, że to jednak mniejszość. Natomiast jeżeli ktoś chce połączyć odpoczynek ze zwiedzaniem, chodzeniem po górach, to już ma więcej możliwości.
Rozumiem jednak, że spokojne oblicze Czarnogóry też istnieje?
Zdecydowanie tak. Zawsze podkreślamy, że Czarnogóra to kraj kontrastów pod każdym względem: ukształtowania terenu, klimatu, krajobrazu. I chyba właśnie dlatego najlepiej go tak opisać.
Bardzo lubimy też mówić, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy zarówno budżetowe noclegi – i na wybrzeżu, i w górach – jak i hotele pięciogwiazdkowe czy luksusowe mariny.
A jeśli ktoś szuka spokojnego wypoczynku, to wcale nie musi oznaczać tylko morza. Bo często obserwujemy takie myślenie: urlop = plaża. Bo nawet w szczycie sezonu, kiedy na wybrzeżu jest gorąco i tłoczno, można pojechać w góry – nad rzeki i jeziora – gdzie czeka dobra baza hotelowa i zupełnie inny klimat. My widzimy, że coraz więcej osób szuka wypoczynku bliżej natury, niekoniecznie nad morzem. A Czarnogóra daje tu ogromne możliwości.
Ba, często ludzie przyjeżdżają na dwa tygodnie, z czego jeden spędzają w górach, a w kolejnym przenoszą się na wybrzeże, by zwiedzić Kotor, Budvę, starówki, gdzie panuje większy wakacyjny harmider.
Jak dużym priorytetem jest turystyka dla krajowych władz? Czy wspierają biznes, inwestycje?
Turystyka jest priorytetem i to od wielu lat. Tak naprawdę nie ma tu drugiej tak silnej gałęzi gospodarki. Wszystko opiera się na usługach i turystyce.
W ostatnich pięciu latach powstało mnóstwo nowych inwestycji: budują się nowe resorty, hotele. I to nie tylko inwestycje krajowe, ale też zagraniczne – ze środków unijnych, ze Stanów Zjednoczonych czy z Bliskiego Wschodu.
Czyli państwo też widzi w tym strategiczny kierunek?
Niewątpliwie tak. Jesteśmy w momencie bardzo mocnego przeobrażenia Czarnogóry. Widzimy wiele zmian związanych z prowadzeniem biznesu. Do tego dochodzą wielkie inwestycje infrastrukturalne, zwłaszcza drogowe – powstają nowe drogi, połączenia z Tivatem, Kotorem, lotniskiem, również w centralnej i górskiej części kraju dużo się dzieje. Czarnogóra znajduje się w fazie intensywnego rozwoju i wciąż czeka na taki prawdziwy boom turystyczny.
Co koniecznie trzeba zobaczyć w Czarnogórze? Jakie miejsca albo doświadczenia najlepiej pokazują ten kraj?
Choć mieszkamy w Budvie głównie z powodów logistycznych i zawodowych, to dla nas numerem jeden jest Zatoka Kotorska. I nie chodzi tylko o sam Kotor, czyli tę najbardziej znaną wizytówkę regionu, ale o całą zatokę i wszystkie małe miejscowości, ich krajobraz.
Współpracujemy z operatorami statków wycieczkowych i często słyszymy historie o tym, jakie wrażenie wywołuje to miejsce w ludziach. Goście wychodzą na balkony, na tarasy i po prostu patrzą dookoła. Podziwiają moment, w którym wpływają z morza do zatoki otoczonej górami sięgającymi ponad tysiąc metrów. Mówią wtedy, że to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widzieli w trakcie całego rejsu.

Dla nas Zatoka Kotorska jest wyjątkowa ze względu na widoki, ukształtowanie terenu i tę różnorodność. Można kąpać się w morzu, wybrać się na rejs, a następnego dnia wyjść na trekking i patrzeć z góry na całą zatokę. Dlatego w Czarnogórze nie trzeba wybierać między morzem a górami, bo tu często jedno i drugie spotykają się w jednym miejscu.
Gdzie jeszcze zabralibyście kogoś, kto do Czarnogóry przyjeżdża po raz pierwszy?
Naturalnie zachwycająca jest również część górska. A z wyjątkowych doświadczeń warto wspomnieć o raftingu na rzece Tarze. Przyroda jest tam spektakularna – kolory, turkusowa woda, krajobrazy. A po drodze jeszcze jedzenie, które przygotowuje się w tradycyjny sposób, mięso robi się w popiele. Ludzie widzą piec, specjalne naczynia, cały proces przygotowania, co pobudza zmysły.
W dużym stopniu takie autentyczne doświadczenia biorą się z tego, że lokalni mieszkańcy po prostu lubią dobrze zjeść. A skoro sami jedzą dobrze i są dumni ze swoich produktów, to chcą się tym dzielić z gośćmi.
Dlatego też nie mamy tak bardzo zmasowanej turystyki i można wciąż doświadczyć niezadeptanych gór, przestrzeni, lokalnego jedzenia i naturalnego zderzenia morza z górami.
Skoro jesteśmy już przy jedzeniu, to dopytam: co kulinarnie wyróżnia Czarnogórę? Czego warto spróbować?
Na wybrzeżu wyróżnia się ogromny wybór owoców morza: krewetki, kalmary, ośmiornice. Tego na pewno nie zabraknie. Tu również widoczne są mocne wpływy kuchni śródziemnomorskiej, więc pojawiają się pizza, makarony. Ale też ryby: dorada z Zatoki Kotorskiej czy tuńczyk z dzikich połowów, co dla wielu turystów jest ogromnym zaskoczeniem. Są też pstrągi i karp z Jeziora Szkoderskiego.

Wystarczy jednak przejechać pół godziny w głąb kraju i wszystko się zmienia. Restauracje, menu, sposób jedzenia. Tam zdecydowanie dominują mięsa i sery. Jest mnóstwo gospodarstw, które same je produkują, po czym często trafiają one nawet do hoteli pięciogwiazdkowych.
Mamy też bardzo charakterystyczne sery, jak kajmak – tłusty, kremowy ser o delikatnym, lekko słonym smaku. Jeśli chodzi o mięsa, to w górach podstawą są jagnięcina i cielęcina.
Do tego owoce, warzywa, pomidory, melony, granaty, cytrusy, kiwi. I oczywiście wina, z których Czarnogóra może być naprawdę dumna.
Jak wygląda Czarnogóra poza sezonem?
Sezon letni zaczyna się właściwie już w kwietniu i trwa do połowy października. Zresztą październik jest dla nas jednym z najlepszych miesięcy w roku: morze wciąż ciepłe, turystów już mniej, a temperatura wynosi około 25 stopni. Zimą natomiast można przenieść się w góry, kiedy już pojawia się śnieg, żeby pojeździć na nartach lub snowboardzie.
Na wybrzeżu natomiast można spędzać czas przez cały rok. Są takie dni, kiedy zimą jest ponad 20 stopni. Większe miasta nad morzem działają normalnie, restauracje i atrakcje są otwarte. Do tego zimą świetnie sprawdzają się trekkingi na wybrzeżu, bo latem jest na nie za gorąco.
No właśnie, co z turystyką zimową? Jak bardzo rozwiniętą ofertę ma Czarnogóra w tej kategorii?
To dynamicznie rosnący segment. Z Podgoricy do popularnego Kolašina – popularnego zimowego kurortu – prowadzi autostrada. W samej miejscowości powstają nowe inwestycje, hotele, rozbudowywana jest infrastruktura narciarska, która liczy około 45 km tras.
Oczywiście nie łudźmy się, to nie są Alpy. Wysokości są mniejsze, a warunki zależą od konkretnego sezonu. Ale przy dobrej zimie, tak jak było w tym roku, miłośnicy sportów zimowych będą mile zaskoczeni.
Pamiętajmy przy tym, że ogromną zaletą Czarnogóry jest jej kompaktowość, więc nawet jeśli będziemy chcieli szybko zmienić otoczenie, to w dwie-trzy godziny z gór dotrzemy nad morze i vice versa. Jednym zdaniem: połączenie idealne!
O rozmówcach

Natalia i Jędrzej razem prowadzą lokalną agencję turystyczną w Czarnogórze, w ramach której organizują wyjazdy dla klientów indywidualnych i firm (incentive), a także oferują transfery, wynajem samochodów oraz autorskie wycieczki. Działają w kameralnych grupach, z dala od masowej turystyki, stawiając na wysoki standard i dopracowane doświadczenia.
Od początku przyświeca im jedna idea: pokazywać Czarnogórę bez pośpiechu, przez pryzmat smaków, lokalnych historii i autentycznych miejsc. To naturalna kontynuacja ich drogi, którą zaczęli od bloga, dzieląc się pasją do tego kraju.




