Wyjątkowy hotel, wyjątkowy samochód, wyjątkowe towarzystwo – taki weekend nie może się nie udać! W kolejnej odsłonie naszego cyklu “Poznaj Polskę na 4 kołach z Travelist & Jeep” wsiadamy na pokład Jeepa Compass i w towarzystwie międzypokoleniowej ekipy pod dowództwem Ani Brauer i Michała Solskiego ruszamy w Karkonosze. Zapnijcie pasy!
Odjechany weekend w górach z Travelist.pl & Jeep Compass Overland 4xe
“Poznaj Polskę na 4 kołach z Travelist & Jeep” to nowy cykl weekendowych inspiracji w Magazynie Travelist, stworzony wspólnie z legendarną amerykańską marką samochodów terenowych. W towarzystwie różnych osobistości ze świata social mediów – podróżujących rodzinnie, w duecie oraz większą ekipą – zapraszamy do odkrywania kolejnych fascynujących miejsc na mapie naszego kraju.
Tym razem proponujemy trasę, która będzie prawdziwą gratką dla wszystkich, którzy kochają smak przygody, piękne widoki, unikalne w skali całej Europy zabytki i tajemnicze historie – a do tego lubią poczuć dreszczyk emocji za kółkiem. Wszystko to czeka na turystów na Dolnym Śląsku.
Uwielbiamy góry, więc każdy ich widok z samochodu powodował uśmiech na naszych twarzach! Warto również wspomnieć o krętych drogach, które na pewno spodobają się fanom motoryzacji. Sprawiały, że jazda była jeszcze ciekawsza.
W drogę z Warszawy do Szklarskiej Poręby – gdzie naszym celem był hotel klasy premium Platinum Mountain Hotel & SPA ***** – wyruszyliśmy komfortowym Jeepem Compass Overland z napędem Plug-in Hybrid 4xe, który łączy w sobie niezrównany przy eksplorowaniu górskich terenów napęd na cztery koła z najnowszą technologią hybrydową, która umożliwia jazdę z wykorzystaniem zarówno paliwa, jak i energii elektrycznej.

W karkonoskiej eskapadzie towarzyszyła nam zgrana rodzinna ekipa – jedna z najgorętszych par polskiego Internetu, czyli Ania Brauer (@brauerania) i Michał Solski (@majkelso), a także siostra Ani Hania, ich mama Krystyna oraz jeszcze jeden wyjątkowy pasażer, czyli pies Colby.

Komfort, bliskość natury, lokalne tradycje oraz przyjazny, rodzinny klimat – w tym miejscu wszystkie te elementy harmonijnie łączą się w jedną całość. Platinum Mountain Hotel & SPA to ekskluzywny górski kompleks składający się z 5-gwiazdkowego hotelu, rodzinnych Platinum Apartments oraz osobnej części przeznaczonej tylko dla osób 12+, czyli Platinum Adults.
Mieści się w spokojnej części Szklarskiej Poręby, a czerpiąca z tradycji regionu architektura naturalnie wtapia się w górski las rozciągający się tuż obok. Dolna stacja kolejki na Szrenicą oddalona jest o mniej niż 15 minut spacerem – a do centrum kurortu jest niewiele dalej.
Na tle innych hoteli, w których byliśmy, Platinum Mountain wyróżnia się przede wszystkim wysokim poziomem obsługi i personelu, który buduje zaufanie do obiektu. Dodatkowo na uwagę zasługiwała nienaganna czystość oraz doskonała lokalizacja z pięknymi widokami na Karkonoski Park Narodowy.

Naszą bazą była hotelowa, 5-gwiazdkowa część kompleksu. Na gości czeka tam 145 jasnych, przestronnych pokoi, urządzonych w naturalnych odcieniach szarości i beżu. Wszystkie posiadają balkony z widokiem na góry lub las.
Pokoje były przestronne i wygodne, dzięki czemu bez problemu nawet w większej grupie pobyt będzie bardzo komfortowy.
Ale to nie wszystko. Ekipa, z którą podróżowaliśmy – z racji posiadania w składzie również czworonożnego przyjaciela – doceniła jeszcze jeden istotny detal:
Zawsze zwracamy uwagę na to, czy hotel jest przyjazny zwierzętom i Platinum Mountain jest naprawdę super otwarty na psich przyjaciół. Nie zdarzyło nam się nigdy, żeby dla pupila w pokoju czekało legowisko, miski, a nawet zabawka, więc było to miłe zaskoczenie.
W hotelu nie brakuje atrakcji, pośród których każdy – bez względu na wiek czy zainteresowania – znajdzie coś dla siebie. W rozbudowanej strefie wellness znajdziemy aż 3 baseny kryte – pływacki, rekreacyjny i basen dla dzieci – a także kompleks saun, wanny jacuzzi oraz specjalne stanowiska do floatingu. W cieplejszych miesiącach wyjątkową atrakcją jest podgrzewany basen zewnętrzny z leżakami, zbudowany w miejscu naturalnego górskiego stawu.
Ponadto goście mają do dyspozycji m.in. całodobową siłownię i szeroki wybór zajęć fitness. Na spragnionych głębokiego relaksu i odnowy czeka natomiast luksusowe SPA Dr Irena Eris Beauty Partner.
SPA w hotelu było na wysokim poziomie, a wybór zabiegów był naprawdę szeroki. Moja mama powiedziała, że dawno nie była tak zrelaksowana. Personel jest bardzo profesjonalny i można dowiedzieć się wielu rzeczy na temat swojej skóry, co na pewno jest przydatne na przyszłość.

Hotel jest miejscem przyjaznym rodzinie, więc dla dzieci – oraz wszystkich młodych duchem – przygotowano najróżniejsze sposoby na walkę z widmem nudy. Od MINI Clubu i bogatego programu animacji dla najmłodszych po Game Room i Teen Zone z automatami i konsolami do gier. Również grupy przyjaciół nie będą narzekać na brak wrażeń.
W hotelu panowała świetna atmosfera, w lobby barze spędzaliśmy wieczory przy planszówkach, a dla fanów gier na konsoli był dostępny specjalny pokój gier, który zdecydowanie przypadł do gustu Majkelowi.
Nie można wreszcie zapomnieć o doznaniach kulinarnych. Tych zaś z pewnością nie zabraknie we włoskiej restauracji Piatti, która jest gastronomicznym sercem hotelu. W menu króluje autentyczna włoska pizza, coś dla siebie znajdą również amatorzy makaronów – i słodkich deserów. A ciepłe, przytulne wnętrze sprzyja w gronie zarówno rodziny, jak i przyjaciół.
Bardzo pozytywnie zaskoczyło nas jedzenie, zarówno w bufecie, jak i w lobby oraz we włoskiej restauracji Piatti, w której spędziliśmy cudowny wieczór. Na pewno nikt tam nie chodził głodny! Duży wybór i przede wszystkim pysznie.

Wniosek?
To idealne miejsce na rodzinny wypad, ale również na wyjazd ze znajomymi, dlatego prędzej czy później zawitamy tam ponownie, bez zastanowienia!
Samochód na weekend: Jeep Compass Overland 4xe
Skoro wybieramy się w góry, to i wybór auta musi odpowiedni do obranej trasy. Dlatego tym razem nie było wątpliwości – do Szklarskiej Poręby zawiózł nas Jeep Compass w wersji Overland, który łączy w sobie komfort kompaktowego, hybrydowego SUV-a ze zdecydowanie bardziej terenowym charakterem niż w przypadku pozostałych odmian tego popularnego modelu.
Charakter ten podkreślony został m.in. przez największy ze wszystkich Compassów prześwit (213 mm) oraz specjalnie wyprofilowany przedni zderzak „off-road”, zwiększający tak ważny podczas jazy w terenie kąt najazdu. Oczywiście nie można zapomnieć o napędzie na cztery koła, co przekłada się na jeszcze większą moc i niezawodność. W zależności od aktualnych warunków system zarządzania trakcją Selec-Terrain® pozwala wybrać jeden z czterech trybów pracy napędu – Błoto, Śnieg, Sport lub Auto. Dla fanów terenowej jazdy dostępny jest również tryb 4LOW imitujący reduktor.
Jeep Compass to połączenie komfortu, wszechstronności i bezpieczeństwa, idealne zarówno na miejskie ulice, jak i górskie szlaki.

Jeep Compass Overland to auto nie tylko wszechstronne, ale też wyposażone w najnowszą technologię – i przyjazne środowisku. Jego sercem jest hybrydowy układ napędowy Plug-in 4xe, zapewniający łączną moc systemową silnika spalinowego i elektrycznego 240 KM. Tryb elektryczny pozwala na przejechanie do 56 km w cyklu miejskim na silniku elektrycznym, a pełne naładowanie akumulatora trakcyjnego za pomocą kabla Mode 3 zajmuje mniej niż dwie godziny (przy mocy ładowania 7,4 kW).
Wsiadając za kierownicę, czułem, że wsiadam do bezpiecznego samochodu i żadne warunki na drodze nie były mi straszne. Jest to idealne auto dla osób, którzy cenią sobie niezawodność i swobodę odkrywania nowych miejsc.
Taki wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, szczególnie na krętych górskich drogach u stóp Karkonoszy. Nasz pojazd sprawdził się tam znakomicie, zapewniając w idealnych proporcjach zarówno emocje za kółkiem i stały dopływ adrenaliny przy pokonywaniu kolejnych wyzwań, jak i wygodę oraz przyjemność z jazdy nawet w najtrudniejszych warunkach. Marka Jeep zawsze była synonimem przygody – ale czy przygoda nie może być komfortowa?
Atrakcje po drodze do Szklarskiej Poręby
Trasę z Warszawy w Karkonosze można podzielić na dwa etapy. Pierwszy to szybka, wygodna jazda autostradą A2 i drogą ekspresową S8 w kierunku Wrocławia. Gdy jednak zostawimy stolicę Dolnego Śląska za sobą, droga robi się nie tylko bardziej wymagająca, ale też z każdym przejechanym kilometrem coraz bardziej fascynująca. Które z mijanych atrakcji szczególnie warto odwiedzić?
Fragmenty Muru Berlińskiego
Jeszcze zanim dotrzemy do Wrocławia, warto zjechać z trasy S8 na węźle Oleśnica Zachód i odbić ok. 12 km w stronę Twardogóry, by zobaczyć jedną z najbardziej niezwykłych atrakcji w tej części kraju – największą na świecie (oczywiście poza Berlinem) kolekcję fragmentów Muru Berlińskiego. Ponad 30 betonowych bloków – w większości pokrytych charakterystycznym graffiti – stoi na polu w pobliżu wsi Sosnówka. Kolekcja należy do berlińskiego lekarza i artysty Ludwika Waseckiego, który na początku lat 90. kupował poszczególne fragmenty od różnych instytucji z zamiarem stworzenia instalacji artystycznej z osobistą historią w tle. Miejsce robi ogromne wrażenie jako tło do nietypowych zdjęć – ale i skłania do refleksji nad krętymi drogami najnowszej historii
Wrocław
Stolicy Dolnego Śląska nikomu przedstawiać nie trzeba. To jedno z najpiękniejszych miast nie tylko w naszym kraju, ale w całej Europie Środkowej – a tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, zwycięstwo w plebiscycie European Best Destination 2018 czy 3. miejsce w naszym Miejskim Rankingu Travelist.pl 2024 tylko to potwierdzają. Aby odkryć wszystkie wrocławskie atrakcje należałoby tu spędzić co najmniej tydzień – ale warto zatrzymać się nawet przejazdem, by choć na chwilę poczuć atmosferę tej zabytkowej metropolii, zwanej czasem “Wenecją Północy”, “polskim Amsterdamem” i… światową stolicą krasnoludków.

Z krasnoludkami jest tu jak z mostami – są wszędzie i nikt tak do końca nie wie, ile ich jest. Wiadomo jednak, że pod względem liczby mostów Wrocław oficjalnie lokuje się na czwartym miejscu w Europie. A wędrówka śladem krasnoludków to już oficjalna miejska dyscyplina – choć mapa miejsc, w których mogą ukrywać się małe ludziki, nieustannie się zmienia. Ale Wrocław to przecież także piękny Rynek z gotyckim ratuszem, majestatyczna katedra na Ostrowie Tumskim, wpisana na listę UNESCO Hala Stulecia, Ogród Japoński w Parku Szczytnickim, Galeria Neonów, kolorowe podwórka na Nadodrzu – czy największy w Polsce ogród zoologiczny ze słynnym Afrykarium.
A kto chciałby lepiej poznać stolicę Dolnego Śląska, może sprawdzić nasze zestawienie największych atrakcji Wrocławia oraz specjalny przewodnik, który przygotowaliśmy wspólnie z państwem Torres – Wrocław na weekend.
Świdnica
Największa drewniana świątynia w Europie, największy po Wrocławiu zespół zabytkowy na Dolnym Śląsku, najwyższa w regionie wieża kościelna, a na deser jeden z najdziwniejszych w Polsce pomników – powodów, by w drodze do Szklarskiej Poręby zatrzymać się w tym położonym ok. 50 km od Wrocławia mieście z pewnością nie brakuje.
Główną atrakcją Świdnicy jest bez wątpienia wpisany na listę UNESCO kościół pokoju, wzniesiony w 1657 r. na mocy postanowień traktatu westfalskiego dla protestantów pokonanych w wojnie 30-letniej. Jeden z dwóch, jakie zachowały się na tych terenach – ten drugi znajdziemy w nieodległym Jaworze.
Są to nie tylko największe drewniane budowle o funkcjach religijnych w Europie (ten świdnicki może pomieścić aż 7,5 tys. osób, w tym 3 tys. na miejscach siedzących), ale też zostały zbudowane zgodnie z bardzo wymyślnym nawet jak na epokę baroku zestawem reguł. M.in. do ich budowy wolno było wykorzystać wyłącznie materiały nietrwałe – drewno, słomę, glinę i piasek – a wszystkie prace powinny zostać zakończone w ciągu 1 roku. Choć trudno w to uwierzyć, te z założenia tymczasowe konstrukcje bez ani jednego gwoździa przetrwały ponad 350 lat i dziś zachwycają zarówno misterną szachulcową architekturą, jak i oszałamiającym barokowym wyposażeniem.

Będąc w Świdnicy, koniecznie trzeba też zajrzeć na otoczony zabytkowymi kamienicami Rynek, który pod względem urody ustępuje w okolicy jedynie temu wrocławskiemu. Inne obowiązkowe punkty na mapie miasta to potężna gotycka katedra św. Stanisława i św. Wacława – największa w regionie i słynąca z wysokiej na ponad 100 m wieży – a także jedyne w Polsce Muzeum Dawnego Kupiectwa. Miłośników historycznych ciekawostek zainteresuje zapewne dom, w którym mieszkał Manfred von Richthofen, czyli słynny Czerwony Baron – jeden z najsłynniejszych asów przestworzy w dziejach lotnictwa. Replikę jego trójpłatowca marki Fokker można oglądać w pobliskim Parku im. Sikorskiego.
Wizyta w mieście nie będzie jednak kompletna bez odwiedzin u… Srającego Chłopka. Rzeźba przedstawiająca wąsatego jegomościa podczas czynności fizjologicznych mieści się w oddalonym o ok. 3,5 km od centrum Zawiszowie i nie jest bynajmniej współczesnym żartem czy artystyczną prowokacją. Powstała bowiem jeszcze w latach 30. XX w. I choć pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, nie można jej odmówić swoistego uroku.
Zamek Książ
Nieco ponad 15 km za Świdnicą trafiamy do kolejnego wyjątkowego miejsca. Położony na obrzeżach Wałbrzycha Zamek Książ to trzeci co do wielkości – ale zdaniem wielu osób zdecydowanie najpiękniejszy – zespół zamkowy na ziemiach polskich. Należy również do tych najbardziej tajemniczych. Po eleganckich komnatach przechadza się ponoć duch najsłynniejszej właścicielki tego miejsca księżnej Daisy von Pless, na dziedzińcu grasuje Czarny Pudel, w zamkowych piwnicach miała się mieścić jedna z tajnych kwater Adolfa Hitlera, a bezcenne skarby zrabowane przez nazistów do dziś czekają na odkrycie.

Ile w tym prawdy – nie wiadomo. Wiadomo jednak, że na wyprawianych tu rautach bywali m.in. Winston Churchill, cesarz Franciszek Józef, a nawet indyjski maharadża. I wszyscy bez wyjątku zachwycali się wspaniałą rezydencją. Wzniesiony pod koniec XIII wieku przez Piastów Śląskich i wielokrotnie przebudowywany w kolejnych stuleciach gmach oszałamia stylistyczną różnorodnością. Gotyckie mury sąsiadują z pełnymi barokowego przepychu salami balowymi, a renesansowa lekkość zdobień kontrastuje z ponurymi lochami, które łącznie mają ponad 1 km długości – i niedawno zostały udostępnione do zwiedzania.
„Moja mama była zachwycona wizytą w Zamku Książ. Był to nasz pierwszy raz tam, ale myślę, że nie ostatni, patrząc na zadowolenie mamy i chęć dalszego poznawania tego miejsca.„
Kolorowe jeziorka
Jadąc z Zamku Książ w kierunku Szklarskiej Poręby, warto lekko zboczyć z trasy, by zahaczyć o Rudawski Park Krajobrazowy. Pasmo Rudaw Janowickich często bywa pomijane przez zmierzających w sąsiednie Karkonosze turystów – zdecydowanie niesłusznie. Bo Rudawy może i nie są zbyt rozległe ani zbyt wysokie, jednak kryją w sobie mnóstwo pięknych, iście baśniowych zakątków. Takich jak kolorowe jeziorka.


Cztery niewielkie oczka wodne ukryte w lesie w pobliżu wsi Wieściszowice wyglądają jak malarskie dzieło natury. Jedno bowiem jest purpurowo-czerwone, drugie błękitne, kolejne zielone, czwarte natomiast czarne – o ile w ogóle jest, bo czasem wysycha. Okazuje się, że natura nie miała tu nic do rzeczy. Po prostu przed laty na tych terenach mieściła się niemiecka kopalnia pirytu i z czasem związki mineralne przeniknęły do wody, nadając jej – w zależności od stężenia i składu chemicznego – różne barwy. Jednak nawet jeśli to czysta chemia, zdjęcia z tego miejsca będą niezapomniane.
Atrakcje w okolicach hotelu
Szklarska Poręba to największy ośrodek turystyczny w polskich Sudetach i spokojnie można tu spędzić cały weekend, nie ruszając się poza granice miasta. Fani historii naturalnej, kamieni szlachetnych, dinozaurów (i Minecrafta) koniecznie powinni odwiedzić Muzeum Mineralogiczne. Koneserzy literatury i sztuki zachwycą się wizytą w Willi Hauptmannów, pełnej pamiątek po laureacie Literackiej Nagrody Nobla Gerharcie Hauptmannie oraz obrazów Vlastimila Hofmana. Dzieciaki mogą poznać lokalne legendy w sąsiednim Parku Ducha Gór, stanąć oko w oko z tyranozaurem w Dinoparku, zgłębić historię dawnych poszukiwaczy skarbów w Chacie Walońskiej, ale też zaszaleć w parku rozrywki Esplanada. A na wszystkich bez wyjątku czekają zachwycające panoramy, które można podziwiać z punktu widokowego Złoty Widok albo z Kruczych Skał.

Więcej pomysłów na to, co robić podczas pobytu w mieście, znajdziesz w naszych artykułach o największych atrakcjach Szklarskiej Poręby oraz atrakcjach dla dzieci w Szklarskiej Porębie. My natomiast wsiadamy na pokład naszego Jeepa Compassa i ruszamy na podbój okolicy.
Karkonoski Park Narodowy
To drugi najczęściej odwiedzany park narodowy w Polsce – zaraz po Tatrzańskim – i patrząc z okien hotelu na imponujące pasmo Karkonoszy (zwanych przez dawnych mieszkańców tych terenów Górami Olbrzymimi) trudno się temu dziwić. W parku wytyczono ponad 100 km szlaków turystycznych (a dodatkowo aż 17 km tras narciarskich) i nawet jeśli chcemy przejść tylko te najciekawsze, powinniśmy spędzić tu co najmniej tydzień.
Na całe szczęście ze Szklarskiej Poręby można bardzo łatwo i wygodnie dostać się na główny grzbiet karkonoski, by choć na krótką chwilę odetchnąć prawdziwie alpejskim powietrzem (panuje tu bowiem unikalny mikroklimat) i nacieszyć oczy oszałamiającymi widokami. Wszystko dzięki kolejce linowej na Szrenicę, najwyższy szczyt w zachodniej części Karkonoszy i jeden z najwyższych w całym paśmie (1362 m n.p.m.). Gdy już tam dotrzemy, mamy do wyboru najróżniejsze opcje – usiąść w schronisku, skierować się w stronę sąsiedniego Łabskiego Szczytu oraz znajdujących się już po czeskiej stronie źródeł Łaby albo maszerować dalej na wschód Głównym Szlakiem Sudeckim, prowadzącym aż na Śnieżkę (i jeszcze dalej)
Wyprawa ze Szrenicy na najwyższy szczyt Karkonoszy zajmie ok. 7-8 godzin w jedną stronę. Jeśli nie mamy tyle czasu, warto przejść szlakiem przynajmniej pierwsze 5 km do Śnieżnych Kotłów. To jedno z najbardziej niesamowitych miejsc nie tylko w Sudetach, ale w całych polskich górach. Widoki zza barierek prosto w kilkusetmetrową przepaść poniżej (i na całą Kotlinę Jeleniogórską w oddali) zapierają dech w piersiach nie tylko tym, którzy skarżą się na lęk wysokości.

Oczywiście to tylko niewielki fragment tego, co warto zobaczyć w Karkonoskim Parku Narodowym. Więcej informacji i inspiracji zebraliśmy w artykule o największych atrakcjach polskich Karkonoszy.
Wodospady Szklarki i Kamieńczyka
Wodospady to nieodłączny element karkonoskich pejzaży, a kilka z nich – w tym dwa zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie Szklarskiej Poręby – należy do najpiękniejszych w całym kraju. Tym najbardziej imponującym jest z pewnością Wodospad Kamieńczyka. Aby się tu dostać, potrzeba nieco wysiłku – nawet z najbliżej położonego parkingu przy tzw. Szosie Czeskiej trzeba przejść ok. 4 km – jednak efekt końcowy wynagradza wszelkie trudy z nawiązką. Woda opada tu trzema kaskadami o łącznej wysokości 27 m (czyli niemal tyle, co 10-piętrowy blok) wprost do skalistego wąwozu o niemal pionowych ścianach. Wodospad można podziwiać z dwóch perspektyw – z samej góry, nieopodal schroniska Kamieńczyk, bądź z dna wąwozu, do którego prowadzi bezpieczna, metalowa platforma.

Wodospad Szklarki nie jest może tak wysoki, za to na pewno wyjątkowo malowniczy – niczym z “Opowieści z Narnii”. No i zdecydowanie łatwiej tu dotrzeć, ponieważ dojście z parkingu przy drodze ze Szklarskiej Poręby do Jeleniej Góry zajmuje zaledwie 15 minut, a trasa jest dostosowana zarówno dla rodzin z małymi dziećmi, jak i dla wózków inwalidzkich. Nic dziwnego, że miejsce to jest bardzo popularne wśród turystów i w sezonie można spodziewać się tłumów. Tuż obok wodospadu znajduje się schronisko PTTK Kochanówka.
Wchodząc do parku, nie spodziewaliśmy się, że Wodospad Szklarki wygląda aż tak fajnie! Zdecydowanie polecamy wybrać się tam na spacer każdemu, kto będzie w okolicy.

Zakręt Śmierci
Skoro po okolicy Szklarskiej Poręby poruszamy się wyjątkowym samochodem, na liście atrakcji nie mogło zabraknąć punktu specjalnie dla zmotoryzowanych (choć nie tylko). Najsłynniejszy zakręt w Polsce mieści się na drodze nr 358 prowadzącej ze Szklarskiej do Świeradowa-Zdroju, ma promień ok. 30 m i wymaga zmiany kierunku aż o 180 stopni.
Dużym zaskoczeniem dla nas był Zakręt Śmierci, który – wbrew nazwie – nie był tak straszny! Historia tego miejsca bardzo nas zainteresowała, a widoki, które można stamtąd podziwiać, to coś niesamowitego!

Powstał w latach 30. ubiegłego wieku jako punkt strategiczny, który miał utrudnić ewentualny przemarsz wojsk. I w każdej chwili mógł zostać wysadzony. Pokonanie Zakrętu Śmierci na pokładzie Jeepa Compassa było czystą przyjemnością – podobnie zresztą jak podziwianie panoramy Karkonoszy, która się stąd rozciąga. Zakręt jest bowiem przy okazji fantastycznym punktem widokowym.
Huta Szkła Julia w Piechowicach
Nazwa Szklarska Poręba nie jest przypadkowa – tradycje produkcji szkła w tym regionie sięgają XIV w., a część zabytkowych manufaktur działa po dziś dzień. Najstarszą i najciekawszą z nich jest Huta Szkła Julia, która istniała w mieście od lat 40. XIX w., pierwotnie pod nazwą Josephine. I choć główny zakład został zamknięty w 1992 r., filia w oddalonych o ok. 9 km Piechowicach wciąż kultywuje dawne tradycje, przyciągając jednocześnie coraz większe rzesze turystów. Jest to bowiem jedno z niewielu miejsc w Polsce, w których nadal wytwarza się szkło kryształowe ręcznie, z wykorzystaniem tradycyjnych metod dmuchania, wolnoformowania i prasowania.
Podczas zwiedzania można na własnej skórze poczuć żar pieca hutniczego i podejrzeć, jak doświadczeni rzemieślnicy formują gorące szkło w najróżniejsze kształty. W programie znajdziemy też pokaz tradycyjnego zdobienia wyrobów kryształowych, a dla najmłodszych organizowane są warsztaty, w trakcie których dzieciaki mają okazję uzyskać certyfikat młodego hutnika. Zabytkowa fabryka to jednak nie tylko interaktywne muzeum i jedno z najlepszych produktów turystycznych regionu. To wciąż przede wszystkim producent szklanych dzieł sztuki. Produkty sygnowane logo huty wystawiane są na targach krajowych i zagranicznych, a całe kolekcje nagradzane są w licznych konkursach i plebiscytach z zakresu designu.
Zamek Chojnik
Położona u stóp Karkonoszy Kotlina Jeleniogórska słynie z największego w całej Europie zagęszczenia zamków, pałaców i innych zabytkowych rezydencji na kilometr kwadratowy. Na obszarze mniejszym niż łączna powierzchnia 3 warszawskich dzielnic (Mokotowa, Ursynowa i Wilanowa) znajdziemy ich tam bowiem blisko 30. Żaden nie robi jednak bardziej spektakularnego wrażenia niż górujący nad całą okolicą, oddalony o niecałe 20 minut jazdy od naszego hotelu Zamek Chojnik.

Został wzniesiony w połowie XIV w. na szczycie granitowej skały, opadającej z jednej strony 150-metrowym urwiskiem prosto do – jakżeby inaczej – Piekielnej Doliny. Podobno przed wiekami tyleż piękna co okrutna kasztelanka Kunegunda kazała pretendentom do jej ręki objeżdżać na koniu zamkowe mury, doskonale wiedząc, że żaden człowiek nie jest w stanie tego dokonać. Choć w 1675 roku warownia spłonęła w iście filmowym stylu (po uderzeniu pioruna), to jednak ze względu na unikalne położenie i niesamowite widoki na całą okolicę do dziś znajduje się na liście najbardziej interesujących ruin w kraju. Na murach można zobaczyć wyryte daty, który pozostawili po sobie turyści… np. w roku 1719. A wybudowana tu w XVIII w. gospoda jest jednym z najstarszych schronisk na ziemiach polskich.
Termy Cieplickie
Cieplice to oddalona o ok. 15 km od Szklarskiej Poręby uzdrowiskowa część Jeleniej Góry, która do dziś zachowała nieco staroświecki urok eleganckich kurortów dla wyższych sfer. Jednak turystów przyciągają tu nie tylko piękne parki (Zdrojowy i Norweski, słynący również ze znakomitej restauracji w Pawilonie Norweskim) oraz okazała architektura z pałacem Schaffgotschów na czele, ale przede wszystkim nowoczesny kompleks basenów termalnych. W naszym Rankingu Ulubionych Term Polaków Termy Cieplickie znalazły się na 10. miejscu – a na Dolnym Śląsku nie mają sobie równych.
Tutejsze gorące źródła – słynne w całej Europie ze względu na najwyższą na kontynencie zawartość krzemionki – osiągają temperaturę nawet 87°C. Oczywiście wydobywana z głębokości 1800 m woda jest odpowiednio schłodzona i przefiltrowana, by kąpiel była przyjemnością, a nie wyzwaniem dla śmiałków. Znajdziemy tu 2 baseny termalne pod dachem, całoroczny basen zewnętrzny, a także basen rekreacyjny z torami pływackimi, 2 brodziki dla dzieci, kompleks zjeżdżalni oraz centrum SPA. O widokach na Karkonosze nawet nie wspominamy.
Zamek Księcia Henryka
Nie jest może tak potężny i nie ma tak ciekawej historii jak pobliski Chojnik – ale również potrafi zachwycić. Niewielki zameczek myśliwski na szczycie wzgórza Grodna k. Staniszowa (ok. 20 km od Szklarskiej Poręby) powstał na początku XIX w. na fali romantycznej mody na średniowiecze, panującej wśród ówczesnej arystokracji. Zbudował go właściciel tych terenów hrabia Henryk XXXVIII von Reuss (stąd nazwa), który ponoć nie mógł znieść, że jego konkurenci zza miedzy – rezydujący w Cieplicach ród Schaffgotschów – mają w swych włościach imponujące ruiny Chojnika. Wzniósł więc własne.

Dziś odbudowany zameczek, do którego prowadzi kilka łatwych i przyjemnych szlaków ze Staniszowa, Sosnówki i Marczyc, można zwiedzać. Warto szczególnie wejść na wieżę, z której rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków w okolicy – a jak wiemy punktów widokowych tu nie brakuje. Jak na dłoni widać stąd całe pasmo Karkonoszy, Wzgórza Jeleniogórskie, a także położony dosłownie u stóp zamku zbiornik Sosnówka. Kto zaś szuka nietypowych ciekawostek, powinien wybrać się do zamku trasą z Marczyc i po drodze poszukać kontrowersyjnego naskalnego muralu “Wzgórze Czaszek” lokalnego artysty Tomasza Miroszkina. Nie prowadzi do niego żadna oznaczona droga, ale gdy już uda się go znaleźć, robi ogromne wrażenie.
Ogród Japoński Siruwia w Przesiece
Czy można być jednocześnie w Karkonoszach – i w Japonii? W tym miejscu to możliwe. W małej miejscowości Przesieka ok. 20 km od Szklarskiej Poręby znajduje się jedyny w swoim rodzaju ogród skomponowany według japońskiej sztuki ogrodniczej oraz filozofii feng shui. Podczas spaceru możemy podziwiać zachwycającą kolekcję różaneczników i drzewek bonsai. Niektóre z nich zostały sprowadzone prosto z Japonii i mają ponad 100 lat! Natrafimy też na stawy, strumienie, a nawet wodospad. A dodatkowo na fanów “Szoguna” w Małej Japonii czeka jedna z największych w Polsce kolekcji samurajskich zbroi.

To jednak nie wszystko, bo dla najmłodszych turystów przygotowano tu najwyżej położony park zabaw na Dolnym Śląsku. Mali ninja mogą poszaleć na 14-metrowych zjeżdżalniach, wieżach wspinaczkowych i w strefie malucha – a rodzice w tym czasie będą mieli okazję skosztować oryginalnej japońskiej zielonej herbaty. Dla dzieci organizowane są także warsztaty origami, a na pamiątkę można kupić japońskie laleczki Kokeshi w sklepiku Kyoto.










